wokalista Slipknota
Slipknot wydał nowy singiel. Foto: fornStudio/Shutterstock

Slipknot opublikował właśnie teledysk do utworu "Arsenal". To zapewne zapowiedź nowej płyty. Problem w tym, że fani mają już dosyć dram w kapeli i zapewne nie wierzą już, że jest ona grupą kolegów, którzy chcą tworzyć razem muzykę.

REKLAMA

Slipknot chce powrócić na rynek wydawniczy z nową muzyką. Tak należy chyba interpretować publikację teledysku do utworu "Arsenal". Pytanie, czy ktoś jeszcze czeka na nowy album tej formacji.

Slipknot w tajemniczy sposób anonsuje nową piosenkę

W środę na profilu zespołu na Facebooku pojawił się zaskakująco oszczędny w treść post. Admin napisał tylko tytuł "Arsenal" i dodał, że "nowy singiel i teledysk są już dostępne". Wejście na podany poniżej link na YouTube niewiele wnosi. Poza tym, że możemy posłuchać nowej piosenki numetalowców z Iowa. Nadal nie jest jednak jasne, czy to zapowiedź nowego albumu, czy tylko jeden singiel, który ma udowodnić fanom, że ich ulubiona grupa potrafi coś jeszcze skomponować.

Słuchając tych nieco ponad 3 minut, można zresztą dojść do wniosku, że pisanie nowych kawałków nieszczególnie kręci samych muzyków. To taki numer Slipknot skomponowany przez AI – oparty na patentach, które porywały ponad dwie dekady temu na debiucie zespołu i płycie "Iowa". Teraz tylko nudzą. Może jedynie lekko orientalizowana solówka gitarowa w połowie sprawia, że na chwilę przestaniecie sprzątać swój pokój i skoncentrujecie się na muzyce.

Dramy, wyrzucanie członków zespołu i brak weny

Slipknot na przełomie wieków był jednym z liderów numetalowej sceny. Na tle mocno skomercjalizowanych Limp Bizkit i Linkin Park wydawał się "tym prawdziwym" zespołem. Do tego ekstremalne dźwięki, jakie zawarto na pierwszych dwóch albumach grupy, sprawiały, że z uznaniem słuchali go nawet bardziej zatwardziali fani metalu.

Kolejne albumy pokazały już bardziej piosenkowe oblicze formacji, co pozwoliło jej jednak poszerzyć grono fanów, którzy za swój nowy hymn obrali "Duality" z "Vol. 3: (The Subliminal Verses)". W tym mniej więcej okresie Slipknot grał zresztą koncerty u boku Metalliki (która w tym roku ponownie zawitała do Polski). Wiele wskazywało na to, że będzie nowym zespołem pokolenia.

Potem było już jednak znacznie gorzej. Muzycznie zespół stanął w miejscu i przestał mieć na siebie pomysł (może poza autoplagiatowaniem). Na to nałożyły się konflikty wewnątrz grupy. W 2019 r. wyleciał z niej grający na instrumentach perkusyjnych Chris Fehn. W 2023 roku swoje życie po Slipknot rozpoczął odpowiedzialny za sampler Craig Jones. Niedługo potem dołączył do niego perkusista Jay Weinberg. 31 lipca 2026 r. ogłoszono usunięcie ze składu Sida Wilsona (sample).

Dalsza część artykułu poniżej.

Coraz bardziej stawało się jasne, że Slipknot to nie zespół kolegów, którzy prywatnie się lubią i chcą tworzyć razem muzykę, a przedsięwzięcie biznesowe. Dowodem na to może być pozew Fehna przeciwko wokaliście Coreyowi Taylorowi i Shawnowi "Clownowi" Crahanowi. Ten pierwszy jako powód twierdził, że zyski z tras koncertowych i sprzedaży gadżetów były ukrywane przed innymi członkami grupy i nieuczciwie dzielone przez spółki, o których istnieniu nie miał pojęcia. Co prawda, ostatecznie wycofał wszystkie zarzuty na mocy ugody pozasądowej, ale sprawa pokazała, że sytuacja w formacji jest naprawdę paskudna.

I jasne, że zespoły, które są na takim etapie kariery, na jakim od lat jest Slipknot, są już małymi korporacjami. Szczególnie jednak w przypadku metalu pewne wrażenia bycia "gangiem", grupą kumpli, którzy lubią razem tworzyć, jest ważne. W przypadku bohaterów tego tekstu, brak jedności i zmęczenie wspólnym graniem wyraźnie już słychać.

To zresztą bolączka całego nurtu – pisałem już, że nu metal milenialsów zestarzał się fatalnie i tylko trzy zespoły wyszły z tego obronną ręką. I Slipknota nie ma wśród nich.