Korn, SOAD, w tle koncert
Nu metal zestarzał się fatalnie, ale te 3 zespoły wyszły z tego obronną ręką. Foto: Zamrznuti tonovi, Milan Risky, Tony Norkus/Shutterstock

Nu metal to muzyka milenialsów – to w rytm "Nookie" Limp Bizkit i melodii "In the End" Linkin Park chodzili do szkoły, przeżywali swoje pierwsze miłości i powolnym krokiem zmierzali w dorosłość. Nie dziwi więc, że bilety na koncerty tego typu zespołów sprzedają się dziś jak ciepłe bułeczki. Jednak tylko trzy zespoły przetrwały próbę czasu.

REKLAMA

Nu metal był jednym z najbardziej charakterystycznych muzycznych fenomenów przełomu lat 90. i 2000. Łączył ciężkie, gitarowe brzmienie z hip-hopem, elektroniką i popowymi melodiami, a jego największymi gwiazdami były m.in. Limp Bizkit, Linkin Park, Slipknot czy Papa Roach. Dla dorastających wówczas millenialsów stał się ścieżką dźwiękową ich nastoletnich lat.

Z czasem jednak potencjał tej muzyki się wyczerpał. Większość zespołów z tego nurtu nie potrafiła wyjść poza jego wąskie granice, nagrywając coraz częściej płyty po prostu nudne, przewidywalne, nierzadko karykaturalne (np. znamiennie zatytułowane "Still Sucks" Limp Bizkit). Na jaw wyszło, że muzycy numetalowi często po prostu nie byli kreatywni, potrafili jedynie kopiować styl swoich idoli czy – w przypadku protoplastów sceny – dokonywać autoplagiatów.

Nu metal można oczywiście wspominać przez pryzmat sentymentów, jednak muzyka ta po prostu brzydko się zestarzała. Są jednak przynajmniej trzy wyjątki.

System of a Down, czyli nie warto iść za tłumem

System of a Down debiutował w erze nu metalu i głównie przez to został zaklasyfikowany jako część tego podgatunku. Czy w pełni słusznie? O to fani kłócą się do dziś. Sami muzycy grupy nie wstydzili się jednak na tamtym etapie etykietki "nowego metalu".

Warto jednak dodać, że już na etapie płyty "System of a Down", pierwszej w swojej dyskografii, zespół ten wyrastał poza ówczesną przeciętność nowej fali ciężkiego grania. Do thrash metalu dodał elementy bliskowschodniego folku, dźwięki kojarzone z Faith No More, a wszystko jakimś cudem umieścił w piosenkowych ramach, tworząc hymny, które dziś śpiewają całe stadiony.

Sama muzyka z pięciu płyt SOAD do dziś robi duże wrażenie. Może właśnie dlatego, że już w momencie powstawania tych piosenek ich twórcy nie myśleli koniunkturalnie, nie starali się wpisać w konkretny nurt i styl (jak wielu "uczniów" Limp Bizkit), korzystając głównie ze swojej dźwiękowej wyobraźni i dość szerokich inspiracji. I chyba to pozwoliło muzykom przetrwać liczne zawirowania rynkowe i obecnie żyć z dywidendy wypłacanej za dokonania sprzed 20 lat.

Nowej płyty nie nagrali od 2005 r., ale właściwie nie jest im potrzebna. Mało która grupa dokonała tego, co oni na pierwszych trzech swoich wydawnictwach. Swoimi "pozasystemowymi" projektami członkowie SOAD pokazują zaś, że wyobraźni muzycznej nadal im nie brakuje.

Dalsza część artykułu poniżej.

Linkin Park, czyli stary patent działał i działa

Grupa Linkin Park zawiesiła działalność w 2017 r., tuż po tym, jak cały świat dowiedział się o śmierci jej wokalisty Chestera Benningtona. Nikt nie wierzył, że zespół jeszcze powróci na scenę. A jednak! W 2024 r. muzycy zagrali swój reaktywacyjny koncert, ogłaszając światu, że za mikrofonem stoi teraz Emily Armstrong. Ta ostatnia podjęła się samobójczej misji: zastąpiła tak charyzmatycznego wokalistę jakim był Chester. I do tego zrobiła to w porywający sposób.

Sama muzyka Linkin Park to wręcz klasyczny nu metal: dostęp do "sitka" dzielą tu raper i wokalista metalowy, w zespole jest DJ, gitarzyści nie koncentrują się na graniu charakterystycznych riffów, a bardziej na podbijaniu sekcji rytmicznej, a wszystko jest w aż niebezpieczny sposób zapadające w pamięć.

Ten przepis na muzykę skazał dziesiątki grup z przełomu lat 90. i 2000. na zapomnienie. A jednak w przypadku Linkin Park do teraz działa, czego najlepszym dowodem jest ostatnia płyta formacji, "From Zero", przepełniona przebojami, wyraźnie inspirowanymi dwoma pierwszymi albumami zespołu. Melodie, które potrafi pisać Mike Shinoda, sprawiają, że do tych numerów chce się wracać i je nucić. Żadna inna formacja numetalowa nie dała rady z tak zgranych patentów, jakie są fundamentem podgatunku, zrobić swojego atutu.

Korn, czyli prekursorzy, którzy do dziś piszą hity

Korn jest uznawany za jeden z pierwszych (jeżeli nie pierwszy) zespół numetalowy. Jeżeli podgatunek ten poszedłby wprost drogą, którą muzycy wyznaczyli na pierwszych 3-4 swoich płytach, mógłby uchodzić za kawał ambitnego grania.

Sam Korn także na pewnym etapie nieco skręcił z obranej na początku działalności ścieżki, porzucając dziwny, chory klimat wczesnych utworów i dodając do swojej twórczości więcej melodii oraz przebojowości. I śmiem twierdzić, że to zadziałało. Pod warunkiem, że podejdzie się do ostatnich wydawnictw zespołu z większym luzem i nie będzie wymagać od muzyków tego, co robili w pierwszych latach działalności. Najważniejsze, że nawet ostatnich płyt Korna nie słucha się z zażenowaniem, co w przypadku nu metalu wcale nie jest takie oczywiste.

Podobne zwroty stylistyczne rzadko kończą się dobrze – wystarczy wspomnieć o Metallice, która parę razy zmieniała swój styl, czym irytowała konserwatywnych fanów. Niedawno wróciła ze swoją najbardziej znienawidzoną płytą. Warto przy okazji przypomnieć 3 polskie zespoły metalowe, które mogły podbić świat, ale miały ogromnego pecha.