kolaż złożony z kadrów z Chłopi i Popiół i diament
Wybrałam siedem mistrzowskich ekranizacji polskiej literatury Fot. Kadry z "Chłopów" i "Popiołu i diamentu" / montaż: naTemat

Czekając na aż dwie nowe "Lalki" na podstawie powieści Bolesława Prusa, zadałam sobie pytanie: które ekranizacje klasyków polskiej literatury są najlepsze? A może inaczej: najciekawsze i najbardziej oryginalne? Wybrałam siedem, ale od razu uprzedzam: nie wszystkie są wierne książkom. I bardzo dobrze. Wbrew pozorom właśnie o to chodzi.

REKLAMA

Jesień będzie prawdziwą ucztą dla fanów klasyki literatury, bo nowe życie na ekranie dostaną dzieła Jane Austen, Charlesa Dickensa, Johna Steinbecka i – co dla Polaków najważniejsze – Bolesława Prusa. Czekają nas aż dwie "Lalki". Niekonwencjonalny serial autorstwa Pawła Maślony wleci na Netfliksa 16 września, a 30 września obejrzymy filmową, klasyczną adaptację Macieja Kawalskiego. Oczekiwanie na bitwę "Lalek" sprzyja rozważaniom o najlepszych ekranizacjach, ale... co to właściwie znaczy?

Utarło się, że najlepsze adaptacje to te, które wiernie trzymają się książki, ale to wcale nie jest prawda. Owszem, widz nie lubi zbyt wielu zmian w literaturze, którą dobrze zna. Nie mówiąc już o ekranizacjach klasyki, od której odejście często wiąże się z wielką burzą. Zresztą... nieudane adaptacje też ją wywołują.

Czasami jednak reżyser musi odważnie skrócić fabułę, zmienić akcenty albo potraktować tekst jedynie jako punkt wyjścia, by stworzyć film, który będzie działał także poza papierowymi stronami. Paradoksalnie właśnie takie adaptacje są najciekawsze: z jednej strony nie próbują być ilustracją książki, z drugiej nie chcą jej dyskredytować, ale prowadzą z nią dialog. Dobry pomysł, autorska interpretacja i szacunek do oryginału potrafią stworzyć cuda (chociaż niestety czasem nie wystarczają).

Najlepsze adaptacje polskich książek. 7 filmów, które warto znać

Wybrałam siedem filmów na podstawie polskiej literatury, które są przykładami mistrzowskich adaptacji. Niektóre są bardziej wierne, inne mniej, ale wszystkie świetnie współgrają z książkowym pierwowzorem. A przede wszystkim to kawał świetnego kina.

Rękopis znaleziony w Saragossie, reż. Wojciech Jerzy Has (1965)

Na podstawie: powieści "Rękopis znaleziony w Saragossie" Jana Potockiego

Fot. Kadr z "Rękopisu znalezionego w Saragossie"

Powieść Jana Potockiego sprawia wrażenie nieprzekładalnej. Szkatułkowa konstrukcja, czyli opowieści w opowieściach, nieustanne żonglowanie stylami i konwencjami, gęsta narracja pełna dygresji i ironii... Jak z tego w ogóle zrobić film?! Tytaniczne wyzwanie.

Jednak Wojciech Jerzy Has zrobił z tej nieprzekładalności atut. Jego "Rękopis znaleziony w Saragossie" to surrealistyczna podróż przez świat przygody, grozy i nadprzyrodzoności, a przy tym jeden z najbardziej niezwykłych filmów w historii polskiego kina. To raczej film Hasa inspirowany Potockim niż próba wiernego odtworzenia dzieła z 1805 roku. Dlatego reżyser nie poległ.

Pamiętasz ekranizacje polskich klasyków? Zgadnij film po kadrze.

logo
Quiz

1 / 15 Jaki to polski film na podstawie książki?

Ziemia obiecana, reż. Andrzej Wajda (1974)

Na podstawie: powieści "Ziemia obiecana" Władysława Reymonta

Fot. Kadr z "Ziemi obiecanej"

Andrzej Wajda sięgnął po monumentalną powieść Władysława Reymonta o przemysłowej Łodzi przełomu XIX i XX wieku i zrobił z niej równie momumentalną opowieść o pieniądzach, ambicji i bezwzględnej walce o sukces. To adaptacja bezkompromisowa i drapieżna, pozbawiona nostalgii, bewzględnie ukazująca brutalne oblicze rodzącego się kapitalizmu. Momentami przypomina wręcz rasowy thriller.

Film zachwyca niesamowitą energią, świetnymi zdjęciami, znakomitą muzyką Wojciecha Kilara i genialnym aktorstwem Daniela Olbrychskiego, Wojciecha Pszoniaka i Andrzeja Seweryna w rolach Karola Borowieckiego, Moryca Welta i Maksa Bauma, którzy próbują zbudować własną fabrykę. "Ziemia obiecana" Wajdy to jeden z tych przypadków, w których niektórzy twierdzą nawet, że ekranizacja jest lepsza od książki...

Sanatorium pod Klepsydrą, reż. Wojciech Jerzy Has (1973)

Na podstawie: opowiadań "Sanatorium pod Klepsydrą" i "Wiosna" Brunona Schulza

I znowu Has i proza, która wydaje się nieprzekładalna. Reżyser "Rękopisu znalezionego w Saragossie" i "Lalki" doskonale o tym wiedział – nawet nie próbował wiernie odtwarzać opowiadań Brunona Schulza, a zamiast tego przeniósł na ekran ich atmosferę, oniryczność i bogatą wyobraźnię pisarza.

Historia Józefa (Jan Nowicki), który trafia do tajemniczego sanatorium zawieszonego gdzieś poza czasem i przestrzenią, staje się pretekstem do stworzenia osobliwego, hipnotyzującego świata. "Sanatorium pod Klepsydrą" jest bardziej filmowym snem na temat Schulza niż jego "porządną" ekranizacją. I chyba właśnie tak powinno się ekranizować twórczość autora "Sklepów cynamonowych".

Wesele, reż. Andrzej Wajda (1973)

Na podstawie: dramatu "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego

Fot. Kadr z "Wesela"

Stanisław Wyspiański stworzył arcydzieło dramatu, w którym zwyczajne wesele (choć może raczej niezwyczajne, bo między inteligentem a chłopką) szybko zamienia się w opowieść o polskich kompleksach, podziałach i niespełnionych marzeniach o niepodległości. Na ekran przeniósł je wybitny Andrzej Wajda, wykorzystując zjawy, symbole i słynnego chochoła do stworzenia filmu równie mocno zakorzenionego w polskiej historii, co w malarskiej i teatralnej poetyce.

"Wesele" to dzieło sceniczne, ale Wajda nadał mu na ekranie szaleńcze tempo. Wirująca kamera (mistrzowska praca operatora Witolda Sobocińskiego) i szybki montaż sprawiły, że film zyskał niesamowitą energię, ale reżyser "Człowieka z marmuru" nie zgubił tego, co w sztuce Wyspiańskiego najważniejsze: mistycyzmu, fantastyczności i przede wszystkim narodowego ducha.

Popiół i diament, reż. Andrzej Wajda (1958)

Fot. Kadr z "Popiołu i diamentu"

Na podstawie: powieści "Popiół i diament" Jerzego Andrzejewskiego

I znowu Andrzej Wajda – nic dziwnego w końcu to jeden z najwybitniejszych polskich filmowców w historii. "Popiół i diament" to kolejny przykład ekranizacji, która mocno różni się od literackiego oryginału. Książka Jerzego Andrzejewskiego była bardziej rozbudowaną opowieścią o politycznych i moralnych dylematach powojennej Polski, podczas gdy Wajda skupił się w filmie przede wszystkim na jednym człowieku – Maćku Chełmickim (Zbigniew Cybulski).

U Wajdy historia młodego żołnierza, który w ostatnim dniu wojny dostaje zadanie zlikwidowania komunistycznego działacza, staje się tragiczną opowieścią o pokoleniu, które nie potrafi odnaleźć się w nowej, powojennej rzeczywistości. To jedna z tych ekranizacji, które żyją własnym życiem i dziś są znacznie bardziej znane niż książka (którą jak najbardziej warto znać!).

Dalsza część artykułu poniżej.

Chłopi, reż. DK Welchman, Hugh Welchman (2023)

Na podstawie: powieści "Chłopi" Władysława Reymonta

Fot. Kadr z "Chłopów"

Powieść Władysława Reymonta doczekała się wiernej adaptacji w latach 70., ale twórcy "Chłopów" znaleźli sposób, by opowiedzieć tę historię zupełnie na nowo. DK Welchman i Hugh Welchman, twórcy "Twojego Vincenta", wykorzystali animację malarską, dzięki której losy mieszkańców wsi Lipce zaczynają przypominać ożywione obrazy malarzy Młodej Polski, jak Józef Chełmoński czy Leon Wyczółkowski. Historia wiejskiej społeczności stworzonej przez Reymonta została tutaj opowiedziana przede wszystkim plastycznym obrazem i genialną muzyką L.U.C.-a i Rebel Babel Film Orchestra.

Welchmanowie mocno przesunęli jednak punkt ciężkości historii na Jagnę, której nie chcą demonizować, ale raczej przedstawić jako młodą kobietę uwikłaną w kulturowo-patriarchalny kontekst przełomu XIX i XX wieku. To zdecydowanie jedna z najbardziej oryginalnych współczesnych polskich adaptacji. Choć wkurzyła purystów, trudno o lepszy przykład na to, że klasyka nie musi być ekranizowana w klasyczny sposób.

Matka Joanna od Aniołów, reż. Jerzy Kawalerowicz (1961)

Na podstawie: opowiadania "Matka Joanna od Aniołów" Jarosława Iwaszkiewicza

Fot. Kadr z "Matki Joanny od Aniołów"

Twórczość Jarosława Iwaszkiewicza to wdzięczny materiał dla filmowców – wystarczy przypomnieć "Panny z Wilka", "Brzezinę" czy "Kochanków z Marony". Jednak Jerzy Kawalerowicz sięgnął po "Matkę Joannę od Aniołów", mroczne opowiadanie z 1943 roku o przeoryszy klasztoru przekonanej, że została opętana przez demony, i stworzył film ascetyczny, chłodny, niepokojący, a momentami wręcz przerażający.

Historia księdza Józefa Suryna (Mieczysław Voit), który przyjeżdża do klasztoru, by zmierzyć się z rzekomym opętaniem zakonnic (na czele z genialną Lucyną Winnicką w roli tytułowej), szybko przestaje być prostą opowieścią o wierze i diabelskich mocach. Kawalerowicz zostawia widza z pytaniami o samotność, pożądanie i granice religijnego fanatyzmu. Mistrzowska, hipnotyzująca ekranizacja jednego z najbardziej osobliwych opowiadań w polskiej literaturze.