Odcinkowy pomiar prędkości
"Mamy to!". Odcinkowy pomiar prędkości wreszcie dostanie to, o co kierowcy błagali od lat Fot. Facebook / CANARD

Widzisz z daleka żółte kamery nad drogą, wjeżdżasz w odcinkowy pomiar prędkości i nagle w głowie pojawia się totalna pustka. "Ile tu właściwie można jechać? 120, 100? Zamiast skupić się na drodze, wszyscy w panice depczą po hamulcach. Ale z tym koniec. Właśnie ogłoszono rewolucję, która w końcu wprowadzi odrobinę wyczekiwanej normalności.

REKLAMA

Jak poinformował w swoich mediach społecznościowych senator Krzysztof Kwiatkowski, w końcu doczekamy się jasnej i czytelnej informacji o tym, jaki limit prędkości obowiązuje na danym fragmencie drogi. I to nie gdzieś tam schowanej w krzakach kilometr wcześniej, ale zlokalizowanej dokładnie na początku strefy odcinkowego pomiaru prędkości, w której działa system weryfikujący czas przejazdu.

Nowe rozwiązanie uzyskało już pozytywną opinię, którą oficjalnie wydała Krajowa Rada BRD. Za wsparcie tej, wydawałoby się prozaicznej, a jednak do tej pory niemożliwej do przepchnięcia, inicjatywy, podziękowania od senatora zebrali też minister Dariusz Klimczak i wiceminister Stanisław Bukowiec.

To jedna z tych rzadkich sytuacji, kiedy ktoś "na górze" wreszcie pomyślał jak normalny uczestnik ruchu drogowego. Bo powiedzmy sobie szczerze: brak przypomnienia o dozwolonej prędkości przed samą bramką przypominał raczej polowanie na czarownice i sposób na łatanie dziury budżetowej, a nie realne dbanie o bezpieczeństwo.

Faza testów na najważniejszych trasach. Co dalej?

Zanim jednak zaczniecie otwierać szampana, warto odnotować jeden techniczny szczegół. Na razie ten kluczowy znak informujący o prędkości pod kamerami OPP pojawi się w trybie badawczym. Ten jesienny pilotaż obejmie wyłącznie drogi ekspresowe i autostrady, czyli miejsca, gdzie paradoksalnie zagapienie się w przepisach bywało najbardziej kosztowne.

Jeśli testy wykażą to, co dla każdego z nas jest jasne od dawna, czyli że takie oznaczenie bezpośrednio wpływa na poprawę bezpieczeństwa (bo ludzie po prostu przestaną histerycznie zwalniać do 100 km/h na autostradzie "tak na wszelki wypadek"), przepisy zostaną zaktualizowane na stałe.

Wtedy te tablice staną się obowiązkowym, sztywnym elementem infrastruktury w całym kraju, a systemy naliczające kary za przekroczenie prędkości będą grać z nami w otwarte karty.

Mniej mandatów, więcej płynnej jazdy

To świetny, pragmatyczny ruch. Często łapałem się za głowę, widząc, co dzieje się na S8 w Warszawie czy na obwodnicach dużych miast. Lewy pas, wszyscy jadą w miarę płynnie, nagle zza zakrętu majaczy stalowa konstrukcja z żółtymi aparatami. Efekt?

Momentalny festiwal świateł stopu, zajeżdżanie drogi, ucieczka na prawy pas. Automatyczne mierniki powinny uczyć nas równej, spokojnej i przepisowej jazdy, a nie wywoływać zawał serca.

Teraz, wjeżdżając pod czujne oko kamer, od razu dostaniemy na tacy konkretną wartość. Bez zgadywanek, bez gorączkowego odpalania aplikacji z ostrzeżeniami w tle. To prosta zmiana, która z pewnością uprzyjemni życie setkom tysięcy zmotoryzowanych i zdejmie z dróg sporo zupełnie niepotrzebnej agresji.