
O "Jestem Rocky" już mówi się w kontekście przyszłorocznej ceremonii rozdania Oscarów. Film o Sylvestrze Stallonie zbiera pierwsze recenzje, w których krytycy zachwycają się odtwórcą głównej roli. Anthony Ippolito miał dać powalający występ, a przecież Amerykańska Akademia Filmowa uwielbia biografie. Czy to kolejny Oscar bait?
Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej nie kryje się ze swoim zamiłowaniem do produkcji opartych na faktach, dlatego nikogo nie powinno dziwić, że "Jestem Rocky" Petera Farrelly'ego – reżysera "Green Booka" – jest wymieniany wśród potencjalnych kandydatów do Oscara. Film biograficzny poświęcony początkom kariery Sylvestra Stallone'a i jego marzeniom o stworzeniu filmu "Rocky" ma spore zadatki na to, by spodobać się jury przyznającemu złote statuetki.
Po światowej premierze, która odbyła się podczas tegorocznego Toronto International Film Festival, w agregatorze Rotten Tomatoes pojawiły się pierwsze recenzje "Jestem Rocky". "Anthony Ippolito to prawdziwy strzał w dziesiątkę" – napisał Radheyan Simonpillai na łamach brytyjskiego dziennika "The Guardian", podkreślając, że Farrelly stworzył lekkie dzieło pozbawione patosu, które potrafi wycisnąć z widza łzy.
"Jestem Rocky" łapie pierwsze recenzje. Krytycy nie przestają chwalić aktora grającego Sylvestra Stallone'a
"Jestem Rocky" zabiera nas do zakorkowanego i hałaśliwego Nowego Jorku. W 1974 roku aspirujący aktor Sylvester Stallone bezskutecznie próbuje zaistnieć w świecie kina i telewizji. Nie ma ani pieniędzy, ani stałego dachu nad głową. Ambitny młodzieniec zmienia swoje podejście do życia po tym, jak jego ówczesna partnerka sugeruje mu, że sam powinien napisać dla siebie rolę. Tak rodzi się marzenie przyszłej gwiazdy Hollywoodu o "Rockym", dramacie sportowym, który odmieni Fabrykę Snów (i do dziś otwiera zestawienia takie jak najlepsze filmy sportowe wszech czasów według widzów).
Peter Farrelly podchodzi do historii Sylvestra Stallone w bardziej komediowy sposób niż do "Green Booka" inspirowanego losami pianisty Dona Shirleya. Amerykański reżyser zdołał znaleźć aktora, który nie tylko wygląda jak legenda kina akcji, ale ma też ten sam błysk w oku. Anthony'ego Ippolita mogliśmy oglądać dotąd w drugoplanowych kreacjach – w jego filmografii znajdziemy m.in. serial młodzieżowy "Grand Army" Netflixa. Rola Stallone'a może okazać się dla niego przełomowa.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
W obsadzie komediodramatu, którego premierę zaplanowano w Polsce na 20 listopada, wymieniono też Stephana Jamesa ("Zwycięzca"), Matta Dillona ("Miasteczko Wayward Pines"), AnnęSophię Robb ("Most do Terabithii"), Toby'ego Kebbella ("Czarne lustro") i Jaua Duplassa ("Sterling Point").
W agregatorze Rotten Tomatoes "Jestem Rocky" zdobył odznakę "świeżego pomidora", ciesząc się 76 proc. pozytywnych recenzji (średnia na podstawie 21 opinii). George Bate z portalu Screen Rant uważa, że dzieło Farrelly'ego jest jednym z najlepszych filmów 2026 roku. "Trudno o bardziej spektakularną historię o ludziach 'od pucybuta do milionera'" – czytamy w tekście Jonathana Sima z ComingSoon.net.
Dalsza część artykułu poniżej.
QUIZ: Czy poznasz oscarowy film po kadrze?
1 / 17 Jak nazywa się ten film? W 1992 roku zdobył Oscara w najważniejszej kategorii.
Fot. materiał prasowy
"Elementem spajającym film jest Ippolito, który perfekcyjnie oddaje bełkotliwą dykcję [...] i potężną fizyczność Stallone'a, jednocześnie nigdy nie tracąc z oczu jego kompleksów w tym niepewnym momencie kariery" – stwierdził David Rooney z czasopisma "The Hollywood Reporter".
Inni krytycy sugerują natomiast, że w "Jestem Rocky" Farrelly poszedł na łatwiznę, przez co seans filmu nie będzie dla publiczności żadnym wyzwaniem. Robert Daniels ze Screen Daily nazwał produkcję "pastiszem", a Nick Schager z The Daily Beast określił ją mianem "abstrakcyjnej pantomimy".




