
Mitsubishi Grandis to efekt ogromnej transformacji. Kiedyś był rodzinnym VAN-em, dzisiaj jest crossoverem z genami Renault Symbioz. Za nami test w trasie i chyba już wiem, co tak naprawdę może być problemem dla tego modelu.
Jeśli myślicie, że na zdjęciu ktoś zaparkował przez pomyłkę Renault Symbioz zamiast Mitsubishi Grandis, to zero zdziwienia. Oba auta są bliźniakami, chociaż z różnych stajni. Ale różnic trzeba doszukiwać się pod lupą. Ktoś zapytał mnie nawet, po co Grandis powstał prawie na zasadzie kopiuj-wklej? Odpowiedź jest prosta.
Mitsubishi Grandis i Renault Symbioz, czyli owoc sojuszu Japończyków z Francuzami
Marki motoryzacyjne współpracują – to normalne. Jedne bardziej "pod kocem", drugie w ogóle się z tym nie kryją. Mitsubishi próbuje wycisnąć z globalnego sojuszu z Renault tyle, ile się da. Grandis to mocny sygnał, że Japończycy chcą powalczyć na trudnym rynku w Europie. W sprytny sposób próbują zatrzymać przy sobie wiernych klientów ze Starego Kontynentu, chociaż chyba wpadli w pułapkę, o czym napiszę na koniec.

Podobieństwa Grandisa do Symbioza bardzo rzucają się w oczy, ale nie będziemy tu porównywać jeden do jednego. Renault testowaliśmy już w naTemat i możecie o nim przeczytać. Mitsubishi było dla mnie zagadką, bo wiedziałem o nim tyle, ile zobaczyłem na oficjalnej premierze.
Można dorabiać teorie, że Grandis ma unikalne cechy i własną osobowość. Tak, jeśli ktoś w ogóle nie zna się na samochodach. Dla wszystkich, którzy choć raz siedzieli w nowych modelach Renault to auto wyda się znajome. I to nie w detalach, tylko w wielu elementach. Mitsubishi powstało na tej samej platformie CMF-B, nadwozie ma jednak zmieniony lekko tył i pas przedni. Inaczej wyglądają też światła.

Grandis ma nieco ponad 4,4 m długości. Rozstaw osi przekracza 2,6 m, a szerokość bez lusterek to prawie 1,8 m. Auto ma proporcje kompaktowego SUV-a. I to w zasadzie tyle, na co warto zwrócić uwagę w designie. To auto nie jest z tych, które mają być unikalne w tłumie.
Wnętrze Mitsubishi Grandis: praktyczna przestrzeń rodem z Renault
Wnętrze Grandisa to ponownie projekt znany z Renault. Ale tutaj akurat trudno marudzić, bo Francuzi w nowych samochodach naprawdę nieźle planują wygląd deski rozdzielczej. W Mitsubishi można ponarzekać na sporo twardych materiałów, ale ogólne wrażenie nie jest złe. Z perspektywy kierowcy i pasażerów to bardzo praktyczna przestrzeń.
A jeśli już o ilości miejsca mówimy, to bagażnik ma 576 l. Wlicza się w to całkiem spora część w schowku pod podłogą. A kiedy odsuniemy tylną kanapę maksymalnie do przodu dostajemy 708 l. Świetny wynik i argument, że to auto sprawdzi się podczas rodzinnego wyjazdu na wakacje. Pasażerowie z tyłu mogą usiąść całkiem wygodnie, nawet wyższe osoby nie powinny narzekać na brak miejsca nad głową. Na pewno nie ma uczucia klaustrofobii.

Z przodu doceniłem fizyczne przyciski i bardzo sensownie zaplanowane multimedia. Co ważne, działają w oparciu o system operacyjny Google. Dlatego mamy na przykład wbudowane mapy Google i możemy z nich korzystać bez podpinania smartfona. Do tego asystent Google umożliwia sterowanie głosowe wybranymi funkcjami. Na ekranie znajdziecie też popularne aplikacje, np. YouTube czy Spotify.
Mitsubishi Grandis o mocy 140 KM – wrażenia z jazdy
To w pewnym sensie huśtawka nastrojów. Testowaliśmy Grandisa z silnikiem o pojemności 1.3 i mocy 140 KM. To układ miękkiej hybrydy z automatyczną skrzynią biegów (w ofercie jest też opcja z manualną przekładnią). Zacznijmy od zalet – auto nie spala przerażającej ilości paliwa. Na drodze krajowej było to 5 l/100 km. Na ekspresówce z maksymalną przepisową prędkością – 6,4 l. Ta sama sytuacja na autostradzie – maksymalnie 8 l. Ekonomia się zgadza, 48-litrowy zbiornik paliwa pozwala też planować trasy ze spokojną głową.


Mitsubishi w tej wersji rozpędza się do 100 km/h w nieco ponad 9 sekund. Teoretycznie tyle powinno wystarczyć do zwykłej jazdy bez oczekiwań większych emocji za kółkiem. Ale w moim odczuciu samochód bardzo ospale odpowiada na mocne wciśnięcie pedału gazu. W zasadzie nie ma różnicy, czy przyspieszamy gwałtownie, czy zdecydowanym "depnięciem", bo Grandis zareaguje bardzo podobnie. Dopiero gdy wkręcimy go na wyższe obroty, poczujemy, że 140 KM zaczyna się rozbudzać. Czy to wada? Niekoniecznie.


Napęd w Grandisie działa przewidywalnie, a to doceni wielu kierowców. Na plus zapisałbym kulturę pracy silnika, bo to względnie cicha jednostka. Jak dodamy do tego, że jest oszczędna, pewnie znajdą się osoby, które machną ręką na jej ospały charakter.
Kamera cofania z poprzedniej epoki
Trudno jednak nie skrytykować jakości obrazu z kamery cofania. Mitsubishi zostało w poprzedniej epoce i trudno mi to zrozumieć. Na zdjęciu poniżej może tego aż tak nie widać, ale nie trzeba nawet słonecznego dnia, żeby na ekranie zobaczyć efekt smugi i ziarna. Wolałbym dostać lepszy obraz nawet kosztem tego rzutu z góry na auto podczas manewrowania.

Mitsubishi jest dość twardo zawieszone i odczujecie to nie tylko na progach zwalniających. Na nierównej drodze poznałem prawdziwą charakterystykę tego auta. Nie jest to efekt połamanego kręgosłupa, ale nie nastawiajcie się, że samochód "przepłynie" po gorszych odcinkach asfaltu. Niektórych może zdziwić tez zaskakująco duży opór kierownicy, ale w opcjach da się regulować jego poziom.
Cena Mitsubishi Grandis – największa słabość
I na koniec dziura znaleziona w całkiem nieźle opakowanym produkcie. Mitsubishi Grandis, którym jeździliśmy, był wyceniony na dokładnie... 163 700 zł. Okej, mieliśmy tu najbogatszą wersję Instyle + Cold, czyli cały pakiet dodatkowo płatnych gadżetów. Do tego lakier Sunrise Red Metallic za kolejne 3200 zł. Ja rozumiem, że dostajemy za tę cenę solidnie wyposażone auto, ale nie chodzi tu tylko o moje marudzenie.

Renault Symbioz nawet w opcji Iconic i napędem full hybrid E-Tech 160 kosztuje od 156 000 zł. Albo za minimalnie więcej (od 169 900 zł) dostaniemy Kię Sportage. Też w wersji miękkiej hybrydy i z napędem 1.6 T-GDI o mocy 239 KM. W tym zestawieniu Grandis wydaje się zwyczajnie drogi. Do tego cała lista dobrze wyposażonych samochodów chińskich producentów, których można lubić lub nie, ale podgryzają konkurencję.
Dla kogo jest Mitsubishi Grandis?
Dobra wiadomość jest taka, że nowego Grandisa da się kupić nieco taniej. Na przykład od 135 500 zł, jeśli uwzględnimy rabat w wysokości 11 000 zł. Mitsubishi ma też różne formy finansowania – Leasing 101 proc. czy finansowanie "Niska Rata", w ramach którego można spłacać Grandisa w ratach od 1175 zł miesięcznie. Trzecia opcja to finansowanie 0 proc. 50/50.

Nie wszyscy szukają spektakularnych kształtów, nie pędzą za trendami. Myślę, że Grandis powstał dla osób, które wpisują się w algorytm o "praktycznym aucie na co dzień". Dostajemy skuteczny pojazd w stylu japońsko-francuskim, ale z problematycznym cennikiem, przez który trudno mi wydać werdykt, że Grandis będzie sprzedażowym pewniakiem na naszym rynku.
Więcej relacji zza kierownicy innych ciekawych aut znajdziesz na moich profilach Szerokim Łukiem na Facebooku oraz Instagramie.
