christ agony
Christ Agony nagrało jedną z najlepszych polskich płyt metalowych. Mat. prasowy

W 2025 r. Christ Agony – po dziewięciu latach muzycznego milczenia – wydało album "Anthems". Z kolei w tym roku zespół rusza w trasę po Polsce, w trakcie której będzie przypominał "Moonlight - Act III", swoją najsłynniejszą płytę. Mowa o grupie, która miała potencjał, by stać się kolejnym polskim produktem eksportowym. – Dzisiaj, po trzydziestu latach, słucham "Moonlight" i (...) przede wszystkim słyszę nas. I to chyba jest najlepszy komplement, jaki można dać temu albumowi – mówi w rozmowie z naTemat Cezary "Cezar" Augustynowicz.

REKLAMA

Christ Agony – z taką nazwą trudno pojawić się w polskim radiu czy telewizji. Mimo tego ta blackmetalowa formacja mogła zrobić międzynarodową karierę. Jej płyty z lat 90. dorównywały poziomem wydawnictwom z Zachodu. Szczególnie jedna.

Christ Agony, czyli legenda polskiego metalu

Zespół powstał w 1990 roku w Morągu. Od początku stał za nim wokalista i gitarzysta Cezary "Cezar" Augustynowicz. Jeszcze w tym samym roku grupa zarejestrowała pierwszą taśmę demo. Dopiero jednak po trzech latach fani otrzymali pełnoprawny debiut, album "Unholyunion". Idąc za ciosem, w roku kolejnym grupa wypuściła "Daemoonseth – Act II".

Oba krążki zawierały black metal, zagrany jednak nieco inaczej, niż w tamtym czasie niemal powszechnie rozumiano ten gatunek. Polakom było bliżej nie do Norwegów, którzy położyli fundamenty pod to, co dziś nazywamy "czarnym metalem", lecz do Greków, a nawet Brytyjczyków z Paradise Lost. Tak zresztą patrzy też na to sam Cezar, z którym rozmawiałem przy okazji przygotowywania tego artykułu.

– Tak, myślę, że to są całkiem trafne tropy [grecki black metal i Paradise Lost – red.], chociaż nigdy nie traktowaliśmy ich jako świadomych wzorców, które chcieliśmy kopiować – wspomina.

Wskazuje też na swoje szerokie inspiracje w tamtym czasie. Możliwe, że to właśnie to sprawiło, że jego muzyka była tak wyjątkowa.

– W tamtym czasie bardzo dużo słuchaliśmy muzyki z różnych części europejskiej sceny metalowej i naturalnie przyswajaliśmy różne elementy. Scena grecka miała w sobie coś wyjątkowego: przede wszystkim sposób budowania mroku, melodii i atmosfery. To było inne podejście do black metalu niż to, które dominowało w Norwegii, i zdecydowanie było nam bliższe pod pewnymi względami. Jeśli chodzi o Paradise Lost, rozumiem to skojarzenie. Zawsze interesowała mnie muzyka, w której ciężar nie wyklucza melodii – dodaje Cezar.

"Moonlight Act III", czyli opus magnum Christ Agony

I właśnie te inspiracje i myślenie o dźwiękach doprowadziły grupę do "Moonlight Act III", płyty wydanej w 1996 r. i do dziś uważanej za jedną z najlepszych w dyskografii zespołu (jeżeli nie najlepszą). Wyraźnie słychać tu to, o czym opowiadał mi Cezar: on i jego koledzy nie myśleli w kategorii szufladek – inspiracji szukali, gdzie się tylko dało.

W efekcie powstał album, który do dziś oddziałuje na słuchacza. Sporo tu odniesień do bardziej melodyjnego grania, moim zdaniem jest też pewien pierwiastek stricte polski, który sprawiał, że zespół był na tym etapie formacją naprawdę wyjątkową i miał potencjał do zrobienia kariery poza granicami naszego kraju.

– Słuchaliśmy bardzo dużo muzyki, chłonęliśmy różne rzeczy, a później wszystko przechodziło przez nasz własny sposób myślenia i grania. Dlatego "Moonlight" nie brzmi dla mnie ani typowo norwesko, ani typowo grecko, ani jak Paradise Lost – recenzuje swoją muzykę z tamtego okresu Cezar. – I chyba właśnie to jest najważniejsze. Nie chcieliśmy brzmieć "po polsku", bo nie chcieliśmy brzmieć jak ktokolwiek inny – wspomina.

Dodaje też, że "polska scena miała oczywiście ogromne znaczenie dla rozwoju [Christ Agony – red.], ale od samego początku" on sam chciał tworzyć coś swojego i wspominany album jest właśnie owocem tego podejścia.

Dalsza część artykułu poniżej.

– Dzisiaj, po trzydziestu latach, słucham "Moonlight" i słyszę w nim oczywiście różne rzeczy, które mnie wtedy fascynowały. Ale przede wszystkim słyszę nas. I to chyba jest najlepszy komplement, jaki można dać temu albumowi – podsumował.

Nie kryje też, że był to szczególny moment w jego karierze i życiu. – Mieliśmy w sobie ogromną energię, młodość, bunt i potrzebę przekraczania granic. Była w tym pewna niewinność, której dzisiaj już nie da się odtworzyć. Można próbować nagrać muzykę podobną do tej sprzed trzydziestu lat, ale nie można ponownie stać się tymi samymi ludźmi. I chyba właśnie dlatego ten album przetrwał [próbę czasu – red.] – wspominał w rozmowie ze mną Cezar.

– Fani nie słyszą na nim tylko muzyki z 1996 roku. Dla wielu osób "Moonlight" stał się częścią ich własnej historii (...). To jest dla mnie największa wartość tego albumu. Bo w momencie, kiedy muzyka przestaje być tylko muzyką zespołu i zaczyna być częścią życia innych ludzi, otrzymuje drugie życie. I być może właśnie dlatego, po trzydziestu latach, nadal możemy wrócić do "Moonlight" i zagrać go na scenie – przypomina o specjalnej trasie koncertowej.

Christ Agony rusza w trasę po Polsce

Właśnie! Christ Agony rusza na tour, w czasie którego będzie przypominało swoją najsłynniejszą płytę. Fani będą mogli usłyszeć wszystkie utwory z albumu i kilka mniej oczywistych wyborów z przepastnej dyskografii zespołu. Wszystko z okazji 30. rocznicy wydania "Moonlight".

Dlaczego jednak Christ Agony nie zrobiło takiej kariery jak Behemoth czy Vader (do którego dołączył z czasem udzielający się na "Moonlight" Maurycy "Mauser" Stefanowicz). Problemem okazały się zawirowania w składzie i nagranie eksperymentalnej, a przez to bardzo niedocenionej – moim zdaniem niesłusznie – w momencie premiery płyty "Darkside". Może zabrakło też sprawnego managera, który pokierowałby karierą Cezara. Pomimo tego zespół pozostaje żywą legendą polskiej sceny metalowej. I chyba zaczyna przeżywać swoją drugą młodość.

Jeżeli chcesz poznać inne płyty z tego nurtu, polecam moje zestawienie 3 najlepszych płyt polskiego black metalu. Warto też przypomnieć sobie o 3 polskich zespołach metalowych, które mogły podbić świat, ale miały ogromnego pecha. Innym udało się przebić.