Aileen Wuornos i Lizzie Borden w "Potworze" Netfliksa
Lizzie Borden nie wystarczyła twórcóm "Potwora" Fot. Kadr z "Potwora: Historii Lizzie Borden"

"Potwór: Historia Lizzie Borden" jest miażdżony przez widzów z powodu (bardzo) swobodnego podejścia do faktów. Jakby tego było mało, nagle w historii XIX-wiecznej Lizzie Borden pojawia się seryjna morderczyni Aileen Wuornos i... Elżbieta Batory. Twórca "Potwora" tłumaczy, że chciał w ten sposób opowiedzieć o kobiecej furii, ale pomysł, który jego zdaniem miał nadać serialowi "głębi", spalił na panewce. Wyszło śmiesznie i płasko, a krytyczki nie zostawiły na tej dziwacznej wizji suchej nitki.

REKLAMA

"Potwór: Historia Lizzie Borden" to czwarta odsłona netfliksowej antologii Ryana Murphy'ego i Iana Brennana. Po Jeffreyu Dahmerze, braciach Menendezach i Edzie Geinie twórcy tym razem sięgają po historię Lizzie Borden, kobiety oskarżonej o zamordowanie siekierą swojego ojca Andrew i macochy Abby w 1892 roku. Lizzie została ostatecznie uniewinniona, a do dziś nie ma pewności, czy rzeczywiście popełniła tę zbrodnię.

Twórcy wcale nie opowiadają jednak tej historii jako rzetelnego true crime. "Potwór" od początku lubił mieszać fakty z fikcją, a w tym sezonie robi to... na grubo, co zresztą zarzucają hitowi Netfliksa oburzeni widzowie (tylko 28 procent ich ocen na Rotten Tomatoes jest pozytywna, co wiele mówi).

Obok XIX-wiecznej Lizzie Borden (Ella Beatty, córka legend kina, Annette Bening i Warrena Beatty'ego) nagle pojawia się chociażby... historia Elżbiety Batory, znanej jako Krwawa Hrabina (gra ją Vicky Krieps, która wciela się również w służącą Bridget). To węgierska arystokratka z przełomu XVI i XVII wieku, oskarżona o torturowanie i zamordowanie kilkudziesięciu młodych kobiet, która doczekała się już własnej mrocznej legendy. Brennan i Murphy wprowadzają też nieoczekiwanie XX wiek i Aileen Wuornos.

Lizzie Borden w "Potworze: Opowieści o Lizzie Borden" Fot. Netflix

Kim była Aileen Wuornos? Nagle pojawia się w "Potworze: Historii Lizzie Borden"

Aileen Wuornos to jedna najbardziej znanych seryjnych morderczyń w historii Stanów Zjednoczonych, która w 1989 i 1990 roku zastrzeliła na Florydzie siedmiu mężczyzn. Została aresztowana w 1991 roku i przyznała się do zabójstw, początkowo twierdząc, że działała w samoobronie. Ostatecznie otrzymała sześć wyroków śmierci, a w 2002 roku została stracona przez zastrzyk śmiercionośny.

W 2003 roku powstał film "Monster" w reżyserii Patty Jenkins, w którym Wuornos zagrała Charlize Theron, a jej partnerkę Tyrie Moore – Christina Ricci. Theron za tę słynną rolę rolę otrzymała Oscara. Z kolei w "Potworze: Historia Lizzie Borden" Wuornos, graną przez Sarah Paulson ("American Horror Story", "American Crime Story"), poznajemy w latach 80. XX wieku, czyli niemal sto lat po wydarzeniach związanych z Lizzie.

W czwartym odcinku Wuornos czyta z partnerką książkę o Lizzie i zachwyca się jej historią. Mówi o niej jak o kobiecie, która "dała światu ostrzeżenie", że kobiety nie powinny dłużej godzić się na złe traktowanie. Później, w szóstym odcinku, Wuornos odwiedza nawet dom Bordenów.

Serial Netfliksa zaczyna wtedy mieszać teraźniejszość z przeszłością – bohaterka ma wrażenie, że obserwuje wydarzenia z 1892 roku, a w pewnym momencie doświadcza nawet spotkania... z duchem Lizzie. Wuornos zaczyna traktować Borden jak swoistą poprzedniczkę, która również zbuntowała się przeciwko światu zdominowanemu przez mężczyzn. Z kolei wcześniej sama Lizzie fascynuje się opowieścią o morderczej Elżbiecie Batory.

Co ważne, Aileen Wuornos nie była w rzeczywistości związana z Lizzie Borden. Nie ma żadnych dowodów na to, że kiedykolwiek odwiedziła dom Bordenów, była zafascynowana Lizzie czy inspirowała się jej historią. Ich "magiczne" połączenie jest całkowicie fikcyjnym zabiegiem twórców. Zresztą nic nie wskazuje również na to, by XIX-wieczna Amerykanka w ogóle wiedziała o istnieniu XVI-wiecznej węgierskiej Krwawej Hrabiny, co oznaczy, że Brennan i Murphy mocno puścili wodze wyobraźni.

Aileen Wuornos w "Lizzie Borden" Fot. Netflix

Dlaczego Aileen Wuronos i Elżbieta Batory są w "Potworze" Netfliksa? Miało chodzić o kobiecą furię

Po co więc to wszystko? Ian Brennan wyjaśniał w wywiadzie z Collider, że zestawienie Elżbiety Batory, Lizzie Borden i Aileen Wuornos miało pokazać, że kobiecej wściekłości nie można zamknąć w jednej konkretnej epoce. Chodziło więc o pokazanie historii female rage (która jest dziś ważnym popkulturowym zjawiskiem), choć twórcy "Potwora" wybrali na to dość... osobliwy sposób.

– Chcieliśmy poruszyć kwestię tego, że kobieca wściekłość nie jest tylko pojedynczym, odosobnionym wydarzeniem, ale czymś, co sięga zarówno głęboko w przeszłość, jak i do teraźniejszości. Kiedy na scenę wkracza Aileen Wuornos, to jest po prostu wspaniałe. Wydawało nam się ważne, żeby wciąż prowadzić tę linię i pokazywać, że to nie jest wyłącznie kwestia historyczna – to coś, co dzieje się również dzisiaj – stwierdził i dodał, że "represje, które doprowadziły ją do szaleństwa i sprawiły, że dopuściła się tego strasznego czynu, wciąż istnieją".

"Kiedy przeskakujemy do historii Aileen Wuornos, uświadamiasz sobie: 'O wow, to zagrożenie kobiecą wściekłością nie jest żadnym wyjątkiem. To część naszej historii. To część ludzkiej natury'. To bardzo interesujący punkt, do którego można dojść, i myślę, że nadaje serialowi dużej głębi" – stwierdził w Colliderze Brennan, podkreślając przy okazji, że Elżbieta Batory dodała nie tylko "kobiecy wymiar do całej tej opowieści", ale również "głębię i uzasadnienie". Przynajmniej jego zdaniem.

(SPOILER!) Brennan odniósł się również do zakończenia wątku Wuornos. – W pewnym sensie Lizzie ma szczęśliwe zakończenie, a Aileen go nie miała. Lizzie uniknęła konsekwencji. Dlatego wydawało nam się właściwe, żeby właśnie na niej (Aileen – red.) zakończyć i dać jej – jeśli nie szczęśliwe zakończenie – to przynajmniej takie, które przynosi satysfakcję – mówił. (KONIEC SPOILERA)

Elżbieta Batory w "Lizzie Borden" Fot. Netflix

"Potwór" o Lizzie Borden miał być o female rage. Wyszło, jakby napisali go nastoletni chłopcy

Zrobienie z historii Lizzie Borden – a dodajmy, że to pierwszy sezon "Potwora" poświęcony kobiecie – monumentalnej opowieści o kobiecej furii nie spotkała się jednak z takim uznaniem, na jakie prawdopodobnie liczyli Brennan i Murphy. Dlaczego? Bo mocno spłaszczyli temat. Nie pomaga fakt, że zespół kreatywny stojący za "Lizzie Borden" to głównie mężczyźni (producent wykonawczy Max Winkler wyreżyserował sześć odcinków, a Sarah Adina Smith – dwa). Cały scenariusz napisał Brennan.

Lucy Mangan z "The Guardian" krytykuje: "To tak, jakby scenariusz napisali nastoletni chłopcy, którzy odkryli, że kobiety miesiączkują. Zszokowani, a zarazem zafascynowani, czym prędzej pobiegli podzielić się tą nowiną ze swoimi kumplami, którzy do tego stopnia wpadli w zdumienie i zachwyt, że postanowili o tym nakręcić film. Tak oto powstał ośmiogodzinny miniserial przepełniony 'momentami' i przemocą. Żyjemy w dziwnych czasach".

"Najnowsza odsłona uniwersum opowieści o mordercach desperacko próbuje wydobyć z historii Borden jakikolwiek sens. Robi to jednak z wyczuciem studenta pierwszego roku, który na dwie godziny przed terminem próbuje napisać piętnastostronicową pracę zaliczeniową, a ostatecznie nie ma do przekazania nic bardziej treściwego poza stwierdzeniem: 'Kobiety też potrafią rąbać'" – czytamy z kolei w tekście autorstwa Angie Han z "The Hollywood Reporter".

Judy Berman z magazynu "TIME" napisała zresztą cała analizę, w której mówi wprost: "Potwór" nie rozumie female rage i nie mówi o niej nic nowego.

Dalsza część artykułu poniżej.

"'Lizzie Borden' z pewnością mocno podkreśla, że kobiety od zawsze były poddawane represjom, że wściekłość jest oczywistym skutkiem tych represji, a wyzwolenie stanowi jedyne antidotum (oczywiście w finale dostajemy scenę, w której Lizzie świętuje uzyskanie przez kobiety praw wyborczych). Ale jeśli tego nie wiedzieliście, to prawdopodobnie równie dużym odkryciem będzie dla was wiadomość, że woda jest mokra, a papież jest katolikiem" – zauważa przytomnie.

Dziennikarka "TIME" krytykuje też dziwaczne połączenie trzech zbrodniczych (i podobno zbrodniczych) kobiet. "Łącząc historię Lizzie z legendami jej rzekomej poprzedniczki, Elizabeth Báthory, oraz następczyni, [Aileen Wuornos], Brennan, który napisał wszystkie odcinki serialu, sugeruje dość uproszczone pokrewieństwo między wszystkimi kobietami-morderczyniami" – krytykuje.

Dostało się też cielesności, której w nowym "Potworze" jest... bardzo dużo. Berman pisze o "obsesja serialu na punkcie kobiecych ciał jako miejsca niekończących się horrorów".

"Zupełnie jakby twórcy zakładali, że widzowie wchodzą w ten serial, nie mając pojęcia o podstawowych problemach, które dotykają połowę ludzkości, i muszą oglądać je raz za razem, odtwarzane w makabrycznych szczegółach, żeby je zrozumieć, a tym bardziej zacząć współczuć. W takim przypadku najwyraźniej konieczne staje się również sprowadzenie do wspólnego mianownika trzech słynnych kobiet, które naznaczyły swoje życie czynami zakorzenionymi w niemal uniwersalnej formie gniewu" – krytykuje.

Krytyka krytyką, a złe oceny złymi ocenami, ale "Potwór: Historia Lizzie Borden" może świętować – jest obecnie najchętniej oglądanym serialem Netfliksa na świecie. Co ciekawe, na siódmym miejscu uplasowała się nasza "Lalka", która z kolei porusza temat ważnej dla pozytywizmu kwestii emancypacji kobiet.