kadr z serialu "Potwór"
Netflix stworzył fatalny serial o znanej morderczyni. Mat. prasowy/Netflix

Na Netfliksie możemy już oglądać serial "Potwór: Historia Lizzie Borden", czyli ekranizację losów amerykańskiej morderczyni z przełomu XIX i XX wieku. Seria ta zalicza wyraźną tendencję spadkową, gdyż czwarty sezon jeszcze bardziej irytuje widzów niż poprzedni o Edzie Geinie.

REKLAMA

Miał być nowy "Potwór" – po Jeffreyu Dahmerze, bracia Menendezach i Edzie Geine, a otrzymaliśmy irytującą główną bohaterkę, której trudno się bać. Szkoda, gdyż Lizzie Borden to jedna z najbardziej zagadkowych postaci w panteonie znanych zabójców. Właściwie nie do końca wiadomo, czy w ogóle dokonała zbrodni, o którą ją posądzano.

Lizzie Borden, czyli zagadkowa "morderczyni"

Lizzie przyszła na świat 19 lipca 1860 r. w Fall River w stanie Massachusetts. W 1892 r. rzekomo zamordowała siekierą swojego ojca i macochę. Piszę "rzekomo", gdyż do dziś nie jest jasne, czy faktycznie dokonała tak makabrycznej zbrodni.

Młoda kobieta była wychowywana z siostrą przez ojca, Andrew, i macochę. W domu nie panowała jednak zdrowa atmosfera, dochodziło tam do licznych kłótni. Istnieje poszlaka, sugerująca, że punktem krytycznym był moment, w którym Andrew postanowił przekazać swój majątek Johnowi Vinnicumowi Morse'owi, bratu zmarłej matki Lizzie. Wcześniej hojnie rozdawał już aktywa członkom rodziny.

4 sierpnia 1892 r. Andrew pojechał rano w towarzystwie żony do Fall River. Do domu para miała wrócić ok. godz. 10:45. Lizzie zeznawała potem w sądzie, że znalazła oba ciała zaledwie 30 minut później. Jej siostry nie było wtedy na miejscu. Wersję Lizzie częściowo potwierdziła pokojówka, która służyła rodzinie. Ponoć o 11:10 młoda kobieta miała zacząć krzyczeć, że jej ojciec nie żyje. Ciało znaleziono na kanapie w salonie, na parterze. Ktoś miał zabić Andrew siekierą pomiędzy 10 a 11. Zwłoki jego żony leżały w gościnnej sypialni na górze. Uderzono ją w głowę aż 19 razy.

Policja aresztowała Lizzi, ale ostatecznie ją uniewinniono. I to mimo tego, że sporo dowodów sugerowało, że to ona stała za mordem. Więcej na temat Lizzie Borden przeczytacie w moim artykule, w którym dokładniej przyjrzałem się jej postaci. Cała sprawa była tak intrygująca, że serial oparty na tej historii powinien być murowanym hitem. Tak się jednak nie stało.

"Potwór: Historia Lizzie Borden", czyli kolejny niestraszny potwór. Widzowie miażdżą

Pierwsze sezony "Potwora" sugerowały, że seria ma potencjał. Sezon o Jeffreyu Dahmerze pokazał, jaką bestią w ludzkiej skórze był ten "najsłynniejszy" amerykański morderca. Jeszcze lepszy był ten o braciach Menendezach. Gorzej było dopiero, gdy twórcy wzięli się za ekranizację biografii Eda Geina. Choć całość irytowała głównie próbą uczynienia z niego ofiary, a nie samym wykonawstwem czy aktorstwem.

W przypadku historii Lizzie Netflix zawiódł już chyba na każdym froncie. Świadczą o tym zarówno opinie krytyków, jak i widzów. Ci pierwsi są jednak nieco bardziej łaskawi niż publiczność. Na Rotten Tomatoes pozytywnych jest 50 proc. recenzji krytyków, podczas gdy wśród widzów pochlebne opinie stanowią zaledwie 27 proc.

"Myślałem że poprzedni sezon z Edem był taki sobie, ale po pierwszym odcinku czwartego sezonu dochodzę do wniosku, że nie był taki zły. Głęboko sfeminizowany, Lizzie Borden kompletnie nieciekawa (...)" – napisał jeden z użytkowników Filmwebu, dodając, że dwa pierwsze odcinki głównie obracają się wokół zmysłowości, a całość zasługuje na 2/10.

Pojawiają się liczne opinie o niezgodność z faktami. Internautka oceniła, że to "totalne dno". "Myślałam, że historia Eda jest wyssana z palca, ale zdecydowanie Lizzy jeszcze spod tego dna puka" – załamywała ręce. "Najgorszy jak dotychczas sezon z prezentowanej serii. (...) Zaczynam mieć podejrzenie, że seria też wynika z fascynacji samą zbrodnią i jej drastycznym, brutalnym wymiarem" – czytamy w poście innej użytkowniczki Filmwebu. W oczach innej osoby to "słaby fanfik napisany przez 15-latkę".

Dalsza część artykułu poniżej.

Kolejny forumowicz Filmwebu wskazuje, że twórcy wyraźnie się pogubili. "Nie rozumiem tego, co się wydarzyło między sezonem o Dahmerze, a ostatnimi dwoma, od trzymania się faktów do łączenia kilku faktów z ogromną ilością fikcji w trzecim sezonie, aż do kompletnej fikcji z masą wydarzeń, które nie miały miejsca, a które mają usprawiedliwić działania mordercy" – czytamy.

Krytycy uderzają w swoich recenzjach w podobne tony. Lucy Mangan z "The Guardian" napisała: "To tak, jakby scenariusz napisali nastoletni chłopcy, którzy odkryli, że kobiety miesiączkują. Zszokowani, a zarazem zafascynowani, czym prędzej pobiegli podzielić się tą nowiną ze swoimi kumplami, którzy do tego stopnia wpadli w zdumienie i zachwyt, że postanowili o tym nakręcić film. Tak oto powstał ośmiogodzinny miniserial przepełniony 'momentami' i przemocą. Żyjemy w dziwnych czasach."

"Najnowsza odsłona uniwersum opowieści o mordercach desperacko próbuje wydobyć z historii Borden jakikolwiek sens. Robi to jednak z wyczuciem studenta pierwszego roku, który na dwie godziny przed terminem próbuje napisać piętnastostronicową pracę zaliczeniową, a ostatecznie nie ma do przekazania nic bardziej treściwego poza stwierdzeniem: 'Kobiety też potrafią rąbać'" – czytamy z kolei w tekście autorstwa Angie Han z "The Hollywood Reporter".

Jeśli po tym seansie masz ochotę na true crime zrobione porządnie, mamy gotową ściągę: 10 seriali true crime lepszych niż "Potwór" o Edzie Geinie oraz 7 seriali podobnych do "Potworów" o Lyle'u i Eriku Menendezach.