Kadry z 1. i 4. sezonu serialu "Potwór" Ryana Murphy'ego
Fani mają pomysł na 5. sezon "Potwora" Ryana Murphy'ego. To byłaby już przesada Fot. materiał prasowy / Netflix. Montaż: naTemat

Ryan Murphy ma za sobą cztery odsłony "Potwora". Po Jeffreyu Dahmerze, braciach Menendez i Edzie Geinie przyszła pora na Lizzy Borden, której sprawa do dziś pozostaje nierozwiązaną zagadką. Fani serialowej antologii true crime mają już pomysł, kto powinien być "bohaterem" 5. sezonu hitu Netflixa. Boję się, co Murphy mógłby zrobić z tą prawdziwą tragedią. To byłby upiorny seans.

REKLAMA

Twórczość Ryana Murphy'ego czerpie garściami z estetyki kampu, co w połączeniu z tematyką kryminalną i chęcią zdefiniowania zła może być dla przeciętnego widza wręcz obrazoburstwem. W pierwszym sezonie "Potwora", poświęconym zbrodniom Jeffreya Dahmera, amerykański scenarzysta i reżyser trzymał jeszcze na smyczy swoją bujną wyobraźnię, choć i tak spotkał się z oskarżeniami ze strony rodzin ofiar kanibala z Milwaukee. W kolejnych rozdziałach Murphy odpiął wrotki i już nie powstrzymywał się przed kiczowatymi i przerysowanymi rozwiązaniami fabularnymi.

Owszem, twórcy "Glee" i "American Horror Story" nie można odmówić talentu, ale często brakuje mu wyczucia smaku, które przy przenoszeniu ludzkich tragedii na mały ekran powinno być obowiązkiem. W przypadku Lizzie Borden, o której opowiadał czwarty sezon, miał nieco większą wolność artystyczną, gdyż wątek kobiety oskarżonej o zabicie siekierą ojca i macochy w 1892 roku do dziś pozostaje kwestią sporną (niemalże tak tajemniczą jak historia Grace Marks, bohaterki serialu "Grace i Grace"). Fani już podsuwają mu pomysł na to, o kim mógłby być 5. sezon "Potwora". Oby ich nie posłuchał.

O kim będzie 5. sezon "Potwora" Netflixa? Fani wskazują palcem szkolną strzelaninę, która zmieniła USA

"Sezon o Columbine. Ten temat poruszono już w 'American Horror Story', czas na start" – czytamy w wątku poświęconym prognozom dotyczącym 5. sezonu "Potwora". Wpis użytkownika o pseudonimie BusinessPurge zebrał wiele entuzjastycznych komentarzy, ale też opinii, że "to jeszcze za wcześnie" na serial o masakrze w Columbine High School z 1999 roku, w której zginęło 12 uczniów i jeden nauczyciel.

Fakt, inspiracje tamtymi wydarzeniami są widoczne w telewizyjnym repertuarze Murphy'ego. W pierwszej odsłonie "American Horror Story" Tate Langdon dokonał masakry w Westfield High, zabijając 15 uczniów. W jednym odcinku komediowego musicalu "Glee" również pojawił się wątek szkolnej strzelaniny, który obszernie krytykowano. Przypomnijmy, że Murphy pierwszy raz nawiązał do Dahmera w piątej części "AHS".

Dlaczego sezon skupiony na strzelaninie w Columbine High School to zły pomysł? Rany po masakrze wciąż pozostają niezasklepione. W 2012 roku stacja Lifetime planowała nakręcić miniserial na podstawie książki "Columbine" Dave'a Cullena, ale nigdy go nie zrealizowała. Do rezygnacji z planu miało przyczynić się m.in. usprawiedliwione oburzenie ocalałych i najbliższych ofiar. Biorąc pod uwagę, że obawa przed szkolnymi strzelanina stała się niemalże codziennością w Stanach Zjednoczonych, próba uchwycenia tej tragedii przez twórcę "Potwora" przypominałaby wejście na pole minowe.

Dalsza część artykułu poniżej.

Widmo masakry w Columbine High School – oraz strzelaniny w szkole podstawowej Sandy Hook z 2012 roku – wciąż nawiedza najmłodszych obywateli "jednej z najsilniejszych demokracji świata", którzy, nie mając zasadniczo wpływu na obowiązujące w ich ojczyźnie prawo do posiadania broni, szukają różnych sposobów, by bronić się przed potencjalnym zagrożeniem. Szkoły testują nawet drona z gazem pieprzowym zamiast ochroniarza. Dziś rodzice pakują swoim dzieciom do plecaków nie tylko pudełka lunchowe. Nie znasz dnia ani godziny, kiedy opaska uciskowa może uratować twojemu koledze z ławki życie.

Oczywiście filmy inspirowane Columbine High School istnieją. Przykładem empatycznego i odartego z sensacji podejścia do historycznych zdarzeń jest dramat "Słoń" w reżyserii Gusa Van Santa. Jak wspominałam w naTemat, produkcja ta nigdy nie miał tradycyjnego scenariusza i w pewnym sensie kroczyła blisko idei przyświecającej twórcom cinéma-vérité, francuskiego nurtu "kina prawdy", które ograniczało m.in. "manipulatorską moc" montażu i oświetlenia.

"Tytuł filmu nawiązuje do zwrotu 'słoń w pokoju': widocznego dla wszystkich problemu, który przez każdego jest ignorowany. Gus Van Sant nie skupia się stricte na strzelaninie, a na szkolnej przestrzeni, która w dniu masakry została odarta ze swej świętości" – pisałam.