Lexus RX 500h
Przejechaliśmy ponad 3500 km Lexusem RX 500h. Gdy spojrzałem na spalanie, zaniemówiłem Fot. Adam Nowiński / naTemat.pl

Zrobienie "kółka" wokół Polski to nie jest szybki wypad po bułki do lokalnego dyskontu. Za nami dni spedzone za kółkiem, skrajnie różne warunki pogodowe, przepiękna Polska w kadrach i wspaniałe auto. Ponad 3500 kilometrów Lexusem RX 500h to była czysta przyjemność.

REKLAMA

Do naszej redakcyjnej misji w ramach cyklu "Dookoła Polski z..." wybraliśmy auto, które na papierze obiecuje wiele, ale w kuluarach często budzi skrajne emocje. Jak sprawdza się w brutalnej rzeczywistości z dala od warszawskich bulwarów? Zapomnijcie o nudnych, wyjących hybrydach. Ten japoński SUV pokazał nam, jak powinna wyglądać prawdziwa klasa premium.

Spalanie na autostradzie? Złapałem się za głowę

Pół Polski nieustannie debatuje o tym, że hybrydy mają sens wyłącznie w zakorkowanym mieście, a na "eskach" i autostradach robi się z tego wir w baku, wycie silnika i dramat. Prawda wygląda tak, że te mity można już włożyć między bajki.

Po przejechaniu grubo ponad 3500 km, gdzie lwią część naszej trasy pokonaliśmy z maksymalnymi dozwolonymi prędkościami na drogach szybkiego ruchu i autostradach, komputer pokładowy pokazał średnie spalanie na poziomie 9,5 litra na 100 km. Szok? Dla mnie tak.

Zwróćcie uwagę, z czym mamy do czynienia. Lexus RX 500h w topowej wersji F Sport to potężny, ciężki wóz, który swoje waży. Masz tu pod prawą stopą gigantyczną moc (aż 371 KM układu hybrydowego) i napęd na cztery koła DIRECT4, który w każdej chwili bardzo agresywnie i bez zadyszki wyrywa do przodu.

Uzyskanie wyniku poniżej "dyszki" przy autostradowych prędkościach, z nierzadko załadowanym po dach bagażnikiem, w tak masywnym aucie to rezultat, który zasługuje na pochwałę. Ten napęd hybrydowy udowadnia, że inżynierowie z Japonii doskonale odrobili lekcje z fizyki. Nowy Lexus RX radzi sobie z szybką trasą przelotową równie dobrze, co z bezszelestnym pełzaniem w miejskich korkach.

A fakt, że nie posiada skrzyni eCVT tylko klasyczny, 6-cio stopniowy automat sprawia, że auto nie wyje, a bardzo przyjemnie mruczy.

Wnętrze i luksus na długim dystansie. "No i po co komu wielkie ekrany, skoro można tak?"

Zrobienie ponad trzech tysięcy kilometrów takim autem to czysta przyjemność. To auto jest wręcz absurdalnie wygodne. Luksus, jakim otacza cię wnętrze Lexusa, to zupełnie inna liga. Zastosowano tu materiały absolutnie najwyższej jakości: wszystko, czego dotkniesz, jest miękkie, świetnie spasowane i po prostu pachnie prawdziwymi pieniędzmi.

Fotele z wersji F Sport fenomenalnie trzymają w zakrętach, a jednocześnie nie męczą po 10 godzinach jazdy. Ale to, co najbardziej mnie ucieszyło, to... powrót do normalności, jaki przeżywa się wsiadając do środka z innych, tabletozowych aut premium. Dawno żadne auto nie zaoferowało mi tak genialnej ergonomii.

W dobie pakowania wszystkiego w wielkie, irytujące tablety i dotykowe suwaki, w które nie da się trafić palcem na dziurach, Japończycy poszli po rozum do głowy i zostawili nam fizyczne przyciski!

Masz genialne w swoim "kliku", fizyczne pokrętła wbudowane w dolną część ekranu do regulacji klimatyzacji. Nie musisz odrywać wzroku od drogi, żeby zmienić temperaturę o pół stopnia. Klik, klik i zrobione. Proste? Proste. Za ten jeden detal projektanci mają u mnie gigantycznego plusa, bo to winduje bezpieczeństwo i komfort obsługi na zupełnie nowy poziom. Wsiadasz i od razu wiesz, co do czego służy.

Test długodystansowy zdany na szóstkę. Ten luksusowy SUV to pożeracz kilometrów

Nasz redakcyjny test długodystansowy oficjalnie dobiegł końca, a ja, szczerze mówiąc, oddawałem kluczyki do parku prasowego z potężnym żalem. Byliśmy nim m.in. nad Pustynią Błędowską...

... na Pojezierzu Suwalskim...

... i pojechaliśmy nim na tor...

Lexus RX 500h udowadnia, że nowoczesna motoryzacja nie musi być kompromisem. Ten wóz pokazuje, że zelektryfikowany napęd może być zadziorny, diabelnie dynamiczny, a jednocześnie niesamowicie oszczędny i relaksujący w bardzo długiej trasie.

To nie jest tylko bulwarowy wóz do lansowania się pod modnymi knajpami w centrum stolicy. To pełnoprawny samochód wyprawowy w garniturze. Bagażnik bez najmniejszego problemu połknął bagaże dla 5 osób na 5 dni. Zawieszenie idealnie wybierało nierówności na bocznych, czasem mocno zapomnianych drogach przy wschodniej granicy, a doskonałe wyciszenie kabiny pozwalało na swobodne rozmowy nawet przy wyższych prędkościach. Dynamika z kolei pozwalała na całkowicie bezstresowe wyprzedzanie ciągnących się sznurów tirów.

Jeśli ktoś szuka obecnie auta, które jest definicją spokoju, oferuje niezawodność, a przy okazji nie zrujnuje budżetu na stacjach benzynowych w drodze na urlop na drugi koniec Europy, to ten model jest poważnym kandydatem.