Kadr z filmu "Zwierzęta"
"Zwierzęta" to Netflix w pigułce. Świetny pomysł, który został zmarnowany Fot. materiał prasowy

Oglądając takie filmy jak "Zwierzęta" chciałbym poznać kulisy narad studiach filmowych. Jak to możliwe, że można otrzymać scenariusz z takim potencjałem i tak niemiłosiernie go spłycić? W efekcie nawet Ben Affleck i Gillian Anderson nie byli w stanie uratować całości.

REKLAMA

Film "Zwierzęta" mógł być jednym z najlepszych thrillerów tego roku. Problem w tym, że albo ktoś nie potrafił wycisnąć z niego całego potencjału, albo na planie filmowym pojawił się "cenzor".

"Zwierzęta", czyli miała być prawda o tym, kim jesteśmy...

Sam opis fabuły, który znajdziecie w serwisach filmowych oraz na Netfliksie, gdzie film jest dostępny, nieco spłyca to, o czym "Zwierzęta" są. Dowiadujemy się bowiem, że syn kandydata na burmistrza Los Angeles Marka Kimballa (Ben Affleck) i jego żony Abigail (Kerry Washington) zostaje porwany. Przestępcy żądają wysokiego okupu, więc polityk za namową współpracownika prosi o pomoc tajemniczą Dayle Burton (Gillian Anderson).

Dość szybko następuje zaskakujący zwrot akcji, który teoretycznie powinien zakończyć film. Tak naprawdę rozpoczyna jednak główną intrygę, która prowokuje szereg pytań związanych z moralnością, czymś, co odróżnia nas od zwierząt.

W tym momencie "Zwierzęta" zaczęły mnie naprawdę intrygować. Czy właśnie dowiemy się czegoś odrażającego o głównym bohaterze? Czy to film o degeneracji moralnej elit? A może thriller polityczny i za porwaniem dziecka Marka i Abigail stoją siły, z którymi wolelibyśmy się nigdy nie mierzyć? Takie pytania zadawałem sobie w tym momencie.

... a dostałem szmirę i scenariuszowe płycizny

Niestety ktoś w studiu filmowym musiał uznać, że tak ambitna fabuła się nie sprzeda. W efekcie wszystko zostaje spłycone do fabularnych mielizn, które kinomana mogą tylko zażenować. Z pełnokrwistych postaci wypompowuje się całą juchę, a wnętrzności zastępuje watą. Potencjalne rozważania o naturze człowieka, puentuje na poziomie "Pamiętników z wakacji". Nie wspominając już o wątku małżeńskim głównych bohaterów, który twórcy rozwiązują sceną rodem z Harlequinów (protip od nich: macie jakieś problemy w związku – wystarczy się ze sobą przespać!).

Wszystkiego nie ratują nawet tacy aktorzy jak Affleck i czy Anderson. I trudno mieć do nich pretensje: w końcu z takim skryptem (za którym stali Connor O. McIntyre i... Affleck) przegrałyby nie takie legendy Hollywood. Nie wspominam już o Washington, którą przyjemnie się ogląda, ale nic ponadto.

Paradoksalnie nieco lepiej wypadają tu ci mniej znani aktorzy: Luis Gerardo Méndez w roli Ramona i Adriana Paz, która wcieliła się w Cecilię Trujillo, służącą głównych bohaterów. Jest ich na ekranie zdecydowanie za mało.

Dalsza część artykułu poniżej.

Przykry trend

To kolejna premiera na platformie Netflix, która wpisuje się w pewien trend: widać, że ktoś miał ciekawy pomysł na scenariusz, ale ten został ostatecznie spłycony i zepsuty. Najgorszy w tym wszystkim jest brak szacunku dla widza: traktowanie go tak, jakby nie mógł zrozumieć bardziej ambitnych treści i głębszego przekazu.

"Zwierzęta" to w efekcie film nadający się do obejrzenia przy kolacji, produkcja, która przez chwilę intryguje, by jednak dość szybko rozczarować, zirytować głupotą bohaterów i przerażająco płytkim przekazem.

Czym nadrobić zmarnowany wieczór?

Jeśli macie ochotę na coś, co naprawdę trzyma w napięciu, polecam sprawdzić, dlaczego "Harry Hole" spełnia marzenia fanów kryminałów – ta adaptacja prozy Jo Nesbø zebrała komplet pozytywnych recenzji.

Można też sięgnąć po klasykę. Przekonywaliśmy już, że najlepszy thriller na Netflix to pozycja sprzed lat, która nie obraża inteligencji widza. A gdyby i tego było mało, zebraliśmy kiedyś top 10 thrillerów dostępnych na Netflix.