
Już 16 października w polskich kinach będzie można zobaczyć "Upadek wieloryba". Fabuła? Główny bohater zostaje niespodziewanie połknięty przez ogromnego kaszalota i w jego wnętrzu walczy o przetrwanie. Brzmi jak scenariusz naprawdę fatalnego kina klasy B. Okazuje się jednak, że krytycy są w jego ocenie podzieleni.
Od piątku polscy kinomani będą mogli zobaczyć "Upadek wieloryba" w reżyserii Briana Duffielda. Na ekranie zobaczymy też gwiazdę tegorocznego "Resident Evil", Austina Abramsa. Fabuła jest na tyle kuriozalna, że mogło wyjść z tego albo arcydzieło, albo kompletny gniot. Co mówią jednak krytycy?
"Upadek wieloryba", czyli prorok Jonasz w XXI w.
Został połknięty przez wieloryba, ale przeżył – to motyw wzięty z Biblii i opowieści o proroku Jonaszu. Przerobienie tego na współczesny thriller brzmi ryzykownie. Może okazać się to pomysłem na interesujące kino o duchowej przemianie, bawiące się religijnymi motywami, albo coś, o czym kinomaniak chciałby szybko zapomnieć.
Najpierw parę słów o fabule "Upadku...". Po śmierci ojca Jay Gardiner (Abrams) nurkuje u wybrzeży Kalifornii. Stara się odnaleźć szczątki rodzica. Nagle jednak zostaje połknięty przez kaszalota. Pozostaje mu próba przetrwania w jego wnętrzu i ucieczki na powierzchnię. Czy coś takiego miało prawo się udać?
Krytycy chwalą "Upadek wieloryba" za oryginalność
Okazuje się, że film może się okazać interesujący. Część krytyków zwraca uwagę na jego oryginalność. Kat Hughes z THN wystawiła mu notę 3/5 i dodaje, że film to bardziej metafora przechodzenia żałoby i przepracowywania straty, a nie naiwny thriller/horror. Z kolei Kaitlyn Booth z Bleeding Cool (oceniła obraz na 8,5/10) widzi w tym "przejmującą podróż, która wystawia widzów na ciężką próbę pod każdym istotnym względem".
Simon Crook z Empire Magazine (hojne 4/5) chwali elementy horrorowe: ponoć "Upadek..." jest przerażający i brutalny. Matt Oakes z Silver Screen Riot (ocena B) twierdzi, że reżyser Brian Duffield podołał ciężkiemu zadaniu i "sfilmował to, co wydawało się niemożliwe do sfilmowania".
Abrams miał z kolei pokazać, że jego udana rola w "Resident Evil" nie była przypadkiem i miał udowodnić, że jako aktor potrafi udźwignąć swoim talentem cały film. I to nawet taki o skrajnie kuriozalnej – przynajmniej na pozór – fabule.
A jednak nie wszystkim "Upadek wieloryba" się podoba
To tyle z zachwytów, gdyż są też narzekania, które pokazują, jak ten obraz polaryzuje. Samantha Nelson z Polygon twierdzi, że całość to "próba nadania powagi bardzo niedorzecznemu założeniu fabularnemu przy jednoczesnym niezdarnym i powtarzalnym wykorzystywaniu retrospekcji do ujawniania kluczowych informacji". W efekcie film miał ją nieszczególnie angażować emocjonalnie.
Tim Robey wyszedł chyba z kina zniesmaczony, gdyż to "skrajnie obrzydliwy" film, "który najlepiej jest oglądać z pustym żołądkiem (ewentualnie po wypiciu jednego czy dwóch piw)". Ostrzega, że "w przeciwnym razie istnieje spore ryzyko, że jeszcze przed końcem seansu zwrócicie swój lunch". Całe szczęście osobiście unikam popcornu w kinie.
James Mottram z Radio Times wystawił notę 2/5, dodając, że całość bywa obrzydliwa. Jednak i on chwali Abramsa za świetną grę aktorską. Bardziej dosadny okazał się David Rooney z The Hollywood Reporter, który napisał, że "jest to rzecz tak głupia, że aż chce się przewracać oczami".
Jak widać, film mocno dzieli recenzentów. Najlepiej więc wybrać się do kina samemu i wyrobić sobie własne zdanie. Wiele jednak wskazuje na to, że nie otrzymaliśmy obrazu banalnego i nudnego.
Zobacz także
Rok obfitujący w hity i klapy
Taka polaryzacja nie jest w tym sezonie niczym wyjątkowym. Jak podsumowywaliśmy, kina wreszcie pękają w szwach, ale kilka głośnych premier zaliczyło klapę roku – obok miliardowych hitów trafiły się spektakularne finansowe wpadki. Po drugiej stronie zestawienia jest kino, które zachwyciło niemal wszystkich. W tekście 7 najlepszych filmów 2026 roku do tej pory – dwa są polskie i błyszczą w tym gronie.
Jeśli planujecie kinowy kalendarz do końca roku, warto zajrzeć do naszego zestawienia 15 najbardziej wyczekiwanych filmów 2026 roku – tytułów, na które czekaliśmy najmocniej.




