
Christina Applegate przez lata zmagała się z objawami stwardnienia rozsianego, a choroba zmusiła ją do wycofania się z aktorstwa. Teraz gwiazda "Świata według Budnych" przekazała zaskakującą wiadomość: lekarze poinformowali ją, że wcale nie ma SM. Jej stan wcale się jednak nie poprawił, a przyczyna dolegliwości 54-latki wciąż pozostaje nieznana. "Wróciłam do punktu wyjścia" – wyznała Applegate ze łzami w oczach w swoim podcaście.
Pięć lat temu Christina Applegate usłyszała diagnozę – stwardnienie rozsiane (SM). Nieuleczalna choroba wpływa na ośrodkowy układ nerwowy i może prowadzić do m.in. problemów z poruszaniem się. Stan zdrowia gwiazdy "Świata według Bundych" stał się na tyle poważny, że w 2022 roku, po zakończeniu zdjęć do "Już nie żyjesz" Netfliksa, aktorka wycofała się z aktorstwa. W ostatnich latach rzadko pojawiała się publicznie, porusza się o lasce. Wiosną trafiła do szpitala.
Applegate, która w 2008 roku walczyła z rakiem piersi, otwarcie mówiła o życiu z SM i angażuje się w działania na rzecz osób ze stwardnieniem rozsianym. Wspólnie z Jamie-Lynn Sigler, gwiazdą serialu "Rodzina Soprano", prowadzi podcast "MeSsy", w którym dzieli się swoimi doświadczeniami i zwiększa świadomość na temat życia z przewlekłymi dolegliwościami. Teraz jednak jej historia przybrała nieoczekiwany obrót.
Christina Applegate błędnie zdiagnozowana. "Wróciłam do punktu wyjścia"
Po siedmiomiesięcznej przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi Christina Applegate wróciła do "MeSsy". W dwuczęściowym odcinku podzieliła się zaskakującą informacją: okazało się, że diagnoza stwardnienia rozsianego była błędna. Do odkrycia doprowadziło zastosowanie nowej technologii.
– To może być wspaniała wiadomość, ale dla mnie oznacza, że wróciłam do punktu wyjścia – wyznała ze łzami w oczach. – Trudno mi nawet powiedzieć, że moja lekarka weszła do pokoju i oznajmiła: "Gratulacje, nie masz stwardnienia rozsianego" – dodała.
Applegate podkreśliła, że sama informacja o błędnej diagnozie wcale nie sprawiła, że jej zdrowie się poprawiło. – Wcale mnie to nie cieszy. Nie jest tak, że ktoś stawia ci błędną diagnozę, a ty nagle zdrowiejesz. Nie wyzdrowiałam... Jeśli już, to pod pewnymi względami mój stan się pogorszył. Wróciłam więc do punktu wyjścia. Nie wiem, co się ze mną dzieje – mówiła.
Aktorka zaznaczyła, że nadal doświadcza objawów charakterystycznych dla stwardnienia rozsianego, choć lekarze nie potwierdzają już tej diagnozy. – Mam wszystkie objawy, jakie ma osoba ze stwardnieniem rozsianym. Wszystkie, co do jednego. Wiemy jednak, że istnieje wiele innych schorzeń, których objawy przypominają SM – podkreśliła w podcaście.
Błędne diagnozy stwardnienia rozsianego wcale nie należą do rzadkości. Na razie nie wiadomo jednak, na co choruje Christina Applegate – Teraz jest już jasne, że odkrywają coś innego. Dzieje się ze mną coś jeszcze – podkreśliła.
54-latka nadal ma poważne trudności z poruszaniem się. – Nadal muszę korzystać z wózka, kiedy jadę do gabinetu lekarskiego. Nie jestem w stanie przejść od samochodu do gabinetu. Wciąż przez to przechodzę. Nie wydarzył się żaden cud, kiedy lekarka powiedziała: "Nie masz stwardnienia rozsianego". Nic magicznego się nie stało – podkreśliła.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
"Straciłam wszystko". Życie Christiny Applegate wywróciło się do góry nogami
Wiadomość o błędnej diagnozie jest dla Applegate szczególnie trudna także dlatego, że przez lata otwarcie opowiadała o stwardnieniu rozsianym i wspierała osoby zmagające się z tą chorobą. Aktorka przyznała, że czuje się tak, jakby zawiodła całą społeczność. – To dziwne, bo mam wrażenie, że wszystkich zawiodłam. Wciąż jestem w szoku. To naprawdę wywraca człowiekowi wszystko w głowie – mówiła w "MeSsy".
Applegate wspomniała również o tym, jak ważne było dla niej znalezienie wyjaśnienia jej problemów ze zdrowiem. Diagnoza, choć trudna do przyjęcia, dawała jej przynajmniej odpowiedź na pytanie, co się dzieje.
– To dziwne uczucie, bo stałyśmy się z tobą twarzami stwardnienia rozsianego. Miałam jakiś powód. Cholernie konkretny powód, dla którego każdy mój dzień był do bani. A teraz nie mam żadnego wyjaśnienia. To bardzo niepokojące i naprawdę mnie dezorientuje – wyznała, zwracając się do współprowadzącej podcast Jamie-Lynn Sigler, która zmaga się z SM.
W drugiej części odcinka aktorka wróciła do ostatnich pięciu lat i opowiedziała o tym, jak bardzo choroba zmieniła jej życie. Przyznała, że zmagała się z głęboką depresją, a problemy zdrowotne odebrały jej możliwość dalszej pracy. – (...) Straciłam wszystko. Straciłam pracę... To zatrzymało moje życie – powiedziała gorzko.




