Volkswagen T-Roc
Jeździłem najpopularniejszą wersją Volkswagena T-Roca. Czuję niedosyt i nie chodzi o wyposażenie Fot. Adam Nowiński / naTemat.pl

Nowy Volkswagen T-Roc to w końcu absolutny hit sprzedaży, który na polskich ulicach widać niemal na każdym rogu. Po kilku dniach spędzonych z wersją Style 1.5 eTSI o mocy 150 KM oddawałem go jednak z dziwnym uczuciem niedosytu. I uprzedzając pytania: wcale nie poszło o braki w wyposażeniu czy twarde plastiki.

REKLAMA

Zacznijmy od tego, że Volkswagen T-Roc od momentu debiutu w 2017 roku rozkochał w sobie ponad dwa miliony kierowców na całym świecie. To wynik, z którym trudno dyskutować.

Do moich rąk trafił egzemplarz skonfigurowany dokładnie tak, jak najczęściej życzą sobie tego klienci nad Wisłą: wersja wyposażenia T-Roc Style, pod maską miękka hybryda 1.5 eTSI 150 KM spięta z 7-biegowym automatem DSG, a jako wisienka na torcie, a konkretnie na nadwoziu: soczysty lakier czerwony "Flame".

Na papierze to przepis na motoryzacyjny ideał. Dlaczego więc po wyjściu z auta nie miałem wypieków na twarzy?

Volkswagen T-Roc

Nowy Volkswagen T-Roc wygląda świetnie i puszcza oczko kierowcy

Zanim przejdę do mojego narzekania, oddajmy cesarzowi, co cesarskie. Nowa generacja urosła (auto jest o ponad 12 cm dłuższe od poprzednika) i wizualnie bardzo wydoroślała. W czerwonym kolorze z kontrastującym dachem miejski crossover prezentuje się naprawdę zadziornie.

Volkswagen T-Roc

Wieczorem nowy Volkswagen T-Roc robi jeszcze lepsze wrażenie. Niemcy mocno postawili na świetlny popis, bo z przodu i z tyłu mamy listwy LED oraz podświetlane logo producenta. Do tego dochodzą genialne matrycowe reflektory IQ.LIGHT, które wycinają snop światła z chirurgiczną wręcz precyzją. Na ulicy ten samochód po prostu się wyróżnia i przyciąga spojrzenia.

Volkswagen T-Roc

Kiedy wsiądziemy do środka, od razu widać, że księgowi zostali wyproszeni z sali podczas projektowania deski rozdzielczej. Po fali krytyki z poprzednich lat, Volkswagen posypał głowę popiołem.

Volkswagen T-Roc

Wnętrze jest przyjemnie miękkie, świetnie spasowane, a na kierownicę wróciły normalne, fizyczne przyciski. Obsługa nie wymaga już doktoratu z informatyki. Nowy system infotainment ma duży, bardzo czytelny ekran, który działa płynnie i jest do bólu intuicyjny.

Projektanci dorzucili kilka zabawnych "easter eggów" ukrytych w detalach kabiny, które za każdym razem wywołują uśmiech na twarzy. Ot taki na przykład basen wytłoczony na ładowarce indukcyjnej.

Volkswagen T-Roc

Do tego na pokładzie mamy kamery 360 stopni (system Area View) oraz cały arsenał systemów bezpieczeństwa: od asystenta zmiany pasa ruchu, przez Travel Assist, aż po układ ostrzegający przed otwarciem drzwi, gdy z tyłu nadjeżdża rowerzysta. Wyposażenie Volkswagena T-Roca Style jest po prostu w porządku i niczego tu nie brakuje.

Przestrzeń i wrażenia z jazdy

Większe nadwozie przełożyło się na to, co dzieje się w kabinie. Z przodu fotele zapewniają świetne podparcie, ale prawdziwym zaskoczeniem jest drugi rząd siedzeń. W wielu autach tej klasy z tyłu sadza się ludzi za karę. Tutaj? Dorośli pasażerowie siadają wygodnie i w końcu nie trzymają kolan pod brodą. Nawet przy moim wzroście miejsca nad głową i na stopy jest pod dostatkiem.

Jeszcze lepiej wypada kwestia pakowności. Bagażnik nowego T-Roca urósł do imponujących 475 litrów (o 30 litrów więcej niż w poprzedniku). Jest ustawny, ma podwójną podłogę i bez problemu połknie wakacyjny ekwipunek czteroosobowej rodziny. Pod względem praktyczności ten samochód zawstydza niejednego klasycznego kompaktu.

Volkswagen T-Roc

No dobrze, skoro jest tak pięknie, to skąd ten tytułowy niedosyt? Nie zrozumcie mnie źle, ale chodzi o czyste wrażenia z jazdy, które nie są zarzutem, a właśnie pewnym brakiem, który nie do końca jest zły.

Kiedy wciskasz przycisk startera i ruszasz w drogę, szybko orientujesz się, że Volkswagen T-Roc 1.5 eTSI jest po prostu... poprawny. I aż poprawny. To niesamowicie wygodne "wozidło", które inżynierowie z Wolfsburga wyważyli niemal od linijki. Ten samochód idealnie balansuje między komfortem resorowania, mocą silnika, pakownością oraz pewnością prowadzenia.

Volkswagen T-Roc

Jednostka 1.5 eTSI o mocy 150 KM (z układem miękkiej hybrydy 48V) i 250 Nm momentu obrotowego rozpędza auto do setki w niecałe 9 sekund. Skrzynia DSG żongluje przełożeniami gładko, układ kierowniczy jest precyzyjny, a w ciasnych uliczkach auto okazuje się bardzo zwrotne. T-Roc jest świetny do miasta i bardzo dobry w długie trasy.

Problem w tym, że jest w tym wszystkim aż do bólu "okej". Nie ma tu grama szaleństwa, zadziorności czy charakteru, który sprawiłby, że wieczorem szukasz pretekstu, by pojechać na stację benzynową okrężną drogą. Tutaj po emocje musisz sięgnąć po Polo GTI czy Golfa R.

Nowy T-Roc po prostu nie wzbudza pożądania. To motoryzacyjny odpowiednik szwajcarskiego scyzoryka, czyli jest wszechstronny, niezawodny i przewidywalny w każdej sekundzie. Dla fanów emocji za kółkiem to powód do niedosytu. Dla 95 procent kierowców to jednak największa zaleta tego auta.

Zwłaszcza gdy spojrzymy na komputer pokładowy przy dystrybutorze. Spalanie Volkswagena T-Roca 1.5 eTSI to miód na serce każdego, kto liczy złotówki. Dzięki technologii odłączania dwóch cylindrów (ACTplus) i wsparciu elektrycznego rozrusznika-generatora, podczas mojego testu auto zadowalało się średnio około 6 litrami benzyny na 100 km. Jak na tak przestronnego, 150-konnego crossovera z automatem wynik jest znakomity.

Volkswagen T-Roc

Volkswagen T-Roc i cena w Polsce. Ile kosztuje wersja Style?

Spójrzmy prawdzie w oczy i zajrzyjmy w oficjalne cenniki Volkswagena. Nowa generacja nie mogła być tania, bo technologicznie wskoczyła na półkę wyżej, czerpiąc garściami z większego Tiguana i Passata.

  • Bazowy nowy Volkswagen T-Roc w otwierającej cennik wersji Trend (ze słabszym wariantem silnika 1.5 eTSI 116 KM i skrzynią DSG, bo manuali już tu nie uświadczymy) startuje z poziomu około 130 390 zł.
  • Schodek wyżej stoi wersja Life, wyceniana na minimum 136 590 zł (116 KM) lub 146 090 zł za wariant 150-konny.
  • Testowana przeze mnie, najchętniej wybierana i świetnie skrojona odmiana T-Roc Style z silnikiem 1.5 eTSI 150 KM DSG to wydatek rzędu 160 690 zł (a dla fanów dynamiczniejszej stylistyki przygotowano równoległą wersję R-Line w zbliżonym budżecie).
  • Gdy dorzucimy do tego efektowny lakier czerwony "Flame", matrycowe reflektory, pakiet systemów asystujących z kamerami 360 i kilka gadżetów we wnętrzu, cena testowanego egzemplarza bez trudu przebija barierę 170 tysięcy złotych.

    Volkswagen T-Roc

    Czy warto? Jeśli szukasz w motoryzacji gęsiej skórki i sportowych uniesień, Volkswagen T-Roc 1.5 eTSI zostawi cię z lekkim niedosytem, czyli dokładnie tak, jak mnie.

    Jeśli jednak twardo stąpasz po ziemi i potrzebujesz dopracowanego, oszczędnego, bezpiecznego oraz zaskakująco pakownego auta na co dzień, trudno będzie znaleźć na rynku coś bardziej kompletnego. Właśnie ta jego "poprawność" sprawia, że znowu będzie schodził z salonów jak świeże bułeczki.