
Wystarczy, że jesteś sławny i od razu cię krytykują. Cały szereg znanych osób dzień w dzień zmaga się z falą krytyki. A to za wygląd, a to za styl bycia. Większość z nich jest przede wszystkim znana ze swojej pracy. Jednak są też tacy, którzy robią karierę tylko dzięki hejtowi. Gdyby nie społeczna (zwłaszcza internetowa) nienawiść, na wielu z nich nawet nie zwrócilibyśmy uwagi.
Do grupy można by także dorzucić Marcina Najmana. Zawodnik sportów walki bardziej znany jest z antagonizmów i porażek aniżeli sukcesów sportowych. Choć sam lubi opowiadać o swoich osiągnięciach i nie przepada za krytyką, to większość kojarzy go głównie za sprawą hejtu. Lwia część widzów oglądała jego walki zapewne tylko dlatego, żeby zobaczyć jego porażkę.
Swoją karierą PiKej nieco przypomina Grycanki. Kiedyś było bardzo głośno o dziedziczkach lodowego imperium. Mówiono o nich „polskie Kardashianki”. Niektórzy wróżyli, że wzorem swoich amerykańskich pierwowzorów zrobią karierę medialną. Jednak, mimo że Grycanki brylują na salonach, zawrotnej kariery nie zrobiły.
Mogą się śmiać, że jestem “krulem rapu”, ale po wydaniu mojej płyty połowa z nich ściągnie to nielegalnie z internetu i będzie słuchała w aucie. Tacy są prawilni. Nie mam obaw, że będzie to tylko 5 minut, mam głowę pełną muzycznych inspiracji CZYTAJ WIĘCEJ
Pomysły jednak może mieć każdy. Natomiast, jak mówiła Sołtysińska, musi stać za tym jakość. Choć teraz PiKej zdaje się wzbudzać spore zainteresowanie mediów, to jeśli nie wyda dobrej płyty, zniknie tak szybko, jak się pojawił. Nie trzeba być muzycznym ekspertem, by stwierdzić, że zawrotna kariera raczej mu nie wróży. W końcu rapuje po angielsku z okropnym polskim akcentem, nie wspominając już o tekstach. Proszę bardzo – mieliście oto przykład hejtu z mojej strony.
W każdy poniedziałek od rana, na portalu weszlo.com duży ruch. W komentarzach pod niemal każdym artykułem pojawiają się wpisy. „Dawać Grubasa”, albo „Gdzie jest Gruba Świnia”. Im później, tym więcej wpisów w podobnym tonie. „Grubas zaspał” to najłagodniejszy z komentarzy. W końcu pojawia się na stronie. „Jak co poniedziałek Paweł Zarzeczny”. I zaczyna się jeszcze większy festiwal „hejtu”.

