
Lokalne wspólnoty polskich katolików coraz częściej zabierają głos w ważnych dla parafii sprawach. Czasem, jak parafianie z Jasienicy, bronią "swoich" księży, czasem z nimi walczą. Jak na listy, prośby i manifestacje wiernych reagują Władze Kościoła? Bywa z tym różnie.
“Ksiądz arcybiskup w żaden sposób nie szanuje i nie troszczy się o dobro parafian w Jasienicy. Od 2010 roku prowadzimy jednostronną korespondencję z księdzem arcybiskupem.” – tak zaczyna się list, który do nuncjusza apostolskiego skierowali mieszkańcy podwarszawskiej Jasienicy.
Jasieniccy parafianie w skardze do nuncjusza stają w obronie swojego proboszcza, księdza Wojciecha Lemańskiego, którego arcybiskup Henryk Hoser zdecydował przenieść na emeryturę. Czy taki list może jednak cokolwiek zmienić?
Parafianin bardziej zaangażowany Socjologowie religii zwracają uwagę, że w ostatnich latach polscy katolicy coraz bardziej świadomie i odpowiedzialnie podchodzą do spraw swoich lokalnych, religijnych społeczności. – Wśród wiernych widać wyraźnie narastającą tęsknotę za wspólnotą i chęć do brania na siebie większej odpowiedzialności za sprawy wiary – mówi dr Andrzej Górny, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Zdaniem socjologa, proces aktywizacji wiernych to wyraz ogólniejszej tendencji, polegającej na tym, że Kościół zmienia swoje oblicze: staje się mniej “ilościowy”, a bardziej “jakościowy”: – Część wiernych rezygnuje, odsuwa się od Kościoła, a ci, którzy zostają, są autentycznie i wyraźnie zaangażowani – zauważa socjolog.
Być może to właśnie dlatego w ostatnich latach tak często słychać o parafianach, którzy postanawiają brać sprawy w swoje ręce i o lokalnych problemach parafii chcą rozmawiać bezpośrednio z biskupami, czy nawet (jak w przypadku wiernych z Jasienicy) z nuncjuszem apostolskim.
W czerwcu lokalne media podlaskie pisały o parafianach z Zawad, zaciekle walczących o pozostanie w ich parafii księdza Roberta Rafało, który zgodnie z decyzją kurii miał odejść z końcem miesiąca w inne miejsce. W jego obronie wierni zebrali ponad 1200 podpisów, demonstrowali też przed siedzibą kurii. Ostatecznie jednak pogodzili się z decyzją biskupa i przyjęli nowego proboszcza.
Zaledwie dwa miesiące wcześniej w Warszawie w podobnej sprawie walczyli parafianie świątyni pod wezwaniem św. Łukasza Ewangelisty na Kępie Tarchomińskiej. Niestety, ich starania spotykały się z murem obojętności.
Parafianie z Tarchomina
Zdesperowani parafianie grozili, że nie ustaną w walce o proboszcza i jeśli będzie trzeba, zwrócą się do kardynała Nycza, albo nuncjusza.
Czy listy parafian skutkują? O ile w powyższych przypadkach parafianie bronili swoich pasterzy, to czasem zdarza się, że pozostają z nimi w ostrym konflikcie i także w tej sprawie proszą o wstawiennictwo biskupów. Prof. Józef Baniak, socjolog z poznańskiego UAM, twierdził w wywiadzie dla “Newsweeka”, że w takich sprawach “biskupi z założenia ignorują parafian”.
Prof. Józef Baniak
socjolog z poznańskiego UAM
Nie jest to jednak regułą. Konflikt w parafii w Koźlu, o którym pisał lokalny tygodnik “Partner”, wywołało pojawienie się nowego proboszcza. Ksiądz szybko zaczął kłócić się z wikariuszami i wiernymi. Problemy skończyły się zaskakująco szybko – odwołaniem proboszcza przez biskupa Andrzeja Czaję, którego o zaistniałej sytuacji poinformowano właśnie drogą listowną.
Podobną historię opowiada naTemat jezuita, ks. Krzysztof Mądel. Zdarzenia te miały miejsce jeszcze w latach dziewięćdziesiątych w diecezji tarnowskiej, na czele której stał wówczas Józef Życiński. Jeden z tarnowskich proboszczów popadł w konflikt z kurią i miał zostać przeniesiony.
– Długotrwałe protesty parafian, bardzo przywiązanych do budującego nowy kościół proboszcza przyniosły wreszcie skutek. Delegacja wysłana do bp. Życińskiego przekonała go, by zmienił decyzję – mówi ks. Krzysztof Mądel.
Duchowny wyjaśnia, że parafianie sukces odnieśli dzięki swojej odpowiedzialnej postawie: dowiedziawszy się, że parafia jest zadłużona w związku z budową kościoła, zadeklarowali, że z własnej kieszeni mogą pokryć część długu. – Ważne było to, że doszło do merytorycznej dyskusji, a protest nie ograniczał się do manifestacji i pokrzykiwań – mówi ks. Mądel.
Czy jednak przypadki, w których biskupi chcą rozmawiać z parafianami to norma, czy wyjątek? Trudno powiedzieć. Nie ma na ten temat danych, a przedstawiciele Kościoła wolą o takich sprawach nie rozmawiać z mediami. Ks. Maciej Szczepaniak, rzecznik prasowy archidiecezji poznańskiej, odmówił nam dzisiaj jakiegokolwiek komentarza w sprawie listów, jakie wierni piszą do swojego biskupa.
Z podobną reakcją spotkała się dziennikarka dziennika “Echo”, opisująca przypadek protestu parafian na warszawskim Tarchominie: – Szanowna pani, to nie jest temat dla mediów – miała usłyszeć w kurii. Pozostaje mieć nadzieję, że życzliwości, której przedstawiciele kurii nie mają dla mediów, zachowali nieco więcej dla zwykłych wiernych, piszących do biskupów listy w ważnych dla siebie sprawach.
