
Przy szaleńczym tempie głosowań posłom co chwila zdarzają się pomyłki. Kiedy w ciągu kilku godzin trzeba nacisnąć przycisk nawet ponad 200 razy głosowanie niezgodnie z wytycznymi klubu zdarza się często. Chociaż nie decyduje to raczej o przyjęciu lub odrzuceniu ustawy, posłowie muszą mierzyć się z gniewem wyborców. Dlatego chcą, by głos można było skorygować jeszcze po jego oddaniu.
O ile głosowanie Jarosława Gowina, Johna Godsona i Jacka Żalka niezgodnie z wytycznymi swojego klubu było w pełni zamierzone, to często posłowie łamią partyjną dyscyplinę przez pomyłkę. W Sejmie oddaje się głosy w tzw. blokach głosowań, które z reguły przekraczają 200 punktów (12 grudnia 2012 r. głosowano 292 razy). Czasu jest mało, więc prowadzący obrady narzuca spore tempo i nie sposób zapamiętać jak klub będzie głosował w poszczególnych głosowaniach. Dlatego posłowie mają ściągawki z informacją na temat kolejnych punktów – informuje "Rzeczpospolita". Poza tym sugerują się tym, jak głosuje poseł prowadzący ustawę z ramienia danego klubu.
Kilka razy zdarzyło się, że pomyłki sprawozdawców lub większej grupy posłów zachwiały koalicjami. Tak było w 2007 roku, kiedy PiS zagłosował przeciw obowiązkowym mundurkom, pomysłowi Romana Giertycha. W 2009 roku politycy PSL nie zauważyli jak głosuje ich sprawozdawca i niemal zlikwidowali budżetowe dotacje dla partii. Dlatego chcą, by tak jak w Parlamencie Europejskim, można było korygować głos po głosowaniu (chyba, że zmieniłoby to losy uchwały). Niektórzy jednak sceptycznie podchodzą do tych propozycji. "Po piątkowych głosowaniach rozjeżdżamy się do domów i nie wiemy jeszcze, jaki jest ich ostateczny wynik" – argumentują.
czytaj także:
Źródło: "Rzeczpospolita"
