
Andrzej Stankiewicz z "Rz" nie tylko zdobył Platformową kartę do głosowania, ale nawet… oddał ważny głos na Donalda Tuska. Wygląda na to, że choć PO wydało krocie na zabezpieczenie głosowania, to i tak jest ono pełne dziur.
REKLAMA
Żeby zagłosować na szefa PO, nie trzeba być w partii. Wystarczy dobrze pokombinować, tak jak Andrzej Stankiewicz. Dziennikarz zdobył kartę do głosowania, a nawet udało mu się oddać ważny głos. To poddaje w sporą wątpliwość rzetelność głosowania i jego późniejsze wyniki.
Sposoby na oddanie głosu są dwa: listownie bądź elektronicznie. Do obu wystarczy mieć kartę do głosowania. System elektroniczny jest prosty: z karty trzeba pod zdrapkami znaleźć specjalny login i hasło, wejść na stronę platforma-wybory2013.pl i zagłosować. W ten sposób oddany głos jest ważny.
Jarosław Gowin twierdzi w rozmowie z "Rz", że za tak absurdalną sytuację odpowiada premier - bo to on jest obecnie szefem partii. Szczególnie, że Platforma robiła wszystko, by uniknąć wpadek przy głosowaniu. Partii pomaga w tym firma TNS Polska, często przeprowadzająca sondaże wyborcze. PO obawiała się bowiem fałszywych kart listownych i ataków hakerów na system elektroniczny. Jak pisze Stankiewicz, największym problemem nie są jednak ani elektroniczni włamywacze, ani fałszerze, tylko drugi obieg kart do głosowania.
I jak tu poważnie traktować wybory na szefa partii, w których do partyjnych kart dotrzeć może - w teorii - każdy i tak samo oddać ważny głos?
Źródło: "Rzeczpospolita"
