![Wakacyjny obóz dla [url=http://shutr.bz/14vDZ1M]dzieci w Korei Północnej[/url]? Jeszcze kilka lat temu świetnie funkcjonował](https://m.natemat.pl/1ac75aa4a85ce978567b143aaa470263,1500,0,0,0.jpg)
Wyobrażacie sobie wysłać dzieci na wakacyjny obóz do Korei Północnej? Taki obóz istniał od lat 60' – i mogła do niego jeździć młodzież z całego świata. Baseny, zjeżdżalnie wodne i jeziora – takie atrakcje oferowała Korea dzieciakom.
REKLAMA
Mowa o Międzynarodowym Obozie Dla Dzieci w Songdowon w Korei Północnej. Położony przy plaży, wśród sosen, z basenami, łódkami na jeziorze i wodnymi zjeżdżalniami stanowił nie lada atrakcję dla przyjeżdżających tam młodych ludzi – opisuje BBC.
Songdowon było popularnym miejscem wymiany dzieci z krajów komunistycznych. Młodzież z zagranicy może tam przyjeżdżać na 2-3 tygodnie w lipcu. Dla Koreańczyków ośrodek jest otwarty przez całe wakacje – ale tylko dla tych, którzy osiągają odpowiednio dobre wyniki w nauce.
Program dnia na takim obozie jest dość standardowy: poranne ćwiczenia, wizyty w parku rozrywki czy rozmaite aktywności kempingowe. Przy czym studenci z zagranicy są zobowiązani do zaprezentowania jakiegoś kulturowego show. Valentina, która była na takim obozie w wieku 14 lat, mówi BBC, że jej grupa Rosjan wybrała np. rosyjski taniec ludowy.
Choć Valentina twierdzi, że ludzie byli mili, a Rosjan przyjęto ciepło, to polityka zawsze czaiła się za rogiem. Przede wszystkim dlatego, że wielu koreańskich uczestników obozu należało do partyjnej młodzieżówki. Zaś wszechobecne portrety liderów kraju przypominały, gdzie się jest. - Ludzie są tam bardzo patriotyczni, prawie każdego dnia chodzili na jakieś rocznice i pod pomniki, by składać kwiaty i śpiewać patriotyczne pieśni. Dla mnie to było niespotykane – mówi Valentina, która dzisiaj ma 19 lat. Oczywiście, w kwestii mieszkania studenci z zagranicy byli oddzieleni od Koreańczyków.
Dziewczyna podkreśla, że w trakcie obozu nie chodziła głodna – a wybór potraw był niemały. Oprócz tradycyjnych koreańskich potraw były też jajka, szynka, lody czy sernik. Tak przynajmniej było pięć lat temu, bo dzisiaj, jak podkreśla BBC, obóz w Songdowon ma problemy z wypełnieniem miejsca. Nacje, które do tej pory chętnie wysyłały tam dzieci: Rosjanie, Chińczycy czy Wietnamczycy, rezygnują z koreańskich atrakcji. Szczególnie, że pobyt w obozie nie należy do najtańszych – za 7 dni pobytu trzeba zapłacić 300 dolarów. A konkurencja rośnie, bo swoje obozy dla dzieci organizuje także Korea Południowa.
Kim Dzong-Un pamięta jednak czasy, kiedy do obozu w Songdowon przyjeżdżało sporo dzieci i chce, by znowu tak się stało. Ba – jego wizja idzie jeszcze dalej i obejmuje stworzenie całego kurortu wakacyjnego w porcie Wonsan. Popieramy – to na pewno lepszy pomysł, niż straszenie Zachodu bronią atomową.
Źródło: BBC
