Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Wystarczyło, że Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie śmierci Magdy, żeby jego słowa odbiły się niemałym echem. Prezes PiS powiedział, że polska policja okazała się nieskuteczna i nie potrafiła przejąć metod SB, które przynajmniej były skuteczne. "Koledzy" Kaczyńskiego z tej samej - dawnej opozycyjnej - strony barykady nie szczędzą słów krytyki. Udało się nam porozmawiać z Sewerynem Blumsztajnem, znanym działaczem opozycyjnym z czasów PRL.

REKLAMA

Kim jest Seweryn Blumsztajn?

Polski dziennikarz i działacz opozycji antykomunistycznej żydowskiego pochodzenia. Uczestnik wydarzeń marcowych z 1968 roku, wielokrotnie aresztowany. Redaktor Biuletynu Informacyjnego Komitetu Obrony Robotników. Stan wojenny zastał go w Paryżu, z którego nie udało mu się wrócić do Polski (deportowano go z Okęcia). Były szef krakowskiego oddziału Gazety Wyborczej, a obecnie redaktor naczelny Gazety Stołecznej.

Dlaczego Kaczyński, który był zatwardziałym opozycjonistą, badał m.in przypadki zabójstw przez SB teraz mówi, że tęskni za ich metodami?
- Generalnie od jakiegoś czasu nie ruszają mnie już słowa Jarosława Kaczyńskiego, ale w tym przypadku to naprawdę brednie. Wstyd mi, że polityk wygaduje takie rzeczy. Wszyscy uważają, że prezes PiS zawsze wie co mówi, a on po prostu sobie coś powiedział na konferencji i nie traktowałbym tego zbyt poważnie.
Mnie osobiście denerwuje medialna bezradność policji wobec szemranego faceta, jakim jest Rutkowski. Dlatego tym bardziej nie rozumiem, dlaczego w ogóle Jarosław Kaczyński wtrąca się w tę sprawę. Poza tym stawianie Służb Bezpieczeństwa za wzór w kontekście tej sprawy - szczerze? To naprawdę niepoważne, poza tym z tego co mi wiadomo nic nie wskazuje na to, że działalność SB była taka sprawna. Takich rzeczy nie wypada mówić, zwłaszcza szefowi największej partii opozycyjnej, który kiedyś sam z tymi służbami walczył.
Czy pan uważa, że przeniesienie metod SB do dzisiejszej policji usprawniłoby jej działalność?
- Jeżeli chodzi o same Służby Bezpieczeństwa czy Milicję Obywatelską to nie wydaje mi się, żeby w czasach PRL -u były one specjalnie i wybitnie sprawne. Wtedy po prostu bez problemu łamali prawo w każdej sprawie.
Jakie metody stosowało SB i czy ich przeniesienie na dzisiejsze realia faktycznie byłoby dobrym rozwiązaniem?
- To zależało od sprawy, ale jedno się powtarzało. Na dzień dobry bili, prawie każdego. Ja na szczęście nie należałem do tej grupy, bo byłem dość rozpoznawalny, więc bali się rozgłosu. Natomiast zatrzymywano nas bez przerwy. Jednego dnia na 48 godzin, kilka dni później na następne. Zwłaszcza wtedy w komendach spotykaliśmy małolatów, którzy sobie nielekko "używali". I właśnie na tym polegała ich główna metoda. Zagłębiając się w szczegóły, to w ogóle nie wiem czy SB zajmowałoby się porwaniem. To leżałoby raczej w gestii Milicji.
Czy w takim razie te działania mogłyby w dzisiejszych czasach pomóc, zwłaszcza w tym konkretnym przypadku?
- Tak, jakby stłukli matkę dziewczynki od razu to może sprawa wyjaśniłaby się szybciej, a chyba nie o to chodzi...