
W związku z sytuacją bezpieczeństwa w Egipcie i możliwością wystąpienia realnych zagrożeń dla bezpieczeństwa obywateli polskich, Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza podróże do Egiptu. Obywatele polscy przebywający w tym kraju powinni zachować szczególną ostrożność i ograniczyć poruszanie się do bezpośredniego sąsiedztwa swoich hoteli, domów i miejsc pracy. Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleca w szczególności unikanie miejsc publicznych: bazarów, muzeów, centrów handlowych. CZYTAJ WIĘCEJ
Proszę pani, rząd właśnie mówi pani, że jest naprawdę źle! Tego typu wołań o zdrowy rozsądek jest jednak równie wiele, co zajętych miejsc w czarterach do Egiptu. Wszystkie porty lotnicze, z których Polacy zwykle wylatują na wczasy pod piramidami potwierdzają, że ruch się nie zmienia. Sharm el-Sheikh, czy Hurghada to tradycyjne miejsce wypoczynku naszego narodu i nikt nie zamierza z tego zrezygnować. Wielu podkreśla, że zmienić wakacyjnych planów też nie może. Bo wycieczka do ciepłych krajów pochłonęła wszystkie oszczędności, a biuro podróży jej nie odwołało. Wolą więc zaryzykować, niż odpuścić kilka tysięcy złotych.
Choć wcale tak ryzykować nie musieli. Od lat biura podróży mają obowiązek przy podpisaniu umowy na wycieczkę oferować również ubezpieczenie od rezygnacji z niej. Większość klientów nadwiślańskich touroperatorów szybko jednak za taką możliwość dziękuje. Skoro nie jest to obowiązkowe, po co tracić dodatkowe kilkaset złotych? No właśnie po to, by na wczasy nie lecieć za wszelką cenę. W miejsce, które akurat ogarnęła wojna, gdzie przed chwilą przeszło tsunami lub inny kataklizm. A także wtedy, gdy przed wakacjami lub w ich trakcie rozchorujemy się, czy mamy wypadek. Każda sytuacja zmuszająca do rezygnacji z umowy zmusza bowiem do poniesienia kosztów. Biura zwracają zaledwie kilkaset złotych z wpłaconych im tysięcy. Kto jednak wykupił polisę, ten stracone pieniądze odzyska w towarzystwie ubezpieczeniowym.
Polscy turyści wydają się więc dla rządu łaskawi. Oczekują tylko, że ktoś ich szybko i bez problemu wyciągnie, jeśli piekło rozpęta się także nad ich ulubionym basenem. Psycholog społeczny, dr Leszek Mellibruda mówi mi jednak, że państwo powinno być z tego... zadowolone. – To jest bowiem nie tylko przejaw postawy roszczeniowej. To także dowód zaufania do działań państwa. Radosławowi Sikorskiemu udało się w ostatnich latach stworzyć poczucie bezpieczeństwa. Przekonanie, że obywatela polskiego uda się wyciągnąć z każdego miejsca na świecie. Nawet bardzo niebezpiecznego. Wcześniej tego nie było - ocenia.
Wakacje w Egipcie
Od kilku dni z rosnącym zdziwieniem oglądam materiały w TV na temat wakacji w Egipcie. Mimo kolejnych ostrzeżeń MSZ oraz obrazów pokazujących dramatyczne sceny zawsze towarzyszy im wypowiedź zachwyconych turystów tłumaczących, że w sumie wszystko jest ok. CZYTAJ WIĘCEJ
Wojna last minute
Mój rozmówca nie wierzy zresztą, że Polaków do Egiptu ciągnie tylko zwykła niefrasobliwość. Zdaniem dr. Mellibrudy, w turystach znad Wisły obudził się także syndrom poszukiwaczy wrażeń. – Nas tam ciągnie, bo to jest małe wojenne reality show. Wielu jedzie tam z - często podświadomą - nadzieją, że zobaczy jak wygląda strzelanina, czy śmierć na żywo. Nie przyznają się jednak do tego otwarcie, ponieważ boją się, że ktoś oceni, że są psychopatami, albo sadystami. Chcą przeżyć to, co oglądają w telewizji. Takie mamy czasy – ocenia psycholog.