Donald Tusk nie zaprzeczył informacjom o dymisji ministra finansów Jacka Rostowskiego. Bo ma zamiar go wyrzucić z rządu?
Donald Tusk nie zaprzeczył informacjom o dymisji ministra finansów Jacka Rostowskiego. Bo ma zamiar go wyrzucić z rządu? Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Plotki o dymisji ministra finansów krążą już od dwóch miesięcy. Mówi się o tym nie tylko w mediach, ale i politycznych kuluarach. Niektórzy są przekonani, że to pewna decyzja. Napisał o tym nawet Reuters – prestiżowa agencja informacyjna. Donald Tusk stwierdził, że takie doniesienia oparte są na plotkach. Ale Jacka Rostowskiego nie bronił. Najwyraźniej nie chce już nadstawiać za niego karku. Żeby uratować siebie?

REKLAMA
– Nawet, jeśli to jest agencja z takim autorytetem, to ponieważ posługuje się wyłącznie plotką, nie zamierzam tego komentować – stwierdził Donald Tusk o publikacji Reutersa, w której napisano, że Jacek Rostowski pożegna się z ministerstwem w ciągu najbliższych kilku miesięcy.
Reakcja premiera zaskakuje. Do tej pory bowiem Tusk – jeśli jego ministrowie ewidentnie czegoś nie spartaczyli – bronił swoich ludzi jak lew, czasem wystawiając na szwank własny PR. Teraz zaś nie tylko nie bronił, ale nawet nie zaprzeczył doniesieniom o dymisji.
Nie niepokoić finansjery
W politycznych kuluarach huczy od "plotek" o dymisji ministra finansów. Pisały o tym polskie media, wreszcie napisała międzynarodowa, duża agencja, podpierając się trzema źródłami informacji. A premier zachowuje się, jakby mowa była o tym, że zaliczył upadek podczas jazdy na nartach, a nie o dymisji jednego z jego najważniejszych ministrów.
Czyli – niezależnie od tego, czy plotka jest prawdziwa, czy nie – Tusk bagatelizuje temat. Temu nie należałoby się dziwić, bo takie doniesienia sugerują, że sytuacja polityczna, a także finansów publicznych w Polsce nie jest stabilna. Problem w tym, że rozmaite instytucje finansowe i inwestorzy tego nie lubią. A czy tego chcemy, czy nie, owe instytucje i inwestorzy mają spory wpływ na polską gospodarkę. Z tej perspektywy nie powinno dziwić, że premier nie chce rozdmuchiwać tematu.
Nie zaprzeczam, bo mówicie prawdę
Z drugiej jednak strony, Tusk ani nie zaprzeczył, ani nie potwierdził, że ma zamiar zdymisjonować Rostowskiego. Zdaniem wielu dziennikarzy, komentujących konferencję na Twitterze, jest to dość jednoznaczne z tym, że jednak dymisja możemy się spodziewać, ale premier nie chce jeszcze o niej mówić.
To też nic dziwnego – w końcu PR-owo wyglądałoby to idiotycznie, wyrzucić ministra dopiero kilka miesięcy po tym, jak potwierdziło się jego dymisję. Wyborcy mogą bowiem wtedy spytać: a czemu nie od razu? No i wtedy moc oddziaływania na obywateli takiej dymisji, oczekiwanej, byłaby zdecydowanie mniejsza.
Warto bowiem przypomnieć, że dymisja Rostowskiego byłaby niezłym ruchem PR-owym. Jak grom z jasnego nieba na obywateli spada wiadomość, że ten minister, przez którego system emerytalny kuleje, który chciał "rozmontować OFE", który na czas nie uratował finansów publicznych, właśnie został wyrzucony z rządu.
Donald Tusk jest w porządku, bo słabego ministra wyrzucił. Wreszcie, niby późno, no ale przynajmniej się zorientował – pomyśli wielu. A cała odpowiedzialność za majstrowanie przy OFE i zadłużenie kraju na kolejne 16 miliardów spadnie na Jacka Rostowskiego. Polacy będą mogli go spokojnie znienawidzić, a premier znowu wyjdzie na swoje. Wszyscy będą szczęśliwi.
A może Tusk jest szczery...
Oczywiście, istnieje również trzecia i najprostsza opcja: dymisja Jacka Rostowskiego to rzeczywiście plotka, a Donald Tusk wcale tego nie zrobi. Gdyby jednak chciał zachować swojego ministra, czy nie powinien był powiedzieć, że ma do Rostowskiego pełne zaufanie? Że ma przekonanie, że to człowiek na właściwym miejscu i stanowisku? Podkreślić, że przecież minister finansów wykonuje bardzo trudną pracę, czasem musi podejmować kontrowersyjne decyzje, ale to wszystko przy wsparciu rządu i premiera?
Wyglądało to tak, jak by za wszelką cenę Donald Tusk nie chciał nadstawiać karku za Jacka Rostowskiego.
Wspominając sytuacje, w których premier bronił – czasem rozpaczliwie i kompletnie wbrew opinii publicznej – Joanny Muchy, Sławomira Nowaka, czy niegdyś Andrzeja Czumy, jego dzisiejsze "nie będę tego komentował" daje dużo do myślenia. Tym razem Tusk nie chciał się narażać, by bronić swojego ministra, nie wykonał najmniejszego gestu obrony. Czyżby dlatego, że Jacek Rostowski i tak zostanie w polityce rzucony na pożarcie?