Kwalifikacje czy znajomości? Dlaczego Piotr Guział zasiada w radzie nadzorczej miejskiej spółki z Będzina?

Piotr Guział znalazł się w radzie nadzorczej będzińskiej spółki Interpromex dzięki kwalifikacjom, czy przyjaźni ze śląskimi samorządowcami?
Piotr Guział znalazł się w radzie nadzorczej będzińskiej spółki Interpromex dzięki kwalifikacjom, czy przyjaźni ze śląskimi samorządowcami? Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta
Jeszcze w piątkowy poranek Piotr Guział twierdził, iż posadę członka rady nadzorczej miejskiej spółki z Będzina otrzymał, bo jego przyjaciele ze śląskiego samorządu postanowili wynagrodzić mu krzywdy wyrządzone przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Tak relacjonował tę historię "Gazecie Wyborczej". Gdy oskarżono go o kolesiostwo, szybko jednak oznajmił, iż... żartował. Wieczorem twierdził już, że zadecydowały jego rozległe kwalifikacje. I... "luźna znajomość" z prezydentem Będzina.

Piotr Guział ostro punktuje Hannę Gronkiewicz-Waltz. Burmistrz Ursynowa chyba nie przypuszczał jednak, iż sprawi to, że na celowniku znajdzie się on sam. Tak się jednak stało i w działalności publicznej Piotra Guziała również udało się znaleźć kilka poważnych znaków zapytania. Jednym z nich są okoliczności, w jakich burmistrz znalazł się w składzie rady nadzorczej miejskiej spółki Interpromex z Będzina. Kiedy pierwszy raz dziennikarze zapytali o to Guziała, ten stwierdził, iż lukratywne stanowisko otrzymał od kolegów z będzińskiego samorządu w ramach zadośćuczynienia za... krzywdy wyrządzone mu przez prezydent Warszawy.

Burmistrz Ursynowa w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przekonywał, że kiedyś odwiedzili go zaprzyjaźnieni włodarze Będzina i Częstochowy. W pewnym momencie rozmowa miała zejść na tematy związane z krzywdami, które Hanna Gronkiewicz-Waltz mu wyrządza. "Słuchaj, trzeba ci to jakoś zrekompensować" - mieli stwierdzić śląscy samorządowcy. A po miesiącu prezydent Będzina miał niespodziewanie zadzwonić do Guziała, by ten podał dane potrzebne, by wpisać go na listę członków rady nadzorczej Interpromexu. "Postanowiłem powołać cię do rady nadzorczej największej spółki w Będzinie, czas, żeby wyrównać te krzywdy, których doznałeś, też i finansowe" - tak rozmowę z przyjacielem z Będzina relacjonował Guział. Taka była wersja dla "Wyborczej".

Z burmistrza niezły żartowniś
Gdy te słowa odbiły się głośnym echem, a ursynowskiego samorządowca zaczęto oskarżać o zwykłe kolesiostwo, Piotr Guział postanowił tę historię opowiedzieć jeszcze raz. Tym razem w rozmowie z portalem tvnwarszawa.pl. Teraz tłumaczy, że z dziennikarzami "Gazety Wyborczej" po prostu sobie zażartował. - Ponad 10 lat temu zdałem egzamin państwowy na członka rady nadzorczej spółki skarbu państwa. A poza tym mamy doświadczenie w zarządzaniu spółkami, wykształcenie ekonomiczne na kierunku gospodarka publiczna. Jako burmistrz jestem osobą zaufania publicznego i od 15 lat działam w samorządzie - mówi już z pełną powagą.


I podkreśla, że prezydent Będzina po prostu dostrzegł, iż jest osobą, która spełnia niezwykle wiele warunków pozwalających na zasiadanie w radach nadzorczych miejskich spółek. Niestety na koniec daje do zrozumienia, że o tym, kto zasiada w szefostwie spółek obracających publicznymi pieniędzmi nie decydują tylko i wyłącznie obiektywne kwalifikacje. Piotr Guział przyznaje bowiem, że nie bez znaczenia była znajomość z prezydentem Będzina Łukaszem Komoniewskim. - Znamy się luźno z działalności politycznej. Prezydent dokonywał zmian w składach rad nadzorczych spółek i szukał kogoś z zewnątrz, kto miałby obiektywne, chłodne spojrzenie - mówi popularny samorządowiec.


Źródło: Gazeta.pl / TVNWarszawa.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...