
Kłopoty techniczne, niekończące się podziękowania oraz... niespodziewane nagranie - to wszystko można było zobaczyć w pierwszej po wakacjach "Kropce nad i". I choć w samym programie żadne zaskakujące politycznie deklaracje nie padły – działo się.
REKLAMA
Gościem poniedziałkowej – pierwszej po wakacjach – "Kropki nad i" był Jacek Kurski. Prowadząca program musiała przypomnieć widzom, że jej gość jest politykiem Solidarnej Polski, gdyż jak się okazało, nie zabrał on swojej nieodłącznej plakietki. – Dzisiaj zapomniałem nalepki. Mam nadzieję, że po najbliższej niedzieli nie będzie już trzeba jej nosić – stwierdził Kurski. Polityk nawiązał w ten sposób do zbliżających się wyborów uzupełniających do Senatu na Podkarpaciu, gdzie o głosy walczy kandydat jego partii.
Jednak brak plakietki nie był jedynym "problemem technicznym", który pojawił się w TVN24. Zanim jeszcze program się rozpoczął, widzowie mieli okazję zobaczyć materiał filmowy z... protestem w obronie delfinów, a także archiwalne nagranie startu rakiety kosmicznej (prawdopodobnie chińskiej produkcji).
Po chwili, gdy jednak udało się opanować antenę i na ekranie pojawiło się studio "Kropki", prowadząca program powiedziała do swojego gościa: – Jest pan niemoralny – . Dlaczego? To miał wyjaśnić materiał filmowy. Niestety, zamiast fragmentu przemówienia Jarosława Kaczyńskiego, na ekranach telewizorów pojawiła się "stopklatka" z wizerunkiem szefa PiS. To zaś wywołało rozluźnienie atmosfery w studio i gromki śmiech zarówno prowadzącej jak i gośćia. Na szczęście i to udało się wreszcie opanować.
Monika Olejnik rozmawiała ze swoim gościem głównie na temat zbliżających się wyborów uzupełniających do Senatu, które odbędą się już w najbliższą niedzielę. Opozycja krytykuje bowiem "Solidarną Polskę" za wystawienie mało znanego Kazimierza Ziobro, którego nazwisko może kojarzyć się Zbigniewem Ziobrą, co może wprowadzić głosujących w błąd.
W międzyczasie można było także usłyszeć dźwięk dzwonka telefonu komórkowego, który nie został wyciszony przed wejściem do studia. Jednak nie to było gwoździem programu. Największym zaskoczeniem dla gościa było nagranie, na którym widać samochód Jacka Kurskiego jadącego po ścieżce rowerowej.
– Tuż obok mnie stał wóz TVN-u – próbował się tłumaczyć polityk. – Przy takim deszczu wycofanie się groziło przejechaniem ludzi. Dziennikarze umówili się ze mną w tym miejscu. To nagranie spod przedszkola nr 75 w Gdańsku, gdzie odwożę swojego syna. To bardzo szeroka ścieżka rowerowa. Tam się po prostu staje – tłumaczył Jacek Kurski.
Jak wyjaśniał polityk Solidarnej Polski, chciał zrobić dziennikarzom grzeczność. – Zrobiłem grzeczność TVN-owi i obrywam od TVN-u – dziwił się polityk.
