
Kurs języka chińskiego, nauka robienia sushi, szermierka – harmonogram dnia dzieci w wieku szkolnym bywa równie napięty, co plan dnia ich rodziców. Które z zajęć pozalekcyjnych pomogą dziecku w rozwoju, a które z nich są jedynie (i aż) ekstrawagancją nadambitnych rodziców? Kiedy powinna zapalić się nam ostrzegawcza lampka, że „to już za dużo”?
REKLAMA
Rynek zajęć pozalekcyjnych dla najmłodszych dzieci przeżywa w Polsce prawdziwy boom. Bo i popyt na nie jest ogromny. Rodzice, którym marzy się, by ich dziecko rozwijało się w możliwie najbardziej wszechstronny sposób, zapisują swoje pociechy na coraz bardziej oryginalne zajęcia. A wyrastające jak grzyby po deszczu szkoły prześcigają się w coraz to zmyślniejszych propozycjach.
Najbardziej oryginalne? Nauka gry w golfa, lekcje języka chińskiego, warsztaty z robotyki, joga, lekcje tańca towarzyskiego... To wszystko dla dzieci, które nie poszły nawet do szkoły – np. zajęcia z gotowania w jednej z warszawskich szkół mogą zacząć dzieci w wieku trzech lat. Podobnie rzecz ma się w szkółkach golfa – próbować sił w tej dyscyplinie mogą już pięciolatkowie.
Nie dajmy ponieść się ambicji
– Nie widzę w tym nic złego, ale myślę też, że dzieci nie potrzebują w tym wieku aż tylu bodźców – uważa Barbara Rohrborn, psycholożka z Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego. – Ich zakres potrzeb, wsparcie rozwoju w wieku przedszkolnym koncentruje na podstawowych rzeczach, takich jak bliskość rodziców, poświęcenie mu uwagi, kontakt z rówieśnikami – dodaje.
– Nie widzę w tym nic złego, ale myślę też, że dzieci nie potrzebują w tym wieku aż tylu bodźców – uważa Barbara Rohrborn, psycholożka z Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego. – Ich zakres potrzeb, wsparcie rozwoju w wieku przedszkolnym koncentruje na podstawowych rzeczach, takich jak bliskość rodziców, poświęcenie mu uwagi, kontakt z rówieśnikami – dodaje.
Rohrborn jest także zdania, że często nadmiar zajęć pozalekcyjnych dzieci wynika z wyobrażeń ich rodziców:
Zajęcia dla dzieci, zwłaszcza tych w wieku przedszkolnym, nie muszą być wyspecjalizowane. Czasem dla rozwoju dziecka najlepsze są proste rzeczy – ich wyobraźnia rozwija się na przykład, gdy z przedszkola wrócimy do domu inną drogą niż zazwyczaj.
Podążać za dzieckiem, a nie przed
Podobnego zdania jest Joanna Kluzik-Rostkowska, polityk, a prywatnie mama trójki dzieci. Niedawno na antenie TVP 1 przyznała, że zapisała swoje pociechy m.in. na szachy, jazdę konną, czy naukę języków obcych. – Jestem zwolenniczką tego, by dzieci robiły coś ponadto, że chodzą do szkoły, a wieczorem domu odrabiają lekcje. Ale nie mam przeświadczenia, że dziecko to „worek”, do którego należy włożyć wszystko to, co chcielibyśmy je nauczyć. Natomiast bardzo często jest tak, że dzieci chcą próbować różnych rzeczy. Ja daję im taką szansę. Jeśli się na czymś sparzą, nie będą chciały tego robić – OK, rezygnujemy i szukamy dalej. Trzeba podążać za dzieckiem, a nie przed nim. Nic na siłę.
Podobnego zdania jest Joanna Kluzik-Rostkowska, polityk, a prywatnie mama trójki dzieci. Niedawno na antenie TVP 1 przyznała, że zapisała swoje pociechy m.in. na szachy, jazdę konną, czy naukę języków obcych. – Jestem zwolenniczką tego, by dzieci robiły coś ponadto, że chodzą do szkoły, a wieczorem domu odrabiają lekcje. Ale nie mam przeświadczenia, że dziecko to „worek”, do którego należy włożyć wszystko to, co chcielibyśmy je nauczyć. Natomiast bardzo często jest tak, że dzieci chcą próbować różnych rzeczy. Ja daję im taką szansę. Jeśli się na czymś sparzą, nie będą chciały tego robić – OK, rezygnujemy i szukamy dalej. Trzeba podążać za dzieckiem, a nie przed nim. Nic na siłę.
To podejście zdaje się pochwalać Rohrborn. – Nie demonizujmy zajęć pozalekcyjnych. Często jest po prostu tak, że dzieciom te zajęcia bardzo się podobają. Czemu wtedy powinniśmy z nich rezygnować? – pyta retorycznie.
Rodzic realizuje plan
Kiedy powinna zapalić się nam "czerwona lampka"? Sygnał, że nie realizujemy już potrzeb naszych dzieci, tylko zaspokajamy własne ambicje? – To moment kiedy dziecko nie chce chodzić na zajęcia, jest zmęczone i znużone. To znak, że poszliśmy krok za daleko – dodaje Rohrborn.
Kiedy powinna zapalić się nam "czerwona lampka"? Sygnał, że nie realizujemy już potrzeb naszych dzieci, tylko zaspokajamy własne ambicje? – To moment kiedy dziecko nie chce chodzić na zajęcia, jest zmęczone i znużone. To znak, że poszliśmy krok za daleko – dodaje Rohrborn.
Dota Szymborska-Dyrda, redaktorka naczelna portalu o wczesnej edukacji pisze w sposób dosadny: – Nadambitny rodzic realizuje PLAN. Niestety, mało prawdopodobne, by efektem tego było szczęśliwe dziecko. Nie będzie to mały odkrywca, lecz przeedukowany kilkulatek.

