
Polacy pokonali reprezentację San Marino w wyjazdowym meczu eliminacyjnym do Mistrzostw Świata 2014. Jednak to nie o zwycięstwie naszej kadry mówi się po tym spotkaniu najgłośniej. Uwagę większości fanów piłki nożnej przykuł fakt, że jedna z najsłabszych drużyn świata w końcu strzeliła gola. Padło właśnie na nas.
REKLAMA
Choć wygrana Polaków nikogo nie zaskoczyła, to mecz nie odbył się bez niespodzianek. Niestety nie z naszej strony. Polska kadra bez przeszkód pokonała reprezentację San Marino wbijając im pięć bramek. Jednak na początku się na to nie zapowiadało.
Po szybkim prowadzeniu Polaków 1:0, drużyna z San Marino wyrównała po pięknym dośrodkowaniu. Na tym jednak (na szczęście) ich dobra passa się skończyła. Polacy bez Roberta Lewandowskiego w składzie dołożyli kolejne cztery trafienia i tym samym zachowali szanse na awans do fazy grupowej mundialu w 2014 roku. Niestety tylko matematyczne.
W trakcie spotkania w oczy rzucała się słaba skuteczność Pawła Brożka oraz tragiczna dyspozycja Sebastiana Boenisha, którego ogrywali nawet nasi słabi przeciwnicy. Ich bramka w tym spotkaniu była pierwszą, jaką strzelili w trakcie tych eliminacji i zaledwie drugą w ciągu ostatnich pięciu lat. Poprzednio ten "zaszczyt" przypadł… Malcie.
Dlatego też nie dziwi radość piłkarzy San Marino po zdobytym golu.
