Stefan Niesiołowski pisze o "infekcji", na którą cierpią liberalno-lewicowe środowiska
Stefan Niesiołowski pisze o "infekcji", na którą cierpią liberalno-lewicowe środowiska Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

"Infekcja życia publicznego polega na bezradności bardzo wielu środowisk w zdiagnozowaniu rzeczywistości i odrzuceniu pisowskiej narracji" – narzeka na łamach "Gazety Wyborczej" poseł PO Stefan Niesiołowski. Jak twierdzi, wiele osób, w tym m. in. dziennikarze "GW" i "Polityki", a także chociażby prezes Polskiej Akademii Nauk, popełnia błąd traktując "wariacki margines" jako uprawnioną i równorzędną opinię.

REKLAMA
Zdaniem Stefana Niesiołowskiego reprezentanci środowisk, którzy twierdzą, że Platforma nie spełnia wyborczych obietnic i nie reformuje państwa, to "pożyteczni idioci". Do tej grupy parlamentarzysta PO zalicza dziennikarzy, którzy zbyt często podchodzą poważnie do tez głoszonych na prawicy. "Poważny tygodnik 'Polityka' zamieścił na okładce obok siebie fotografie Grzegorza Brauna, wzywającego do mordowania dziennikarzy, oraz mojej skromnej osoby (nie przypominam sobie, bym wygłaszał podobne apele)" – pisze.
Innym przykładem jest dla Niesiołowskiego postawa dziennikarza "Gazety Wyborczej" Witolda Gadomskiego, który "dostrzega same błędy PO i zalety Kaczyńskiego". Jeden z jego tekstów poseł zalicza do "kampanii dyskredytacji Platformy". "To, że prowadzi ją obóz radiomaryjno-pisowski, to jasne. Ale dlaczego robią to ludzie, którzy tego obozu nie popierają?" – pyta.
"Zainfekowani" są według Niesiołowskiego także np. prezesi Polskiej Akademii Nauk i Business Centre Club. Pierwszemu dostało się za to, że zachęca do poważnej dyskusji z "bredniami Macierewicza", a drugi "usprawiedliwiał insynuacje Kaczyńskiego na temat szemranego pochodzenia ludzi biznesu i szkodliwości reformy OFE".
Zdaniem parlamentarzysty PO postawa środowisk, które nie popierają PiS, powinna być zupełnie inna. Powinny marginalizować poglądy drugiej strony, a nie z nimi dyskutować. "[Obecna sytuacja] bardzo przypomina sytuację w Republice Weimarskiej, gdy antysemityzm NSDAP był uznawany za pogląd może trochę przesadny, nie zawsze słuszny, przejaskrawiony, czasem zbyt wulgarny, ale przecież zasadniczo trafnie opisującyc rzeczywistość" – stwierdza Niesiołowski.
I stawia tezę: "Dziś miarą patriotyzmu jest stosunek do PiS, albowiem to partia Kaczyńskiego jest największym zagrożeniem dla Polski".
To nie pierwszy raz, kiedy Niesiołowski narzeka na medialną nieprzychylność dla PO. Na antenie Polsat News przekonywał niedawno, że to media nieprzytomnie atakują jego partię, czego wynikiem jest spadek społecznego poparcia. Podzielił je na dwie kategorie: nieżyczliwie neutralne jak Polsat czy "Gazeta Wyborcza" i absolutnie wroga cała reszta. "Żakowski nas nienawidzi, Smolar, Kolenda-Zaleska w dużym stopniu, Środa. Ja tego nie rozumiem" – mówił.