Radosław Sikorski przyznaje, że to nie on wymyślił kompromisowe rozwiązanie dla Syrii.
Radosław Sikorski przyznaje, że to nie on wymyślił kompromisowe rozwiązanie dla Syrii. fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta

Po tym jak "Die Welt" opisał decydującą rolę w wymyśleniu innego niż zbrojny sposobu rozwiązania konfliktu w Syrii, został okrzyknięty "supermenem". Jednak żył chwałą tylko trzy dni, bo w wywiadzie dla "Financial Times" dementuje ustalenia niemieckiego dziennika. – "Ale jest prawdą, że wyraziłem to być może zanim inni byli gotowi to podnieść" – dodał skromnie.

REKLAMA
Według ustaleń dziennika "Die Welt" to Radosław Sikorski miał wymyślić kompromisowe rozwiązanie sprawy amerykańskiej interwencji zbrojnej w Syrii, a tym samym uratować skórę Barackowi Obamie. Pomysł polega na włączeniu Rosji w likwidację arsenału chemicznego al-Assada i przekazanie sprawy na poziom międzynarodowy. Radosław Sikorski w wywiadzie dla dziennika "Financial Times" ocenia, że jego rola jest przeceniana, a pomysł już ponad rok temu miał rzucić senator Richard Lugar. Polski minister miał tylko tę ideę powtórzyć.

Sikorski nie przypisuje sobie autorstwa tej propozycji, zauważając, że senator Richard Lugar, współzałożyciel organizacji Nunn-Lugar, zwalczającej broń masowego rażenia w byłym Związku Radzieckim, zaproponował to "dawno temu". Lugar ponad rok temu powiedział w Moskwie, że Rosja i Stany powinny wspólnie objąć kontrolę nad syryjskim arsenałem chemicznym. Sikorski powtórzył ten pomysł krótko po ataku chemicznym z 21 sierpnia. "Ale to prawda, że powiedziałem o tym być może zanim inni byli gotowi o tym debatować". CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Financial Times"

Z ulgą podchwyciła tę myśl administracja Baracka Obamy. Amerykański prezydent kilka miesięcy temu nieopatrznie wyznaczył "czerwoną linię", którą miało być użycie broni chemicznej przeciwko cywilom. Kiedy reżim al-Assada się do tego posunął, Obama zaczął mozolnie montować koalicję, ale właściwie pozostał sam na placu boju. Realne było też niebezpieczeństwo, że Kongres nie wyrazi zgody na uderzenie.

Źródło: "Financial Times"