[url=http://tinyurl.com/l7lrlj4]Jak najlepiej wychowywać dzieci?[/url]
[url=http://tinyurl.com/l7lrlj4]Jak najlepiej wychowywać dzieci?[/url] Fot. Shutterstock

"Wuja należy pocałować w rękę, na przywitanie ładnie dygnąć. Trzeba wiedzieć, którym widelcem jeść rybę morską, a na imieniny do cioci ubrać się w białą bluzkę" – tak portal kobieta.pl zajawia wywiad z psycholog Dorotą Zawadzką. Czy jest to rzeczywiście najważniejsze w wychowaniu dziecka? Czy nie chodzi przede wszystkim o rozsądną miłość bez skojarzeń z brutalną kindersztubą?

REKLAMA
Weronika Lewandowska w swoim dzisiejszym tekście, podkreślając błędne, wyjściowe rozumienie pojęcia "wychowanie bezstresowe" , mówi, że „pozwalanie dziecku na wszystko, jest o krok od jego rozwydrzenia” i że „wobec dziecka wychowywanego metodą bezstresową nie stosuje się żadnych kar i dyscypliny”. Zastanówmy się, co możemy rozumieć pod pojęciem kary. Warto się też zastanowić jeszcze raz nad rzeczywistym znaczeniem terminu wychowania bezstresowego i jego dzisiejszą nadinterpretacją.
Autorem koncepcji wychowania bezstresowego jest Benjamin Spock, którego poglądy na rozsądne wychowanie dziecka zostały błędnie odczytane przez większą część pokolenia czytającego książkę „Dziecko, pielęgnacja i wychowanie. Poradnik dla nowoczesnych rodziców”. Dorota Zawadzka w wywiadzie dla portalu kobieta.pl mówi:

Bezstresowe wychowanie miało znaczyć tyle, abyśmy nie dokładali dzieciom stresów do tych, które one już mają. Kiedy dziecko wchodzi w nowe środowisko, np. szkolne, jest już wystarczająco zestresowane, więc powtarzanie, że musi być najlepsze, jest złe. Podobnie źle jest kazać mu podczas niedzielnego obiadu u babci recytować wierszyk przed całą rodziną. I o takie bezstresowe wychowanie chodziło. A my to hasło rozciągnęliśmy do granic wygody. CZYTAJ WIĘCEJ


"Będziesz tu siedzieć póki nie zjesz do końca"
Nie będę pisać o moim dzieciństwie i metodach moich rodziców. Przypominam sobie jednak jeden obrazek z obchodów koronacji Wilhelma Aleksandra w Holandii w kwietniu tego roku. W Maastricht obchodzono tę uroczystość bardzo hucznie – zabawami na ulicach, pokazami cyrkowymi, muzyką. Niektórzy pili piwo w ogródkach restauracyjnych.
Siedząc w jednym z takich ogródków zauważyłam duży stolik przy którym siedziało kilka par rodziców ze swoimi dziećmi. Obrazek ten uderzył mnie tym bardziej nie tylko dlatego, że dzieci siedziały grzecznie na krzesłach, ale też dlatego, że dobrze się bawiły rozmawiając ze sobą i z rodzicami. Nie były wcale sztywne i przesadnie poprawne – śmiały się głośno, jadły lody i wyglądały na naprawdę szczęśliwe.
Tak sobie właśnie wyobrażam dzieci wychowane przez mechanizmy wychowania bezstresowego, w którym najważniejsze jest traktowanie dziecka jak człowieka. Rodzice stawiają w nim rozsądne granice, jednocześnie nie przymuszając go i nie stosując metody „Co dostałaś z kartkówki?” –„4” – „A co Asia dostała?”.
To, co chcę powiedzieć to to, że w bezstresowym wychowaniu, nie chodzi o to, aby pozwalać dziecku na wszystko. W samym wychowaniu chodzi przecież tylko o to, żeby dziecko przede wszystkim kochać, kochać rozsądnie (mimo, że to momentami bardzo trudne), a nie żeby skupiać się na kindersztubie w rodzaju „moje dziecko musi wiedzieć którym widelcem jeść rybę”.
Dodatkowo, temat surowego wychowania, w którym dobre maniery są najważniejsze, często wiąże się ze stosowaniem kar cielesnych i psychicznych, które dla mnie są niedopuszczalne. Z badań przeprowadzonych przez TNS OBOP w 2012 roku wynika, że aż 2/3 Polaków uważa, że dziecku w niektórych sytuacjach trzeba dać klapsa.
Mądrzejsi od nas
"Polityka" przywołuje postać Silvana Tomkinsa, psychologa i autora teorii afektywnej, który stwierdził, że u osób, których rodzice koncentrują uwagę na potrzebach dzieci, szanują je i tworzą warunki do wyrażania uczuć, powstaje tak zwany skrypt pozytywny.

Wiąże się on z zaufaniem do innych i siebie oraz ze światopoglądem, w którym człowiek spostrzegany jest jako dobry, a jego potrzeby i emocje stanowią najważniejszą wartość. Wychowanie skoncentrowane na uczeniu przede wszystkim posłuszeństwa wobec norm i standardów, niezależnie od potrzeb i pragnień dziecka, prowadzi do negatywnego skryptu emocjonalnego i systemu przekonań, w którym człowiek jest instrumentem podporządkowanym realizacji wartości nadrzędnych wobec niego. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: "Polityka"

Z kolei Theodor Adorno ukuł pojęcie osobowości autorytarnej, czyli takiej, która twierdzi, że "świat jest pełen niebezpieczeństw, a ludzie źli. W tym samym tekście znajdziemy jego teorię w której Adorno twierdzi, że osoby o takiej osobowości przejawiają agresję wobec osób naruszających normy, postrzegają relacje międzyludzkie w kategoriach uległości i dominacji.

Zdaniem Adorno, rodzice osób autorytarnych stosują surowe kary i wymagają bezwzględnego posłuszeństwa, nie ujawniają uczuć wobec dziecka, pogardliwie natomiast odnoszą się do osób stojących niżej w hierarchii społecznej". W dziecku wywołuje to ogromną wrogość, ale też obawę przed ujawnieniem agresywnych uczuć i wyrzuty sumienia. Tłumiąc agresję, młody człowiek zaczyna identyfikować się z rodzicami i przemieszczać wrogie impulsy na innych ludzi – najczęściej z grup, wobec których agresja może spotkać się z aprobatą rodziców, np. mniejszości etnicznych. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: "Polityka"

Myślę, że te dwie teorie mają w sobie wiele prawdy. Nie chodzi więc o pozwalanie na wszystko, ani zachowania według znanej anegdotki, w której w autobusie jedzie pan, obok niego siedzi kobieta z dzieckiem na kolanach, które kopie pana w nogę. Kiedy zwraca się dziecku uwagę, pani odpowiada, że wnuczek był wychowany bezstresowo. Nagle wstaje z miejsca student, przykleja pani gumę do żucia i mówi, że też był wychowywany bezstresowo.
Nie chodzi przecież o rozpieszczanie, ani robienia poligonu z domu. Chodzi o normalną relację, w której dziecko nie jest atakowane, ale jest przede wszystkim kochane i czuje, że nie jest w stresie. Zacznijmy więc od siebie - dziecko w końcu przejmuje nasze postawy, bo dla niego jesteśmy pierwszym autorytetem. Przecież dzieciństwo chyba nie jest po to, żeby się stresować?