![[url=http://tinyurl.com/l7lrlj4]Jak najlepiej wychowywać dzieci?[/url]](https://m.natemat.pl/f4c1d888b8a04a0445b5dd1c8655b2e6,1500,0,0,0.jpg)
"Wuja należy pocałować w rękę, na przywitanie ładnie dygnąć. Trzeba wiedzieć, którym widelcem jeść rybę morską, a na imieniny do cioci ubrać się w białą bluzkę" – tak portal kobieta.pl zajawia wywiad z psycholog Dorotą Zawadzką. Czy jest to rzeczywiście najważniejsze w wychowaniu dziecka? Czy nie chodzi przede wszystkim o rozsądną miłość bez skojarzeń z brutalną kindersztubą?
Bezstresowe wychowanie miało znaczyć tyle, abyśmy nie dokładali dzieciom stresów do tych, które one już mają. Kiedy dziecko wchodzi w nowe środowisko, np. szkolne, jest już wystarczająco zestresowane, więc powtarzanie, że musi być najlepsze, jest złe. Podobnie źle jest kazać mu podczas niedzielnego obiadu u babci recytować wierszyk przed całą rodziną. I o takie bezstresowe wychowanie chodziło. A my to hasło rozciągnęliśmy do granic wygody. CZYTAJ WIĘCEJ
"Będziesz tu siedzieć póki nie zjesz do końca"
Nie będę pisać o moim dzieciństwie i metodach moich rodziców. Przypominam sobie jednak jeden obrazek z obchodów koronacji Wilhelma Aleksandra w Holandii w kwietniu tego roku. W Maastricht obchodzono tę uroczystość bardzo hucznie – zabawami na ulicach, pokazami cyrkowymi, muzyką. Niektórzy pili piwo w ogródkach restauracyjnych.
"Polityka" przywołuje postać Silvana Tomkinsa, psychologa i autora teorii afektywnej, który stwierdził, że u osób, których rodzice koncentrują uwagę na potrzebach dzieci, szanują je i tworzą warunki do wyrażania uczuć, powstaje tak zwany skrypt pozytywny.
Wiąże się on z zaufaniem do innych i siebie oraz ze światopoglądem, w którym człowiek spostrzegany jest jako dobry, a jego potrzeby i emocje stanowią najważniejszą wartość. Wychowanie skoncentrowane na uczeniu przede wszystkim posłuszeństwa wobec norm i standardów, niezależnie od potrzeb i pragnień dziecka, prowadzi do negatywnego skryptu emocjonalnego i systemu przekonań, w którym człowiek jest instrumentem podporządkowanym realizacji wartości nadrzędnych wobec niego. CZYTAJ WIĘCEJ
Z kolei Theodor Adorno ukuł pojęcie osobowości autorytarnej, czyli takiej, która twierdzi, że "świat jest pełen niebezpieczeństw, a ludzie źli. W tym samym tekście znajdziemy jego teorię w której Adorno twierdzi, że osoby o takiej osobowości przejawiają agresję wobec osób naruszających normy, postrzegają relacje międzyludzkie w kategoriach uległości i dominacji.
Zdaniem Adorno, rodzice osób autorytarnych stosują surowe kary i wymagają bezwzględnego posłuszeństwa, nie ujawniają uczuć wobec dziecka, pogardliwie natomiast odnoszą się do osób stojących niżej w hierarchii społecznej". W dziecku wywołuje to ogromną wrogość, ale też obawę przed ujawnieniem agresywnych uczuć i wyrzuty sumienia. Tłumiąc agresję, młody człowiek zaczyna identyfikować się z rodzicami i przemieszczać wrogie impulsy na innych ludzi – najczęściej z grup, wobec których agresja może spotkać się z aprobatą rodziców, np. mniejszości etnicznych. CZYTAJ WIĘCEJ
Myślę, że te dwie teorie mają w sobie wiele prawdy. Nie chodzi więc o pozwalanie na wszystko, ani zachowania według znanej anegdotki, w której w autobusie jedzie pan, obok niego siedzi kobieta z dzieckiem na kolanach, które kopie pana w nogę. Kiedy zwraca się dziecku uwagę, pani odpowiada, że wnuczek był wychowany bezstresowo. Nagle wstaje z miejsca student, przykleja pani gumę do żucia i mówi, że też był wychowywany bezstresowo.

