Nie rzucaj papierami, jedź na farmę Rosenlund niedaleko Søndersø. "Kusiło mnie, żeby żyć inaczej"
Nie rzucaj papierami, jedź na farmę Rosenlund niedaleko Søndersø. "Kusiło mnie, żeby żyć inaczej"

Nie doją krów, ale pomagają przy budowie kurnika. Czyszczą i karmią konie, gotują i zajmują się pieleniem ogródka. Goście farmy w duńskim Rosenlund robią wszystko to, co nie przypomina ich codziennego życia w korporacji. Właśnie tu dowiadują się, że nie trzeba "rzucać papierami", aby zmienić swoje życie i być szczęśliwym. Trzeba tylko wiedzieć, jak rozmawiać nie tylko z szefem, ale i z samym sobą.

REKLAMA
Rozmawiamy przez Skype, gdzie teraz się pani znajduje?
Ewa Lorenz: Jestem w Danii na farmie Rosenlund niedaleko Søndersø, w pięknej Fionii.
A co pani widzi za oknem?
Siedzę przy biurku w moim pokoju. Jest ciepło, mam otwarte okno. Widzę sad, jabłonie na których właśnie dojrzewają owoce, maszt z powiewającą flagą państwową, którą Duńczycy wywieszają na specjalne okazje. Wczoraj skończyły się tu trwające tydzień warsztaty.
Czyli zupełnie inny krajobraz niż korporacyjny. O to właśnie chodzi?
Tak. Cisza i spokój, liczy się tylko „tu i teraz”. Nie ma blichtru i przepychu, jest życie, piękne widoki, przyjaźni ludzie, szczere do bólu rozmowy.
logo
Farmia Rosenlund

Jak trafiła pani na farmę?
Przygotowując w ramach projektu Lustrozobaczsiebie.pl spacer na Kopiec Kościuszki współpracowałam z Zofią Aleksandrą Żuczkowską i Karstenem Schacht-Petersenem, certyfikowanymi trenerami NVC (Porozumienia Bez Przemocy, metody komunikacji sformułowanej przez Marshalla B. Rosenberga). Zarazili mnie swoim podejściem do ludzi i życia, postanowiłam wziąć udział w prowadzonym przez nich w Warszawie „Intensywnym Treningu NVC”. Po jego zakończeniu chciałam pogłębić temat i praktykować w prawdziwym życiu to, czego nauczyłam się w teorii. Karsten zaprosił mnie na farmę, której jest właścicielem. I jestem.
A zanim znalazła się pani na farmie? Czym się pani zajmowała?
Przez wiele lat pracowałam w korporacji. Zmęczyłam się, nie chciałam być do dyspozycji pracodawcy przez 7 dni w tygodniu. Kusiło mnie, żeby żyć inaczej. Założyłam własną działalność, zajmowałam się marketingiem i PR-em. Później nawet jako freelancer realizowałam wiele dużych i ciekawych projektów, ale ciągle czegoś brakowało. Chciałam realizować projekty wspierające ludzi, projekty o wymiarze społecznym, dlatego był spacer.
A co konkretnie pani robiła?
Na przykład byłam menedżerem w dużym centrum handlowym albo wprowadzałam na rynek polski urządzenie do serwisowania układów klimatyzacji w samochodach osobowych i ciężarowych.
logo
Farmia Rosenlund

A jest pani teraz szczęśliwa?
Tak, cieszę się, że jestem gdzie jestem, że z panem rozmawiam, że mam możliwość opowiedzieć o Rosenlund.
A dlaczego pani zdaniem o Rosenlund warto mówić?
Bo jest to dobre miejsce, aby odetchnąć od korporacyjnej codzienności, kiedy jesteśmy nią zmęczeni, czujemy nieustanny stres i napięcie. Żyjemy w błędnym kole i chcemy je przerwać natychmiast. Jesteśmy o krok od rzucenia szefowi wypowiedzenia na stół. Właśnie w takim momencie warto zatroszczyć się o siebie w sposób szczególny, zmienić na chwilę otoczenie, złapać dystans. Po prostu przyjechać do Rosenlund i sięgnąć po wsparcie, spotkać ludzi, którzy są w podobnej sytuacji.
Czyli farma jest dla ludzi, którzy pracują w korporacji i czują, że coś jest nie tak?
Tak. Czasem w chwili absolutnego zmęczenia podejmujemy pochopne decyzje, bo nie wiemy jak zmienić nasz sposób funkcjonowania w firmie, jak rozmawiać z szefem np. o tym, że nadmiar pracy nas przytłacza.
I naprawdę uważa pani, że da się rozmawiać z szefem dużej firmy, który trzyma się tych wszystkich sztywnych reguł? Że mamy pole do negocjacji jako zwykły, szary pracownik?
Propagowana tu metoda NVC daje nam możliwość skutecznej i precyzyjnej komunikacji w sytuacjach kryzysowych, konfliktowych. Pozwala mówić o sobie i o tym czego potrzebujemy, bez ocen, krytyki i obwiniania.
logo
Farmie Rosenlund

I co nam to daje?
Czasem samo wyartykułowanie tego, co dla nas ważne wystarczy, aby poczuć ulgę. Bo ulgę daje świadomość, że wiemy o co nam chodzi, czego chcemy, co tak naprawdę nas męczy, że wiemy jak to wyrazić. Koncentracja na własnej frustracji i niewygodzie sprawia, że czujemy się coraz gorzej, tracimy kontakt z rzeczywistością, zamykamy się i widzimy tylko jedno rozwiązanie – rezygnację. A przemyślenia, do których Karsten motywuje tu na farmie pozwalają nam spojrzeć na własną sytuację z innej strony. Bo każdy sam podejmuje decyzję jak będzie wyglądał ten nowy rozdział w jego życiu o którym marzy.
Co ci ludzie robią na farmie? Doją krowy?
Krów akurat nie doją, ale aktualnie budujemy kurnik. A tak na poważnie na farmie bardzo ważna jest wspólnota. Chodzi o prace, które wykonujemy na rzecz siebie nawzajem, na przykład gotowanie, sprzątanie. Mamy czas na rozmowę, dyskusje, wzajemne wspieranie się. Czasem w historii drugiego człowieka możemy zobaczyć siebie, jak w lustrze.
Jest tutaj bardzo ważne, aby każdy, kto podejmuje się jakieś pracy, robił to z radością i z własnej woli. To pozwala nam odpowiedzieć na proste pytania, takie jak: Czy ja naprawdę lubię gotować?
Czyli gotują. Co robią jeszcze?
Farma żyje, stale się rozbudowuje, wciąż jest coś do zrobienia - naprawy, ulepszenia, więc mamy projekty budowlane. Jest też ogród warzywny, w którym można wiosną i latem siać, pielić, podlewać. Można zająć się przygotowaniem przetworów z jabłek na zimę, pomalować jakąś ścianę, umyć okno.
logo
Farmie Rosenlund

Na Rosenlund przyjeżdżają ludzie pracujący w korporacji. Niektórzy zarabiają dużo pieniędzy, mają dobre samochody itd. Jak się czują z wykonywaniem tych prostych prac fizycznych?
Ostatnio spędziła tu trzy tygodnie wysoka urzędniczka państwowa ze Szwajcarii. Nie chciała wyjeżdżać. Przyjeżdża od lat. Gdy wraca do Rosenlund mówi, że wraca do domu, bo czuje się tutaj dobrze, bezpiecznie, może być sobą. Wykonywanie właśnie tych najprostszych fizycznych prac sprawia, że stajemy się prawdziwi. To dobry przykład na to, że każdy z nas jest człowiekiem, posiada ludzką godność i zasługuje na szacunek bez względu na to, jaką rolę pełni, co robi i ile osiągnął w biznesie czy w swoim osobistym życiu.
Jak długo trzeba tam przebywać, aby tego doświadczyć, poczuć zmianę, osiągnąć jakiś efekt?
Myślę, że wystarczą dwa, trzy tygodnie. Choć ja jestem tutaj drugi miesiąc i wciąż dzieje się wiele, poznaję siebie na nowo każdego dnia. Ale trzy tygodnie wystarczy, aby oderwać się od korporacyjnego pędu i ciągłego myślenia o tym, co mamy do zrobienia. Karsten często powtarza: skup się na dniu dzisiejszym, oddychaj, zrelaksuj się i ciesz się życiem.
Ilu było już u was Polaków?
Polacy przyjeżdżają tu już od wielu lat indywidualnie, tak jak ja lub na różne warsztaty np. w lipcu na Polden czyli polsko – duński festiwal życia, w którym uczestniczą rodziny z dziećmi lub bez, zakochane pary albo małżeństwa w kryzysie. Na Polden przyjeżdżają też poszukujący sensu życia single. Niedługo będzie okazja, aby przyjechać na międzynarodowe warsztaty sylwestrowe pt. „Szczęście – piąta strona świata”, które poprowadzi Karsten. Będą w nich uczestniczyć Polacy i Duńczycy, więc odbędą się w języku angielskim.
Ile kosztują warsztaty?
1.200 PLN za osobę, szczegółowe informacje można znaleźć na stronie projektu „Lustro Zobacz Siebie