
Fikcyjne adresy, zdjęcia ukradzione z gazet o aranżacji wnętrz, wirtualni właściciele, czy ogłoszenia, które straciły ważność kilka miesięcy wcześniej. Tak wygląda końcówka września, czyli okres, w którym studenci w popłochu szukają ostatnich wolnych mieszkań, czy pokoi. To także złoty okres dla oszustów zakładających nieuczciwie (choć zgodnie z prawem) działające agencje nieruchomości. Dodzwoniłem się do jednej z nich.
Napotykacie na stronę z ogłoszeniami. Kilka z nich wygląda znakomicie! Kuszą. Sporym metrażem, świetną komunikacją, nowoczesnym wyposażeniem, wreszcie niską ceną. Ale nigdzie nie ma telefonu do najemcy. Jest za to informacja – by zapłacić za rejestrację i mieć dostęp do bazy "all inclusive". Wtedy będziesz mógł przeglądać oferty, adresy i kontakty do woli. Przez kolejnych 30 dni.
Nie musisz już codziennie wydawać setek złotych na telefon, prasę, internet i przeglądać tysięcy ogłoszeń. Właśnie teraz możesz skorzystać z naszej oferty i bez uciążliwości wynająć swoje wymarzone mieszkanie!
"Halo, firma-krzak?"
Spróbowałem się dodzwonić do jednej z nich. Udałem wściekłego chłopaka, którego dziewczyna ciągle trafia na nieaktualne ogłoszenia. – To niemożliwe – odpowiedział pan w słuchawce. – Nasze oferty są ciągle odświeżane, najstarsza ma trzy tygodnie – usłyszałem, choć dobrze wiedziałem, że to kłamstwo.
Działają nieuczciwie, ale zgodnie z prawem. W regulaminach zastrzegają, że "wyłączają się z wszelkiej odpowiedzialności dotyczącej jakości, czy zapewnienia określonego celu", mają także "prawo do błędów i omyłek" oraz nie zapewniają "aktualności, kompletności i poprawności wszystkich informacji". Nie gwarantują także, że "usługi będą dostępne nieprzerwanie".
Z ich oferty aż sześć mieszkań było według moich kryteriów bardzo ciekawe, więc myśląc, że szansa na wynajem jest duża, zdecydowałam się abonament opłacić. Natychmiast zabrałam się za obdzwanianie wybranych miejsc i ku swemu rozczarowaniu za każdym razem słyszałam to samo: "Ależ proszę pani, oferta dawno nieaktualna. Wydawało mi się, że wycofałem ogłoszenie. Naprawdę jeszcze gdzieś je można znaleźć?!" Jakbym dopadła któregoś z cwaniaczków z tej agencji, to by z niego kupka prochu nie została, grrrrr! CZYTAJ WIĘCEJ
Dziś w internecie funkcjonuje jej poczwarka. Z tym samym lay-outem, z tymi samymi sloganami... Czy zniknie, jak jej poprzedniczka, tuż po wrześniowym mieszkaniowym boom?
Podobnych stron jest w polskiej sieci mnóstwo. Działają niemal w każdym dużym mieście. Jak w takim razie nie dać się nabrać? Oto kilka rad: Staraj się nie płacić nikomu ani złotówki zanim nie podpiszesz umowy najmu z właścicielem mieszkania. Unikaj więc sytuacji płacenia za dostęp do ofert, które najprawdopodobniej są fałszywe, a w najlepszym przypadku znajdziesz je na darmowych stronach w sieci. Jeśli pod kilkoma wybranymi ofertami widzisz ten sam numer telefonu, najpewniej przekieruje Cię on do agencji - odpuść.

