Leszek Balcerowicz uruchomił nowy licznik długu publicznego
Leszek Balcerowicz uruchomił nowy licznik długu publicznego Fot. Agata Grzybowska / Ag

W poniedziałek w centrum Warszawy Forum Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza ponownie uruchomiło licznik długu publicznego. Tym razem jednak został on uzupełniony o część ukrytą. "Jawny dług przekracza 57 proc. PKB, ale wraz z częścią ukrytą sięga 250 proc. PKB" – alarmuje Balcerowicz.

REKLAMA
Leszek Balcerowicz prezentując w Warszawie nową wersję licznika długu publicznego tłumaczył, że od tej pory będzie on uwzględniał "zobowiązania legislacyjne niemające pokrycia w papierach skarbowych". To na przykład przyszłe zobowiązania ZUS wobec dzisiejszych oraz przyszłych emerytów. Dodatkowo licznik został uzupełniony o sztucznie wyłączone z liczenia jawnego długu wydatki Krajowego Funduszu Drogowego, co oznacza, że dług ten wzrósł do 57,3 proc. PKB i wynosi prawie 936,5 mld zł.
Balcerowicz podczas spotkania z dziennikarzami komentował także ostatni pomysł rządu ws. II filara systemu emerytalnego. Jak stwierdził, przekazanie do ZUS-u znajdujących się w OFE obligacji Skarbu Państwa co prawda doprowadzi do zmniejszenia jawnej części długu publicznego, ale niczego nie zmieni w części ukrytej. "Można to porównać do wyrzucania śmieci za próg twierdząc, że poprawia się poziom higieny w mieszkaniu" – powiedział.
Leszek Balcerowicz

W Polsce recepty na klęskę są przedstawiane, jako recepty na cud, rywalizacja polityczna polega na proponowaniu rozwiązań złych z punktu widzenia perspektyw wzrostu czy wiarygodności. Politycy zabiegają o popularności przy pomocy sloganów i pustych haseł, a to nie jest typowa cecha demokracji. W Niemczech czy Wlk. Brytanii jest inaczej.


Ostra krytyka, jak z ust Balcerowicza płynie w kierunku rządzących, sprawiła, że były minister finansów narobił sobie nowych wrogów. Ostro uderza w niego m.in. Jacek Żakowski z "Polityki". Jak pisał w ostatnim felietonie, Balcerowicz powinien uważać na słowa, bo sam jako minister popełnił mnóstwo błędów.
"Balcerowicz nigdy niczego nie odwołał, a jego wyznawcom jakoś to nie przeszkadza. Wciąż marzeniami wracają do jego czterech wielkich reform, które były kosztownymi symulacjami reform. Dwuetapową edukację powszechną podzielono na trzy etapy (dołączono gimnazja), likwidując szkolnictwo zawodowe, a pozostawiając cały archaiczny model oraz program nauczania w zasadzie ogólnego, faktycznie byle jakiego" – przekonywał publicysta.
Źródło: "Puls Biznesu"