Łukasz Ojdana, 22-letni pianista jazzowego trio RGG
Łukasz Ojdana, 22-letni pianista jazzowego trio RGG Fot. Gosia Frączek

– Jeżeli dostajesz wiadomość, że jeden z najlepszych polskich zespołów zaprasza cię do współpracy na stałe, że za 3 miesiące wejdziesz do studia i nagrasz swoją debiutancką płytę i to z muzykami, którzy w stu procentach odpowiadają twojej wrażliwości muzycznej, to odpowiedz może być tylko jedna. Marzenia się spełniają – mówi Łukasz Ojdana, 22-letni pianista grający w RGG trio, będącym jednym z najbardziej popularnych bandów jazzowych w Polsce.

REKLAMA
"RGG dozuje słuchaczom uczucia, podając je w czystej, pozbawionej zbędnej oprawy formie. Potrafią być oszczędni, a za chwilę niebywale ekspresyjni, za każdym razem jednak wracając do kojącej ciszy" - tak o jazzowym trio pisze portal jazzarium.pl.
Od 2012 roku członkiem zespołu jest Łukasz Ojdana, który zastąpił jednego z założycieli Przemysława Raminiaka. Ledwie 22-letni, nazywany nadzieją polskiego jazzu, "tchnął wiatr w żagle RGG". Na początku października trio zagra podczas jednego z najbardziej prestiżowych festiwali jazzowych - Jarasum International Jazz Festival w Korei Południowej.
Skąd Łukasz wziął się w świecie muzyki? Jak, jako młody człowiek radzi sobie w świecie "wyjadaczy"? O tym wszystkim opowiedział w rozmowie z naTemat.
Na początek pytanie z gatunku łatwych tylko z pozoru. Powiedz - kim jesteś?
Jestem chłopakiem pełnym wiary w marzenia, które mam. Zupełnie zwyczajnie żyjącym i trochę sentymentalnie patrzącym na otaczający mnie świat.
"Łukasz przywrócił wiarę wszystkim tym, którzy powątpiewali, że na polskiej scenie jazzowej znajdzie człowiek, który bez pajacowania, mądrzenia się, strojenia i uśmiechania do telewizyjnych kamer przyniesie ze sobą po prostu muzykę" - takie zdanie znalazłem o Tobie w internecie. Motywujące?
Oczywiście! Powiem szczerze, że praca nad sobą, bo o takiej konkretnie trzeba tu powiedzieć, łączy się u mnie bezpośrednio z coraz większą pokorą wobec świata, ludzi i sztuki i życia.

Pamiętasz, jak zareagowałeś na propozycję Macieja Garbowskiego i Krzysztofa Gradziuka z RGG?
Oczywiście, że pamiętam, bo była to jedna z najważniejszych rozmów i wiadomości w moim życiu. Odbyła się dokładnie rok temu podczas Jazz Camping Kalatówki 2012.
Wahałeś się, czy przyjąć propozycję?
Wiesz, jeżeli dostajesz wiadomość, że jeden z najlepszych polskich zespołów zaprasza Cię do współpracy na stałe, że za 3 miesiące wejdziesz do studia i nagrasz swoją debiutancką płytę i to z muzykami, którzy w stu procentach odpowiadają twojej wrażliwości muzycznej, to odpowiedz może być tylko jedna. Marzenia się spełniają.
Zanim nagraliście płytę "Szymanowski", musieliście długo "docierać się" muzycznie?
Nie, współpraca od razu układała się wyśmienicie. Właściwie od początku mieliśmy wrażenie, jakbyśmy grali ze sobą "od zawsze".
Jesteśmy nie tylko partnerami na scenie, ale również, a może przede wszystkim przyjaciółmi i bardzo bliskimi sobie ludźmi. I, co ciekawe nie trzeba było zbyt długo czekać na "dotarcie się". Jeżeli chodzi o doświadczenie chłopaków, to faktycznie procentuje to w kontekście funkcjonowania całego organizmu zespołu.
Czuć to było podczas nagrywania płyty?
Sama sesja nagraniowa trwała tak naprawdę jeden dzień. Wszystko poszło naprawdę bardzo sprawnie.
To efekt tego wzajemnego porozumienia, o którym wspomniałeś?
Myślę, że tak. Szczerze mówiąc od kiedy razem współpracujemy, nigdy nie zdarzyło się żebym poczuł, że to porozumienie gdzieś umknęło.
Masz dopiero 22 lata. Udaje Ci się jeszcze prowadzić życie takie, jak prowadzą Twoi rówieśnicy?
Myślę, że na pierwszy rzut oka to życie jest bardzo podobne. Chociaż zajmowanie się muzyką w profesjonalny sposób wymaga pewnej samodyscypliny w organizacji czasu. Różnica była najbardziej widoczna w czasach szkoły średniej, kiedy uczęszczałem do dwóch szkół równocześnie. Wtedy czasu było bardzo mało, a obowiązków całe mnóstwo.
logo
Okładka płyty "Szymanowski" Fot. RGG

Jak przyjaciele odbierają Twoją muzykę? Przychodzą na Twoje koncerty?
Przede wszystkim bardzo mi pomagają. Jak? Zainteresowaniem, ciepłym słowem na temat mojej twórczości. Ale największym wsparciem jest dla mnie rodzina. Mama i tata kibicują mi i pomagają najlepiej jak to możliwe.
Od dziecka wiedziałeś, że muzyka to jest to, czym chciałbyś się w przyszłości zajmować?
Z muzyką jestem związany od siódmego roku życia, bo wtedy odbyła się moja pierwsza lekcja fortepianu. Z kolei z fortepianem jazzowym zapoznałem się w wieku szesnastu lat. I wtedy pomyślałem, że chciałbym zajmować się tym profesjonalnie. Myślę, że w moim przypadku wyglądało to dosyć standardowo. Pierwszy bodziec zaszczepiony przez rodziców, a kolejne decyzje wraz z upływem czasu zostały podjęte samodzielnie.
Wróćmy do muzyki. Opowiedz mi proszę o Waszym wyjeździe do Korei Płd. Gracie na niezwykle prestiżowym festiwalu.
Tak, Jarasum International Jazz Festival to jedna z największych imprez tego typu na świecie. Koncerty będą odbywać się na kilku scenach, w specjalnie urządzonym miasteczku festiwalowym na Żółwiej Wyspie. Będziemy występować przed czterdziestotysięczną publicznością, więc pewnie będę się czuł prawie jak na meczu piłkarskim (śmiech).