
– Pięćdziesiąt-sześćdziesiąt tysięcy miejsc pracy może pójść z dymem – szacuje na łamach "Do Rzeczy" Tomasz Wróblewski. A to za sprawą unijnej dyrektywy zakazującej m.in. sprzedaży papierosów mentolowych, nad którą w tym tygodniu ma głosować Parlament Europejski.
Według nowych przepisów nie będzie można sprzedawać różnych rodzajów papierosów, w tym mentolowych i slimów, które produkowane są głównie w Polsce. Zakazane będzie również mieszanie różnych rodzajów tytoniu. Zdaniem dziennikarza ucierpi na tym polska gospodarka i nasz bilans w handlu zagranicznym.
Publicysta krytykuje nie tylko przepisy, ale i firmy farmaceutyczne, którym zależy na wprowadzeniu nowego prawa w życie. Nowe regulacje, zdaniem Wróblewskiego, poszerzą rynek zapotrzebowania na ich wyroby tytoniowe udające lekarstwa. Ma tu na myśli np. plastry i gumy, które – jak pisze – są statystycznie mniej skuteczne przy odwyku w porównaniu do samozaparcia i woli uzależnionego. – Tak naprawdę wzmacniają łaknienie nikotyny i powodują wtórne uzależnienie od ich produktów – napisał publicysta.
Tomasz Wróblewski
"Do Rzeczy"
W swoim felietonie pochwalił jednak polskich eurodeputowanych, którzy solidarnie są przeciwko dyrektywie. – W tym tygodniu ujawniono wykradzioną jednemu z koncernów tytoniowych listę eurodeputowanych. Lista podzielona była na wrogich, niezdecydowanych i sprzyjających dyrektywie. Przeciwników absurdalnego prawa koncern tytoniowy zaznaczył sobie na zielono i… wszyscy polscy reprezentanci w Brukseli świecili na zielono – pisze Wróblewski.
Jego zdaniem za ten zielony kolor polskim europarlamentarzystom należy się uznanie.
źródło: "Do Rzeczy"
