Anne Applebaum mówi, że rozmowa Polaków zawsze kończy się na historii
Anne Applebaum mówi, że rozmowa Polaków zawsze kończy się na historii Fot. Maciej Zienkiewicz / AG

"Można zacząć od cen nieruchomości, wychowania dzieci czy nowych książek, ale finałem zawsze jest historia. Wojna przede wszystkim" – tak o rozmowach Polaków mówi w wywiadzie dla "Magazynu Świątecznego" Anne Applebaum, felietonistka "The Washington Post" i żona Radosława Sikorskiego.

REKLAMA
Znana dziennikarka, żona szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego, z "Magazynem Świątecznym" rozmawia w przeddzień polskiej premiery jej książki, "Za żelazną kurtyną". Jak wspomina, powodem jej zainteresowania historią totalitaryzmu w Europie Środkowo-Wschodniej, także w Polsce, była ciekawość, jak to możliwe, że komuniści już kilka lat po wojnie zniszczyli różnorodność tego obszaru.
"W swojej książce opisuję trzy różne kraje: Polskę, Niemcy i Węgry - zupełnie inne historie i inne doświadczenia wojny. Polska - kraj koalicji antyhitlerowskiej. Węgry - kraj Osi, no i Niemcy - państwo Adolfa Hitlera. Jednak ktoś, kto w 1950 roku przyjechałby z Londynu do Warszawy, Budapesztu czy Berlina wschodniego, nie dostrzegłby różnic. To był jeden homogeniczny obszar. Fascynowało mnie, jak to możliwe" – mówi.
Według Applebaum w Ameryce nie brakuje książek o zimnej wojnie czy o Stalinie, ale nie ma nic o doświadczeniu ludzi z naszego regionu. "Wiemy, czym zimna wojna była dla Ameryka, ale nie rozumiemy, czym była dla was. Gdyby nie rozmowy z ludźmi, nie zrozumiałabym, co tu się stało. Musiałam dotknąć indywidualnego doświadczenia. Dlaczego jedni walczyli w antykomunistycznej partyzantce, a inni wstępowali do partii?" – stwierdza dziennikarka.
Jej książka jest również zaprzeczeniem tezy, że po 1945 roku podział był dwubiegunowy: z jednej strony zdrajcy, z drugiej - patrioci. Jak mówi Applebaum, "było wiele dobrych powodów, dla których ludzie współpracowali z nową władzą. "Ktoś bliski był chory, potrzebował pieniędzy na leczenie. Ten system moralnie korumpował, wszystkich wciągał do współpracy" – ocenia.
W wywiadzie dziennikarka wypowiada się także na bieżące tematy, m.in. zabiera głos w dyskusji o wolności i bezpieczeństwie, jaką wznowiła sprawa Edwarda Snowdena. W jej ocenie Snowden nie zasługuje na miano "whistleblowera", a raczej bliżej mu do szpiega. "Nie mam do niego zaufania i ani grama współczucia. Nie jestem też naiwna. Wiem, że rządy miewają swoje brudne tajemnice. Przecież sprawę tajnych więzień CIA właśnie ujawniła dziennikarka 'Washington Post'. To jest legalny, cywilizowany sposób załatwiania takich spraw, a nie to, co zrobił Snowden" – stwierdza.
Na pytaniem, czy z jego działań nie ma żadnych korzyści, odpowiada: "Szczerze mówiąc, bardziej się boję wpływu Google'a na moje życie niż rządu USA".