Od ponownego kina Iluzjon minął już niemal rok
Od ponownego kina Iluzjon minął już niemal rok Fot. Kuba Atys/Agencja Gazeta

Jeśli nie lubisz zapachu popcornu, szelestu otwieranych paczek chipsów, czy dźwięku otwieranej puszki piwa na sali kinowej, a seans jest dla ciebie świętem, to wiedz, że powinieneś odwiedzić warszawskie kino "Iluzjon". Po roku od (ponownego) otwarcia miejsce to kwitnie - estetycznie i kulturalnie.

REKLAMA
"Zawsze jest jakiś Plan B. Marna jednak to pociecha, bo i poskarżyć się komu, że nie ma Jadłodajni, Rewirów, ni Iluzjonu..." – śpiewał w utworze "Różanka" z płyty "Piosenki o Warszawie" Paweł Dunin-Wąsowicz. Płyta miała premierę w lutym tego roku. Domyślamy się zatem, że Dunin-Wąsowicz nagrał swój utwór wcześniej, bo (re)premiera kina "Iluzjon", o które artysta zahacza w "Różance", nastąpiła kilka miesięcy wcześniej - rok od ponownego otwarcia kina minie w listopadzie.
Wcześniej, od grudnia 2008 roku, trwało w permanentnym remoncie. Ministerstwo Kultury, które kino wówczas wykupiło z miejsca je... zamknęło. Potrzebna była gruntowna, warta niemal 9 mln złotych renowacja. Prace się przeciągały "Iluzjon" gościnnie grał w Bibliotece Narodowej, wreszcie, rok temu - ku uciesze warszawiaków - został ponownie otwarty.
Członek zespołu "Meble" oraz redaktor miesięcznika "Lampa" nie musi więc już nikomu się "skarżyć", a jedynie cieszyć - tak jak cieszymy się i my. "Iluzjon" działa, i to w jakim stylu! W ostatnią środę kino odwiedził Mike Leigh - sławny brytyjski reżyser, twórca m.in. filmów "Vera Drake" czy "Sekrety i kłamstwa".
Leigh zaszczycił stolicę swoją obecnością w związku z retrospektywą jego twórczości, którą w tym miesiącu przygotował "Iluzjon". – Ale nie ja wybrałem ten film, sam wybrałbym coś innego – śmiał się po projekcji "Wszystko albo nic". Po filmie odbyła się bowiem dyskusja z jego autorem - możliwa chyba tylko w kameralnej atmosferze "Iluzjonu". Bo czy wyobrażają sobie Państwo spotkanie z Mike'em Leigh, np. w którymś z potężnym Multiplexów?
Tego wieczoru w kinie było ledwie kilka wolnych krzesełek. – Zupełnie jak podczas "Annie Hall", kiedy trwała retrospektywa filmów Woody'ego Allena – mówi Karolina, studentka filmoznawstwa, stała bywalczyni "Iluzjonu" - jak określa samą siebie. – To miejsce ma niesamowity urok. Gdy się tu wchodzi, czuje się klimat dawnych lat. Drewniana podłoga, skrzypiące fotele, analogowa technologia... – zachwyca się.
Miejsce rzeczywiście posiada swój klimat. Przed seansem można pokrzepić się kawą, czy pysznym jedzeniem. Ale na salę kinową wnosić go nie wolno - w porównaniu do Multiplexów, w których nikogo nie dziwi już widok widza z butelką piwa w ręku...
Ale klimat to nie wszystko. Jest jeszcze repertuar - pełen perełek. Wystarczy wspomnieć o retrospektywach październikowych - prócz tej Mike'a Leigh zaplanowane są jeszcze projekcje filmów Catherine Deneuve, Eugeniusza Bodo, czy Federico Felliniego. Nie jest też jednak tak, że do "Iluzjonu" przychodzą tylko fani starego filmu. Spójrzmy w repertuar – widzowie mogli zobaczyć w październiku "Życie Adeli – Rozdział 1 i 2" francuskiego reżysera Abdellatifa Kechiche’go.
A jacy są widzowie? To niesamowity przekrój - ludzi młodych, studentów i tych dużo starszych, dojrzałych. I właśnie jeden ze starszych jegomościów wypowiedział w środę zdanie, które będzie puentą tekstu, a może i zachętą do odwiedzania "Iluzjonu". Powiedział: – Nie potrafię zachwycać się nowoczesnymi kinami. To tak jakby... przedkładać elektronicznego papierosa nad dobre cygaro. Kino Iluzjon jest właśnie jak to cygaro...