W przedszkolach w Wielkiej Brytanii menu musi być dostosowane do wymagań religijnych dzieci imigrantów z Azji i Afryki. Dzięki temu zyskują też alergicy.
W przedszkolach w Wielkiej Brytanii menu musi być dostosowane do wymagań religijnych dzieci imigrantów z Azji i Afryki. Dzięki temu zyskują też alergicy. Fot. Czytelniczka naTemat

Fahmid i Maria mogą jeść tylko zgodnie z regułami diety halal, Prisha i Raghav, a pozostałe przedszkolaki w grupie mają tę dietę muzułmańską lub wegetariańską dodatkowo ograniczoną z innych względów. Taki gastronomiczny misz-masz to już codzienność w przedszkolach we wschodnim Londynie. A wiele wskazuje, że wkrótce tak może być w całej Europie. I bardzo dobrze, bo może wówczas łatwiej będzie żyć także... alergikom.

REKLAMA
W polskich przedszkolach zwykle wielkim problemem bywa dostosowanie diety do potrzeb dzieci chorych lub uczulonych na pewne produkty. Przedszkolne kucharki znad Wisły nie mają jednak pojęcia, jak skomplikowaną pracę mają ludzie przygotowujący posiłki dla najmłodszych w Europie Zachodniej. We wschodnim Londynie dzienne menu w przedszkolu wygląda bowiem tak, jak na fotografii powyżej. W grupie dzieci składającej się z małych muzułmanów, buddystów i hinduistów nie można po prostu przygotować jednego dania dla wszystkich.
Jak widać, Arnav nie może jeść mięsa ani ryb. Fahmid, Haadiya, Maria, Samiir i Yasmiin na obiad mogą dostać tylko to, co mieści się w regułach diety halal, czyli muzułmańskiego odpowiednika koszerności. Pozostali w znakomitej większości muszą trzymać się diety wegetariańskiej. Niektórym dzieciom można podawać jajka. Ci, którzy na liście nie znaleźli się ze względu na wymogi stawiane przez względy religijne, okazują się być alergikami.
Dowód islamskiej inwazji?
Dla kucharek to musi być prawdziwa makabra. Każdemu dziecku trzeba bowiem przygotowywać inny posiłek lub starać się znaleźć jakiś wspólny mianownik, co pięć dni w tygodniu może być naprawdę trudne. Wkrótce tam może wyglądać jednak nie tylko menu z zaledwie jednego brytyjskiego przedszkola. Statystyki dzietności w Europie nie pozostawiają bowiem wątpliwości, że to przybysze z Azji i Afryki szczególnie dbają o przyrost naturalny na Starym Kontynencie.
Być może daleko do spełnienia się wizji islamskiej inwazji na Europę, ale w wielu krajach takich, jak Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francja, Irlandia, Norwegia, Włochy, Szwecja czy Szwajcaria statystyki dzietności muzułmanek są o wiele wyższe niż kobiet z pozostałych kręgów kulturowych. Według danych Pew Research Center, w latach 2005-2010 współczynnik dzietności kobiet muzułmańskich wynosił w Europie 2,2, a pozostałych zaledwie 1,5.
Tolerancja ratuje życie
Czy to zagrożenie dla naszej cywilizacji? Niekoniecznie. Zdjęcie z przedszkola w Wielkiej Brytanii otrzymaliśmy od naszej czytelniczki, która podkreśla, że otwartość na wymagania innych kultur czasem po prostu ułatwia, albo i wręcz ratuje życie rdzennym mieszkańcom Starego Kontynentu.
- W Polsce jest trochę takie podejście, że jak ktoś ma jakieś ograniczenia w kwestii jedzenia to jest zwykle traktowane po prostu jako kaprys. Bezglutenowe produkty, inne mleko niż krowie - w Polsce są upiornie drogie. Ja nie jem mąki, cukru, mleka krowiego i i tu nie mam z tym problemu, a w Polsce miałam straszne problemy. Na Wyspach to jest więc raj dla alergików. Bardzo dużo rodziców z Polski się przeniosło tutaj właśnie dlatego. Niby banał, ale to ratuje życie dziecka - tłumaczy czytelniczka.