
Zgroza – to słowo najlepiej oddaje stan naszych lodówek. Postanowiliśmy zajrzeć do kilku z nich, nie uprzedzając właścicieli o naszej wizycie. Przeterminowane jedzenie, brud oraz środki do makijażu to tylko niektóre skarby, jakie w nich trzymamy. A czy Wasza lodówka przypomina te, które udało nam się podejrzeć?
REKLAMA
Pokaż mi swoją lodówkę, a powiem ci kim jesteś... Gdybyśmy poważnie potraktowali te słowa, okazałoby się, że jesteśmy narodem zapominalskich, robiących nieprzemyślane zakupy brudasów. O ile coraz częściej mówi się o kulturze jedzenia, problemy okołokulinarne zaczynają się znacznie bliżej niż przy wspólnym stole.
Żadna z osób, które odwiedziliśmy nie chciała ujawnić swojej twarzy. Jedna z nich powiedziała nawet, że wolałaby pokazać się publicznie bez bielizny, niż "wpuszczać ludzi" do swojej lodówki. Okazuje się zatem, że zawartość lodówki bywa dla niektórych sprawą niezwykle intymną, a jak się okazuje, również w tym przypadku nie powinna być wystawiana na światło dzienne.
Magdalena, 57 lat - Pruszków
Gdy pojawiliśmy się w podwarszawskim domu pani Magdaleny, dobre wrażenie zrobiła na nas zadbana kuchnia, przepełniona elementami dekoracyjnymi "z epoki". Spodziewaliśmy się, że troska o szczegół będzie również zauważalna w domowych zakamarkach. Gdy zapytaliśmy panią domu o stan lodówki, odpowiedziała bez wahania: – U nas nie ma nieświeżych rzeczy, wszystko zjadamy na bieżąco.
I tu kończy się pewny ton w jej głosie. Wraz z otwarciem lodówki okazuje się, że właścicielka zaczyna odkrywać ją przy na nas na nowo. Rozpoczyna się "przegląd tygodnia". – Tutaj jakieś wspomnienie po pieczarkach, tu jest jakiś pusty chrzan, to chyba też jest przeterminowane... O, ale to jest dobre – stwierdza pani Magdalena.
Po chwili dowiadujemy, że jeszcze rano znaleźlibyśmy kawałki starej szynki
– Ktoś je chyba wyrzucił – stwierdza właścicielka. Okazuje się, że wiedza na temat własnej lodówki jest duża jedynie w teorii, a tak naprawdę żyje ona własnym życiem. Patrząc na daty ważności, czasem drugim lub nawet trzecim życiem. – Staram się, żeby w lodówce były rzeczy w miarę świeże. To, co się nie nadaje, jakaś starsza wędlina lub produkty z początkami pleśni wyrzucam. Czasem się tak zdarza, gdy coś postoi dłużej – tłumaczy pani Magdalena, sama nieco zaskoczona faktycznym stanem swojego pożywienia.
– Ktoś je chyba wyrzucił – stwierdza właścicielka. Okazuje się, że wiedza na temat własnej lodówki jest duża jedynie w teorii, a tak naprawdę żyje ona własnym życiem. Patrząc na daty ważności, czasem drugim lub nawet trzecim życiem. – Staram się, żeby w lodówce były rzeczy w miarę świeże. To, co się nie nadaje, jakaś starsza wędlina lub produkty z początkami pleśni wyrzucam. Czasem się tak zdarza, gdy coś postoi dłużej – tłumaczy pani Magdalena, sama nieco zaskoczona faktycznym stanem swojego pożywienia.
Jednak zepsute rzeczy w lodówce pani Magdaleny były zaledwie preludium do tego, co oglądamy chwilę później. Okazuje się, że w tym domu jest jeszcze jedna lodówka, należąca do babci. To, co widzimy, przechodzi nasze oczekiwania. Stare kabanosy leżące w towarzystwie jedzenia dla kotów w połączeniu ze zwykłym brudem – tak wygląda lodówka siedemdziesięcioparolatki.
Zajrzyjcie sami:
Monika, 31 lat - Otwock
Monika zareagowała na moją wizytę bez obaw, gdyż lodówka w jej domu ma dopiero trzy tygodnie. Zapewniła mnie, że nie znajdziemy w niej wielomiesięcznego brudu czy też zepsutego jedzenia. Przyznała jednak, że zawartość lodówki jest stałym powodem kłótni pomiędzy nią a jej chłopakiem. O co się kłócą?
Wbrew pozorom powodem kłótni nie są dziesiątki lakierów i innych przedmiotów kosmetycznych, które mają swoje stałe miejsce tam, gdzie ludzie trzymali kiedyś jajka. – Nie słyszałeś o tym, że lakiery trzyma się w lodówce? Dzięki temu są dłużej świeże – stwierdza moja rozmówczyni. Większym problem dla chłopaka Moniki jest to, że ona nie lubi wyrzucać jedzenia... W związku z tym do lodówki trafia wszystko, co się da.
– Dbam o lodówkę, ale czasami mam w niej rzeczy, które po prostu nie nadają się jeszcze do wyrzucenia. Na przykład, gdy nie dokończyłam obiadu i wydaje mi się, że zjem go później. Jakoś nie potrafię wyrzucić dobrego jedzenia – mówi Monika, której spora część żywności i tak trafia do kosza. Tyle tylko, że musi swoje odleżeć w lodówce i się zepsuć. – Każdy wie, że lepiej smakuje świeży pomidor, niż ten pokrojony, który przeleżał kilka godzin w lodówce – mówi 31-latka.
Zajrzyj do lodówki Moniki:
Agnieszka, 24 lata - Warszawa
Lodówka Agnieszki jest w miarę ogarnięta. Jest tam sporo rzeczy, które nie nadają się do spożycia, ale jeszcze nie wysypują się przy otwarciu drzwiczek. Jest czysta, lecz niektóre zamknięte produkty są od dawna przeterminowane.
Dziewczyna studiuje i pracuje w systemie zmianowym, więc zdarza jej się wracać do domu późnym wieczorem i wychodzić następnego dnia wcześnie rano. W związku z tym na regularne opróżnianie lodówki nie ma czasu. – Marnuję sporo jedzenia. Problemem są dla mnie produkty takie jak jogurty, śmietana, mleko itd., bo o tym, żeby wyrzucić gnijące warzywa raczej pamiętam – stwierdza Agnieszka.
O dawno minionym terminie ważności śmietany Agnieszka przypomina sobie dopiero wtedy, gdy ją otworzy albo nieopatrznie doda do sałatki. W lodówce przechowuje też niedojedzone dania, które i tak później wyrzuca. Kupuje na zapas, a potem nie zjada, bo i tak całymi dniami siedzi w pracy.
Zajrzyjcie do lodówki:
Zuza, 27 lat - Wieluń
Gdy powiedziałem Zuzie, że chcę sfotografować jej lodówkę, stwierdziła że dobrze trafiłem, bo niedawno sprzątała. Szybko okazało się jednak, że i w tym wypadku stan lodówki pozostawiał wiele do życzenia. Pomimo sprzątania, co druga rzecz była przeterminowana albo zupełnie niepotrzebna.
Zaglądając do lodówki Zuzy, trudno nie zauważyć produktów do robienia sushi. Danie, za które w restauracji trzeba zapłacić kilkadziesiąt złotych można zrobić także samemu. Jednak czas przygotowania jest długi i pracochłonny, co zniechęca niektórych smakoszy. – Zestawu do sushi użyłam tylko raz, jakieś pół roku temu. Byłam po prostu przekonana, że jeszcze to kiedyś zrobię – stwierdza właścicielka lodówki.
Zaczynamy przyglądać się kolejnym produktom. – Jedną rzecz mam od trzech miesięcy... O, to stoi od pięciu – mówi Zuza. – Ten obiad jest sprzed dwóch dni, ale jest jeszcze świeży. Może nie wygląda apetycznie ale moim zdaniem jest dobry. Jutro go zjem – mówi. – O kurde... a to jest ważne do piątego kwietnia – zauważa...
Zajrzyj do lodówki Zuzy:
Jak Wam się podoba lodówka Zuzy? Przypomina Waszą? Ona twierdzi, że nie jest wyjątkiem, bo większość osób chomikuje jedzenie, a później o nim zapomina.
– Nie jest mi wstyd. Goście którzy mnie odwiedzają nie zaglądają do mojej lodówki, bo wiedzą, że mam tam bałagan. Ale odkąd jestem na diecie, mam chociaż świeże warzywa i owoce. Chyba wyniosłam to z domu, bo moja mama też trzyma zepsute rzeczy, tak jak wszyscy – stwierdza moja rozmówczyni.
Czy Zuza ma rację? Prawdą jest, że osoby, które odwiedziliśmy zbierając materiał, były dobrane przypadkowo. Gdyby zamiast nas pojawili się u ich inspektorzy Sanepidu, z pewnością żadna z nich nie zdałaby egzaminu czystości. Okazuje się, że nie tylko nie dbamy o to, co trzymamy w swojej własnej lodówce, ale też marnujemy ogromne ilości jedzenia, robiąc nieprzemyślane zakupy i zbyt obfite dnia.
Zanim jednak ocenimy osoby, które brały udział w naszym teście, zajrzyjmy do swoich lodówek i uczciwie oceńmy, czy to aby na pewno odpowiednie miejsce, aby trzymać jedzenie...
Współpraca: Katarzyna Sołowiej
