
Tekst naszej blogerki Violetty Rymszewicz o tatuażach w pracy wzbudził wśród Was ogromne emocje. Pojawiały się głosy popierające wolność do osobistej ekspresji pracowników, jak i broniące prawa pracodawców do panowania nad wizerunkiem firmy i zatrudnionych w niej osób. O opinie na temat tatuaży zapytaliśmy więc obie strony: samych wytatuowanych oraz tych, którzy decydują o ich zatrudnieniu.
Nasza blogerka Violetta Rymszewicz wywołała w weekend swoim wpisem gorącą dyskusję. – Czy mamy prawo nosić wyraźne tatuaże w pracy? Gdzie leży granica pomiędzy prawem do indywidualizmu i wyrażania siebie, a koniecznością respektowania norm i zasad przyjętych w pracy? – pytała. Ile osób, tyle odpowiedź. Poniżej tylko kilka z kilkuset komentarzy internautów.
– Tatuaże to sztuka i prywatna sprawa danego człowieka. Ale w Polsce, jeszcze długo będzie brane to pod uwagę w procesie rekrutacji... taka mentalność społeczna – przekonywał Jacek Gadzinowski, bloger, przedsiębiorca, specjalista sprzedaży, marketingu i komunikacji.
Bart Krawczyk
– Za 5-10 lat nie będzie mowy o dyskryminacji w pracy z powodu posiadania tatuaży, gdyż stanie się to naturalne – pisał z kolei Cristiano Ka. Wiele osób wskazywało natomiast na to, że ważniejsze od samego faktu posiadania tatuażu jest to, co on przedstawia: czy jest obraźliwy, agresywny, nieestetyczny, itp.
Byli jednak i tacy, którzy twardo bronili prawa pracodawców do odrzucania kandydatów, którzy mają tatuaże.
kociłapka
A co na ten temat sądzą sami pracodawcy oraz ich wytatuowani pracownicy?
Tatuaż w przedszkolu? Czemu nie! 29-letni Janek Nowacki z Warszawy pracuje w dużej firmie medialnej i przyznaje, że zarówno w tej, jak i innych korporacjach, w których pracował, nikt nie miał problemu z jego tatuażami.
– Często mam odsłonięte przedramiona i nie spotkałem się z jakąkolwiek negatywną reakcją – mówi. Dodaje, że ma kolegę, który ma wytatuowane obie dłonie, a z zawodu jest handlowcem. I nikomu to nie przeszkadza. W jego pracy jest sporo wytatuowanych w widocznych miejscach osób. – Widuję nawet gościa z tatuażem na szyi – mówi.
Zupełnie ze swoimi tatuażami nie kryje się w pracy Karolina Wojcieszek. I to mimo faktu, że pracuje w przedszkolu. – Dzieciom bardzo się podobają, ich rodzice też nie mają nic przeciwko – mówi. Spośród swoich pięciu tatuaży trzy wykonała już podczas pracy w tej właśnie placówce. Karolina przyznaje jednak, że to dość wyjątkowe przedszkole – o profilu artystycznym.
– Wydaje mi się, że w publicznych placówkach, gdzie średnia wieku pracowników jest wyższa, a podejście do świata nieco bardziej konserwatywne, mogłoby nie być zgody na moje tatuaże – spekuluje. Dlatego też na rozmowach o pracę starała się nie eksponować obrazków zdobiących jej ciało.
Inaczej jest z pragnącym zachować anonimowość Pawłem z Krakowa, pracownikiem sektora finansów. Z tatuażami, którymi ozdobił swoje ciało, stara się w pracy nie obnosić. – W branżach bazujących na zaufaniu, takich jak np. finanse, pracownicy front-office'u z zasady powinni planować tatuaże w miejscach niewidocznych dla klientów – mówi.
Jego zdaniem z upływem lat tatuaż przestał się co prawda kojarzyć z recydywą, ale nawet jako osoba wytatuowana ma pewne zastrzeżenia: – Miałbym chyba problem z wzięciem kredytu hipotecznego od osoby z trupią czachą na grdyce – przyznaje.
Tatuaż a jakość pracy Mecenas Mariusz Bartosiak z kancelarii Bartosiak & Wspólnicy przyznaje, że w jego branży jest podobnie jak wśród finansistów. W swojej karierze nigdy nie spotkał prawnika czy sędziego, który miałby w widocznym miejscu tatuaż. – Trudno mi to sobie nawet wyobrazić – śmieje się dodając, że nie jest pewien, czy zatrudniłby osobę z widocznym tatuażem, np. na szyi czy dłoniach.
– W mojej pracy wizerunek jest bardzo ważny. Osoba, z którą spotyka się klient musi mieć wygląd kojarzący się z powagą, rzetelnością, zaufaniem – tłumaczy Bartosiak.
Znacznie bardziej liberalny stosunek do tatuaży wśród pracowników ma natomiast wiceprezes Zarządu Tesco w Polsce, Piotr Korek.
Korek zastrzega jednak, że jest tak pod warunkiem, iż ozdoby ciała nie są w jakiś sposób niestosowne, wulgarne i nie wzbudzają negatywnych emocji czy dyskomfortu po stronie klienta. – Wówczas będziemy się starać, żeby taka osoba nie pracowała z klientem, lecz gdzieś na zapleczu sklepu – mówi Korek.
Monika Marianowicz, rzeczniczka prasowa sieci Empik twierdzi, że jej firma nie ma nic przeciwko tatuażom pracowników pod warunkiem, że nie są obsceniczne, natarczywe bądź wulgarne, nie manifestują rasistowskich i ksenofobicznych poglądów, ani nie rażą uczuć religijnych innych osób.
– W naszych szeregach, czy to w centrali spółki czy w salonach, jest mnóstwo osób z tatuażami – mówi Marianowicz, podkreślając, że firma podchodzi do tego aspektu wyglądu pracowników zdroworozsądkowo. – Tatuaż nie ma przecież wpływu na jakość pracy – podsumowuje. I chyba dobrze byłoby, gdyby wszyscy pracodawcy wzięli sobie tę myśl do serca.
