[url="http://shutr.bz/HtLnzO"] Pudelek [/url] i jego pogromca
[url="http://shutr.bz/HtLnzO"] Pudelek [/url] i jego pogromca Shutterstock / Pudelek.pl

Wchodzisz na Pudelka, otwierasz którykolwiek tekst i po obejrzeniu kilkunastu zdjęć ze ścianki, szczęśliwie "dojeżdżasz” do komentarzy. Już wiesz, kto tam na ciebie czeka - Antek Muzykant. Jedna z niewielu postaci, która utrzymuje się na Pudelku dłużej niż sezon. Swoimi kąśliwymi komentarzami na temat polskiego show biznesu i zakłamania mediów, zaskarbił sobie względy dziesięciotysięcznej "armii" śledzących. Tylko czy osoba ukrywająca się pod pseudonimem zaczerpniętym z lektur szkolnych, może faktycznie kogoś „nawrócić”? Kim jest Antek Muzykant i co chce nam przekazać?

REKLAMA
Ile komentarzy zdążyłeś już dzisiaj umieścić na Pudelku?
Licząc od północy - w sumie chyba cztery. Z tym, że żywot dwóch z nich trwał zaledwie kilka minut. Administratorzy forum Pudelka nie za bardzo przepadają za postacią Antka Muzykanta.
Od jak dawna "grasujesz" na Pudelku i skąd wynika Twój upór, w komentowaniu polskiego show biznesu? Masz poczucie misji?
Na pudelku zacząłem się udzielać jako Antek Muzykant jakieś 2 lata temu. Świat polskiego show biznesu aż się prosi o kąśliwe komentarze. Nie mówię tu oczywiście o wybitnych postaciach naszej kultury i sztuki, ale raczej o bohaterach właśnie Pudelka. Od samego początku moje komentarze siały ferment i wyróżniały się na tle wypowiedzi innych forumowiczów. Czasem docierały do mnie wręcz sygnały, że mój komentarz wnosi więcej niż sam trywialny w swojej treści artykuł.
W pewnym momencie forumowicze zaczęli mnie zachęcać mnie do stworzenia bloga. Od czasu powstania mojego profilu na Facebooku (styczeń 2013), można powiedzieć, że czuję pewnego rodzaju misję, bo tam moje teksty wykraczają już poza obszar show biznesu, a dotykają historii współczesnej, aktualnych wydarzeń w kraju, ale w szczególności zagadnień manipulacji medialnych.
Co jest według Ciebie największą porażką rodzimego show biznesu?
Łatwość, z jaką można w tym show biznesie zaistnieć, nie mając właściwie nic do zaproponowania – ani żadnego talentu, ani dorobku, ani klasy. Ostatnio wystarczy zagrać nagością lub wulgarnością, by dostać się do wielkiego świata, który z tego powodu zaczyna niestety coraz bardziej przypominać zwykły półświatek. Wolę nie wymieniać nazwisk tych nowych "gwiazd", bo wystarczającą reklamę robią im już portale w stylu Pudelka. Ale każdy się chyba domyśla kogo mam na myśli.
Czy portale plotkarskie są piątą władzą?
Moja wiedza na temat władzy kończy się na czwartej, o której często piszę na swoim profilu piętnując jej zakłamanie. Można jednak zauważyć, że stopień agresji i zajadłości niektórych portali i tabloidów potrafi napsuć krwi niektórym celebrytom, a innych z kolei skutecznie wypromować.
A czy posiadasz informacje, do których „zwykli” ludzie nie mają dostępu? Często widzę, jak piszesz, że niektóre "gwiazdy" opłacają artykuły na pewnym portalu plotkarskim. Czy stoją za tym jakiekolwiek dowody?
Łatwo zauważyć pewną prawidłowość. Niektóre wyjątkowo niewygodne tematy dla gwiazd są na tym portalu "maglowane" z ogromną częstotliwością. Jednak z dnia na dzień, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, temat nagle znika lub zaczyna się wręcz delikatne ocieplanie wizerunku. Czasem ma się też nieodparte wrażenie, że o niektórych „gwiazdach” pisze się podejrzanie często i to w błahym kontekście – informując co powiedziały, gdzie spędziły weekend.
Wiadomo również, że nasi celebryci w sytuacjach kryzysowych - dla ratowania wizerunku - lub na początku swej kariery - dla jego wykreowania - podejmują współpracę z agencjami PR. Jeśli dodać do tego fakt, że pewien znany portal plotkarski na swojej stronie internetowej zachęcał agencje opiekujące się gwiazdami do współpracy, łatwo się można domyślić jej charakteru i z dużym prawdopodobieństwem wyciągnąć taki wniosek.
Przy okazji chciałbym cos wyjaśnić, a właściciwe zdementować. Wbrew częstym podejrzeniom nie jestem, ani nigdy nie byłem zatrudniony w redakcji Pudelka. A dostęp do pewnych „smakowitych” informacji mam za sprawą szerokiego kręgu znajomych z bardzo różnych środowisk, choć nie ze wszystkich robię użytek.
Czy jesteś w stanie uchylić chociaż rąbek tajemnicy dotyczącej twojej tożsamości?
Nawet rąbka! Swojej tożsamości nie chciałbym ujawniać z kilku powodów. Przede wszystkim wydaje mi się, że funkcjonowanie pod fikcyjną postacią Antka Muzykanta jest dla wielu odbiorców dosyć intrygujące. Być może klimatem zbliżone nieco do czasów świetności radia, gdy słuchacze nie widząc twarzy osoby, która do nich mówi, mogli sobie jedynie wyobrażać jej wizerunek. Jest w tym jakaś magia. Jest jeszcze inny powód, nieco bardziej prozaiczny. Moje wypowiedzi na forum pudelka, ale zwłaszcza na facebookowym profilu, "zjednały" mi zapewne wielu wrogów. A nie chciałbym któregoś dnia zostać "męczennikiem" oblanym jakąś "żrącą" substancją.
Właśnie znalazłam coś takiego w komentarzach pod nowym postem o Maćku Musiale.
logo
pudelek.pl
Spostrzegawczy czytelnik pudelka zna mniej więcej godziny, kiedy pojawiają się tam kolejne artykuły. Zachować czujność i wykazać się refleksem wystarczy tylko w tych właśnie momentach. Kreatywność i wachlarz epitetów kierowanych do mnie ze strony moich hejterów (choć czasem można odnieść wrażenie, że dochowałem się nawet psychofanów) jest naprawdę ogromna. Czytelnikom radzę brać przykład ze mnie i traktować je z odpowiednim dystansem.
Co do wypominania mi ciągłego ślęczenia na pudelku odpowiem tak: ostatnio mam wrażenie, że to właśnie autorzy takich zarzutów spędzają tam znacznie więcej czasu, by mnie uprzedzić i spróbować ośmieszyć. Mnie, staremu wyjadaczowi, wstawienie kilku komentarzy na dzień, tak jak wspomniałem, nie zajmuje zbyt wiele czasu.
Ilu masz w sumie fanów, czyli facebookowych znajomych i śledzących?
Na profilu prywatnym mam 5,5 tys. znajomych oraz ponad tysiąc obserwatorów, ale zawsze mile widziani są kolejni czytelnicy. Na profilu publicznym – uruchomionym pół roku później - sama widzisz.
Ponad 3 tysiące. Czyli to daje około dziesięciu tysięcy czytających Cię osób, nie licząc tych, które natykają się na Ciebie na Pudelku. Czy nie lepiej byłoby "spoważnieć"? Założyć własną stronę, pisać pod własnym nazwiskiem a nie pseudonimem zapożyczonym z lektury szkolnej?
Antek Muzykant ma dwa wcielenia. To bardziej znane kojarzy się z bezczelnym harcownikiem specjalizującym się we wkładaniu kija w mrowisko. Większość publikacji w mojej mniej znanej odsłonie dotyka poważniejszych tematów. Wybór rzucającego się w oczy pseudonimu, jak i zabieg polegający na jego promowaniu na portalu plotkarskim jest celowy.
Mimo, że pudelek zawiera treści mało skomplikowane, czytany jest nie tylko przez gimnazjalistki, ale również przez białe kołnierzyki w warszawskich biurowcach, choć mało kto się do tego przyznaje. Taki sposób nakierowania czytelników na mój profil jest, jak się okazuje, dosyć skuteczny. Wśród tych, którzy do mnie trafili jest cały przekrój społeczny. O zawodowym pisaniu tekstów raczej nie myślę. Na razie traktuję to więc jako pasję, ale i swego rodzaju misję.
Jednak wciąż nie wiem czemu próbujesz "nawracać". Czy możesz coś faktycznie zmienić przez komentarze na Pudelku?
Od dawna irytuje mnie obraz współczesnych mediów. W naszym kraju właściwie nie sposób usiąść przed telewizorem, by nie zostać poddanym zręcznym manipulacjom. Swoimi tekstami wyrzucam z siebie złość na ten stan rzeczy, a przy okazji zachęcam innych do bardziej krytycznego spojrzenia na to, co próbuje nam się wciskać. Wnioskując po reakcjach czytelników, wiele osób ma podobne spostrzeżenia i cieszy je, że istnieje ktoś, kto potrafi to celnie wypunktować.
Zdaję sobie sprawę, że to walka z wiatrakami, ale warto próbować – kropla drąży skałę. Moje możliwości są skromne, bo w zderzeniu z ogromną machiną medialną można to porównać do pojedynku mrówki ze słoniem. Czy mogę coś faktycznie zmienić? Mam nadzieję, że chociaż część osób otwiera oczy po lekturze moich tekstów. Wiadomo, że nie piszę ich na masową skalę, ale i tak czuję satysfakcję z tego, co robię. Nie mam złudzeń, że moje pisanie będzie miało wpływ na rzeczywistość medialną, ale byłoby miło, gdyby chociaż niektórzy zrozumieli, że nie wszystko, co widzą w telewizji to prawda.
Na czym zatem polega jej kłamliwość?
Mam dużo zastrzeżeń co do szczerości intencji potentatów medialnych, którzy za sprawą swych holdingów posiedli rząd dusz i potrafią z tego zrobić użytek. Dziennikarze oraz gwiazdy, które są twarzami mediów, to tylko karni wykonawcy poleceń z góry.
Nie od dziś wiadomo, że wielu właścicielom mediów nie jest po drodze z niektórymi środowiskami politycznymi i za wszelką cenę starają się zniechęcić do nich Polaków, mając w tym własny, partykularny interes. Do tego służą zatrudnione przez nie gwiazdy, które mają za zadanie odpowiednio grać na emocjach odbiorców. Odbywa się to na wielu płaszczyznach. Niektórzy robią to w audycjach satyrycznych, inni w poważniejszych dyskusjach. Każdy ma tam swoją rolę do odegrania. Dla mnie to oczywiste, inni też to dostrzegają, ale duża część społeczeństwa nie zdaje sobie z tego sprawy i łatwo ulega manipulacjom. I ja w swoich tekstach staram się to uwypuklać.
Co masz na myśli mówiąc „manipulacja”?
W przypadku telewizji, bo to im można zarzucić najwięcej z racji ich największego zasięgu, wszystko sprowadza się do wpływania na określone zachowania przy urnach wyborczych. W mojej ocenie duża część mediów ewidentnie wspiera obecną ekipę rządową, ostro atakując jednocześnie opozycję. Jest to dosyć niepokojący sygnał, ponieważ w krajach o ugruntowanej demokracji media patrzą przede wszystkim na ręce władzy. Sytuacja odwrotna budzi skojarzenia ze standardami białoruskimi.
W jaki sposób według ciebie przebiega medialne wspieranie władzy?
Między innymi poprzez działania telewizyjnych celebrytów oddelegowanych na odcinek "kontaktów z młodzieżą". Mają oni za zadanie indoktrynację tej grupy widzów, która z racji wieku oraz zainteresowań nie ogląda poważnych programów publicystycznych. Jeden z nich, samozwańczy król pewnej stacji, swego czasu chełpił się nawet, że posiadając rząd dusz nad młodzieżą wygrał dla obecnie rządzącej partii wybory. I było w tym chyba sporo racji. Zastanawiające jest tylko czy tak łatwo przekonana przez niego młodzież równie optymistycznie patrzy dziś, po sześciu latach, w przyszłość – w sytuacji, gdy co drugi absolwent wyższej uczelni ma problem ze znalezieniem pracy, część została zmuszona do emigracji na przysłowiowy zmywak, a reszta pracuje na umowach śmieciowych.
W swoich tekstach wspominałeś także o programie "Szkło kontaktowe", które faktycznie, według wielu widzów jest, delikatnie mówiąc, stronnicze.
"Szkło kontaktowe" jest wręcz codziennym ukoronowaniem wyżej wspomnianych działań. Z założenia miała to być audycja satyryczna, uderzająca w polityków wszystkich opcji, ale od paru lat jest maczugą bijącą właściwie tylko w jedną opcję. Jak się łatwo domyślić - wcale nie rządzącą, co jest dosyć symptomatyczne.
Za to propaganda sukcesu jest jakby żywcem wyjęta z „Dziennika Telewizyjnego” lat 80-tych. Liczne telefony od osób zachwyconych wydłużeniem wieku emerytalnego, posyłaniem 6-latków do szkoły i innymi, niekoniecznie przecież wzbudzającymi euforię, reformami obecnego rządu traktować można jedynie w kategorii kabaretu. Wprawdzie program z założenia miał u widzów wzbudzać uśmiech, ale u wielu wzbudza co najwyżej pusty śmiech. Twórcy powinni rozważyć zmianę tytułu na „Krzywe zwierciadło”, bo w zniekształcaniu rzeczywistości są niedoścignieni.
Nie łudźmy się - w Polsce właściwie nie ma obiektywnych mediów. TVN jest tylko przykładem, który rzuca się najbardziej w oczy, bo cieszy się dużą popularnością, skupia największe gwiazdy i autorytety oraz ma ogromną oglądalność.
Wracając na koniec do "ściankowej" odmiany showbiznesu i licząc na pozytywny akcent: czy według ciebie, nieprzeciętnie aktywnego obserwatora, istnieje szansa na ratunek przed zalewem celebrytów coraz gorszego sortu?
W moim przekonaniu niestety lepiej już nie będzie. Obserwując poczynania niektórych „artystek”, które przez odsłanianie intymnych części ciała skutecznie zdobywają przepustkę na warszawskie salony, można się raczej spodziewać, że prędzej dochowają się swoich następczyń niż by ten trend miał zostać odwrócony.
Wszystko to jest niewychowawcze, bo młodzi ludzie dostają czytelny sygnał, że można wybrać drogę na skróty. Medialna kariera, błyski fleszy, okładki tygodników, telewizyjne wywiady - wszystko jest w zasięgu ręki. Wystarczy tylko pojawić się w odpowiednim miejscu, "zapominając" wcześniej o założeniu bielizny - a potem już tylko odcinać kupony od nagle zdobytej sławy. Kilka celebrytek już podążyło tą drogą. Obecnie występują w teledyskach, nagrywają piosenki, zaczynają nawet przebąkiwać o własnych programach telewizyjnych. Współczesne media sprzyjają takim karierom, a zgodnie z powiedzeniem "nieważne jak mówią, byleby nie przekręcali nazwiska", zwiększają popularność tych pseudogwiazd.
Prawdziwe gwiazdy są w wyraźnym odwrocie, bo dla mediów nie są atrakcyjnym "produktem". Owszem, można je podziwiać w teatrze czy na estradzie, tam gdzie jest ich miejsce, ale w zderzeniu z medialnym szaleństwem wokół „nowych twarzy” ich popularność, mierzona zainteresowaniem mediów, wyraźnie gaśnie. Zresztą szerokim łukiem omijają targowiska próżności, jakimi są bankiety z okazji otwarcia każdego kolejnego butiku, nie chcąc się ustawiać w jednym szeregu z tyleż ambitnymi co pustymi debiutantkami. Tym samym oddają im pole w tym chorym lansie, zapewne świadomie protestując przeciw nowemu porządkowi.