
W czwartek wchodzi w życie unijna dyrektywa o wymianie przez państwa unijne informacji o kierowcach - sprawcach wykroczeń i przestępstw drogowych. Co oznacza to w praktyce? Jeśli np. Niemiec przekroczył prędkość na terytorium Francji – będzie musiał się wywiązać się z mandatu na ojczystej ziemi. Polacy – póki co – mogą odetchnąć. Nasz rząd dopiero pracuje nad wprowadzeniem dyrektywy.
REKLAMA
Dostałeś mandat zagranicą? Będziesz musiał zapłacić – zgłoszenie wróci bowiem za Tobą do kraju – informuje "Gazeta Wyborcza". W czwartek w niemal całej Unii wejdzie w życie specjalna dyrektywa w tej sprawie. Niemal całej, bo np. w Polsce przepisy zostaną wdrożone najprawdopodobniej dopiero od stycznia.
Polacy muszą mieć się na baczności – o ile w Polsce najwyższy mandat wynosi 500 zł, o tyle we Francji 6 tys. złotych. Do tej pory istniał spory problem ze "ściągalnością" mandatów. Polak złapany przez fotoradar, bądź parkujący w złym miejscu np. we Francji, mógł liczyć na bezkarność. Dziś trafiają do nas wnioski o ujawnienie danych ledwie z kilku krajów np. Niemiec. Jak informuje "Gazeta", teraz wszystkie państwa unijne mają wymieniać się informacjami o kierowcach.
I jakie zdarzenia drogowe chodzi? To np. przekroczenie prędkości, jazda bez pasów i jazda z dziećmi bez fotelika, jazda po alkoholu, czy rozmowy przez telefon komórkowy bez zestawu ze słuchawkami. Unijni urzędnicy liczą także, że dzięki wymianie informacji kierowcy zaczną przestrzegać przepisów, a co za tym idzie, zwiększy się bezpieczeństwo na drogach.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
