Kamil Polny prowadzi bloga "Tata w Pracy". Opowiada o tym, jak to jest być pracującym rodzicem

Kamil Polny, czyli "Tata w Pracy"
Kamil Polny, czyli "Tata w Pracy" Fot: Tatawpracy.pl
"Tata w Pracy" to blog prowadzony przez Kamila Polnego. Na ten pomysł wpadł, gdy - jako ojciec dwójki małych dzieci - szukał i nie mógł znaleźć żadnych portali dedykowanych ojcom. Dlatego postanowił wystąpić przed szereg i zaczął opisywać swoje wzloty i upadki na rodzicielskim froncie. Kamil, czyli "Tata w Pracy" opowiada o tym naTemat, jak to jest łączyć zawodową pracę i pozostać aktywnym rodzicem.

Co cię skłoniło do zostania „Tatą w Pracy”?

Kamil Polny: Kiedy dowiedziałem się, że mam drugie dziecko w drodze, zauważyłem, że z pierwszym dzieckim wcale nie mam najlepszej więzi. Moja rola Taty ograniczała się do tego, że zmieniałem synowi pieluchy i go kąpałem. Czyli miałem z nim znikomy kontakt. W końcu doszedłem do wniosku, że muszę zająć się swoimi dziećmi. A dodatkowo postanowiłem zapisywać jak mi to idzie.

To jak wygląda rola „Taty w Pracy”?

Wtedy, kiedy mogę, staram się odciążać małżonkę. To ona przeważnie siedzi przy dzieciach, a ja pracuję. Jednak — kiedy mogę — staram się wygenerować jak najwięcej czasu dla maluchów. Przez to trochę zmieniłem swoje nawyki zawodowe. Zamiast siedzieć do późnych godzin w biurze, zabieram pracę do domu. Jednak siadam do niej w nocy, kiedy dzieci śpią. To z nimi spędzam czas wolny.

Skoro jednak mało śpisz, nie regenerujesz sił, spędzając czas z dziećmi przed telewizorem?

Zdecydowanie nie, ostatnio wystarczają mi trzy godziny snu. Człowiek się do tego przyzwyczaja. Moim zdaniem, telewizor to najgorsze rozwiązanie wychowawcze. Przez niego dziecko wolniej się rozwija, nie nawiązuje z tobą więzi. Nie wolno marnować czasu przed telewizorem. Zdecydowanie lepiej, byśmy go razem spędzili na jakiejś zabawie. Dzięki temu buduje się trwałą relację, która nie powstałaby podczas oglądania bajek.


Jak wiele rzeczy odkryłeś jako „Tata w Pracy”?

Naprawdę sporo. I sprawia mi to olbrzymią frajdę. Na swoim blogu pisałem o tym, czym można dzieci karmić dzieci, jak spędzać czas na zabawie. Poza tym odkrywam wiele ciekawych pomocy rodzicielskich — począwszy od chusty do wiązania dziecka, po taki gadżet „Why Cry”. Potrafi on rozróżnić typy płaczu dziecka, dzięki czemu łatwiej nam rodzicom odkryć, co dziecku dolega.

A polecasz jakieś zabawki?

Nie lubię zabawek, które niczego nie uczą. Jestem przeciwnikiem głośnych, świecących gadżetów z Chin. Często się psują, poza tym bywa, że są źle przetłumaczone przez co niczego nie uczą dziecka. Ogólnie staram się dobierać takie zabawki, które rozwijają wyobraźnię malucha. Lubię zatem klocki, i samochodziki.

Nawet zauważyłem, że na swojej stronie napisał pan recenzję resoraków.

Nie zapominajmy, że jako ojcowie bawiąc się z dziećmi, sami się bawimy. Co do recenzji, to przyznam, że ciężko trafić na sprawne samochodziki. Pamiętam, jak sam byłem dzieckiem, to pasjonowałem się „matchboxami”. Było naprawdę sporo modeli i to we wszystkich kolorach tęczy. Obecnie jest mi trudniej znaleźć takie samochodziki. Większość się błyskawicznie psuje. To mnie skłoniło do szukania i recenzowania zabawek. Mam nadzieję, że pomaga to innym przy szukaniu rzeczy dla swoich dzieci.

Masz dużo czasu na zabawy zabawkami. Czy po prostu siedzisz z dziećmi w domu?

W tygodniu tak, ale każdy weekend spędzam poza nim. Latem wychodzę do piaskownicy, czy na plac zabaw, zimą zabieram syna do bawialni. To naprawdę świetne rozwiązanie kiedy na dworze jest zimno. Dziecko pod dachem może biegać i szaleć i nie masz obaw, że się przeziębi. Poza tym mój synek musi się wyszaleć, bo ma dużo energii.

Spotykasz tam innych ojców?

Tak, jest ich sporo. I widać, że ich rola nie ogranicza się do najprostszych czynności. Doskonale się znają na wychowywaniu dzieci. Jednak problem się pojawia, kiedy wejdę do internetu. Tam świat ojców praktycznie nie istnieje.

To znaczy?

Choć potrafimy poradzić sobie z dziećmi, to nie zawsze dzielimy się swoimi doświadczeniami. Jest mnóstwo portali dla matek. Kobiety mogą znaleźć na nich mnóstwo porad począwszy od karmienia piersią. Jednak te rzeczy w ogóle nie są dla nas facetów interesujące, czy też przydatne. Nie oznacza to, że nie jesteśmy zainteresowani szukaniem porad. Mężczyźni też chcą wiedzieć, jak mogą się zaangażować w wychowywanie dzieci.

To również dlatego zacząłeś tworzyć blog Tata w Pracy?

Zauważyłem, że mało kto pisze o zmaganiach z dziećmi, więc zacząłem dokumentować moje przeżycia. Mówię o tym, jakie mam przygody z dziećmi, a inni ojcowie mogą zobaczyć je i porównać ze swoimi. Dla przykładu podam tekst, który napisałem „Dlaczego mam burdel w domu”. Mówię w nim o mojej nieustannej walce z bałaganem. Praktycznie trwa ona całą dobę. Zabawki i jedzenie są wszędzie, trzeba na bieżąco sprzątać, tyle że na koniec burdel wygrywa. To nie jest nic nienormalnego i dlatego o tym napisałem. Kiedy masz dzieci, to musisz się liczyć z tym, że bardzo często jest bałagan.

Jakie ogólnie masz podejście do spraw wychowawczych?

Jeśli chodzi o dzieci, to wychowujemy je bezstresowo. Staramy się nie krzyczeć, tylko tłumaczyć. Jest to nieraz mozolne zadanie, ale mam nadzieję, że za parę lat osiągnę zamierzone skutki i dzieci będą się dobrze zachowywały.

A kto powinien mieć większy wpływ na wychowanie, ojciec czy matka?

W tym przypadku jestem za równouprawnieniem. Ojciec jest tak samo potrzebny, jak matka. Trzeba to jasno i wyraźnie powiedzieć, że rola taty nie powinna się kończyć na wyjściu do sklepu z dzieckiem, czy wymiana pieluchy. Kobieta i mężczyzna powinni po równo dzielić się obowiązkami rodzicielskimi. Moja żona także jest za tym równouprawnieniem rodzicielskim, bo widzi, że dzięki temu spędzam z dzieckiem więcej czasu, a ono lepiej się rozwija.

Czyli dzieci faworyzują twoją żonę?

W sytuacjach kryzysowych na pewno. Kiedy pojawia się płacz, to synek od razu leci do mamy. Wpływ na to na pewno miał fakt, że przez jego pierwszy roczek częściej byłem w pracy niż w domu, ale to teraz nadrabiam.

To życzę powodzenia w nadrabianiu straconych chwil.

Dziękuję i do usłyszenia.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...