
Na happening "Całujmy się pod tęczą" przyszło ok. 150 osób. To protest przeciwko agresji i wulgaryzmowi jakie zaprezentowali chuliganie, którzy podpalili tęczę 11 listopada. Znacznie więcej ludzi przyszło na protest "Dość terroru Marszu Niepodległości". I to pomimo ewakuacji Kampusu Głównego Uniwersytetu Warszawskiego, przed którym zebrali się demonstranci.
Happening pod tęczą rozpoczął się ok. 16. Część osób poza wymianą pocałunków złożyła pod tęczą kwiaty. Chronione przez policję zgromadzenie miało swój ściśle określony regulamin, a jednym z jego punktów było:
– "Niszczenie przedmiotów nie zmienia znaczenia symboli i nie jest w stanie zniszczyć idei. Paląc tęczę, wandale zniszczyli jedynie fizyczny obiekt! Pokażmy im czego zniszczyć nie mogą! Pokażmy, że miłość i wolność są w nas żywe, że nie wzruszą ich żadne agresywne gesty" – stwierdzili organizatorzy happeningu.
Kilka godzin później około 500 osób zebrało się pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego by protestować przeciw "terrorowi Marszu Niepodległości". Tak jak w przypadku happeningu pod tęczą, tak i tutaj, demonstranci zwołali się za pomocą Facebooka. Na prawicy słychać jednak drwiny, że protest przeciwko narodowcom był znacznie mniej liczny niż sam Marsz Niepodległości.