
Artur Skiba, prezes zarządu Antal International, międzynarodowej firmy rekrutacyjnej, napisał do gazetapraca.pl tekst o znamienny tytule "Młodzi, do roboty!". Autor stwierdza w nim, że młodzi gospodarki nie zmienią. Muszą się dostosować do warunków panujących na rynku pracy, zacisnąć zęby i, jeśli to konieczne, iść na darmowy staż. Ale przecież nie istnieje coś takiego jak darmowy lunch. Za bezpłatny staż też ktoś musi zapłacić.
REKLAMA
"Męczy mnie szukanie wszechobecnych usprawiedliwień dla braku przedsiębiorczości" - pisze Skiba. Nic dziwnego, że prezes Skiba jest zmęczony. Bo to, co można znaleźć podczas takich poszukiwań, obciążałoby prezesa. A życie w poczuciu winy nie jest życiem komfortowym. Dlatego najlepiej jest obarczać winą za swoją sytuację ofiary. Zwłaszcza wtedy, kiedy jest się katem. Oczywiście w przenośni. Jestem przekonany, że prezes Skiba żadnym katem tak naprawdę nie jest. Uległ tylko pewnym złudzeniom.
Wbrew pozorom nie jest to polemika tylko z tekstem Artura Skiby, ale z pewnym sposobem myślenia – z kliszami, które są powtarzane przez osoby związane z biznesem.
Złudzenie numer 1: Wszystko zależy od ciebie
Artur Skiba na wstępie artykułu przywołuje opinie ekspertów, którzy szukają przyczyn złej kondycji rynku pracy młodych. Prezes wymienia kilka powodów mieszając całkiem słuszne i rozsądne wyjaśnienia z branżowymi gusłami, prostymi, by nie powiedzieć prostackimi, diagnozami. Wśród przyczyn pojawiają się więc zawirowania światowej gospodarki, śmieciówki (oczywiście Skiba stwierdza, że jest to "niefortunna nazwa"). Ale też przedszkola, co zdaniem prezesa jest już sięganiem zbyt głęboko i sprowadza diagnozę do absurdu.
Istnieją jednak wiarygodne badania, które dowodzą, że przedszkole ma spory wpływ na to, kim będziemy. Nie chodzi tylko o socjalizację, nabieranie kompetencji społecznych, ale również wstępną selekcję. Dobre przedszkole dobrze przygotowuje dziecko do pierwszych kroków w "prawdziwej edukacji". Dzięki temu na starcie mają one premię w postaci kapitału kulturowego, który przez inne dzieciaki, które do przedszkola nie chodziły, bądź chodziły do gorszego, będą musiały nadrobić. W tym czasie ich lepiej przygotowani znajomi z klasy będą nabywać kolejnych kompetencji.
W diagnozie pojawiają się również: roszczeniowa młodzież i nierealne postulaty związków zawodowych. Nie jestem pewien, czy nieuprawnionym roszczeniem ze strony ludzi wchodzących na rynek pracy jest chęć otrzymania za nią wynagrodzenia. Wiem natomiast, że stopień uzwiązkowienia w Polsce należy do jednego z najniższych w Europie, przyprawianie więc związkom zawodowym gęby hamulcowego brzmi jak zwykła beka, ale zdaję sobie sprawę z tego, że w środowiskach managerskich taka diagnoza bywa traktowana zupełnie serio.
Wszystkie powody złej kondycji rynku pracy młodych wymienia prezes Artur Skiba tylko po to, żeby na końcu stwierdzić, że są one guzik warte, bo tak naprawdę chodzi o to, że jeśli ludziom się chce, to mogą. I na pierwszy rzut oka trudno się nie zgodzić, wszyscy pewnie znamy przypadki "selfmademanów". Tylko, że taki sposób patrzenia na procesy społeczne ma wartość diagnostyczną zbliżoną do anegdoty rzuconej na imieninach. Wydaje się wiarygodna, bo opowiada ją wujek, który był w Stanach i zaczynał przy azbestach, a teraz ma nawet obywatelstwo i własną firmę budowlaną. Tylko, że anegdota nadal pozostaje anegdotą, a dowody anegdotyczne mają zerową wartość jeśli chodzi próbę zrozumienia świata.
Tu pojawia się kwestia młodych, którzy pochodzą z małych miejscowości i przechodząc długą ścieżkę bywają znacznie lepsi niż ich koledzy i koleżanki z wielkich miast. Oczywiście, tacy ludzi się zdarzają. Ale to nie zmienia faktu, że w Polsce z mobilnością społeczną wcale nie jest tak jakby mogło się wydawać. Przeprowadzane około 10 lat temu badania nad ruchliwości społeczną przez Henryka Domańskiego pokazują, że awans społeczny w czasach dzisiejszego systemu jest trudniejszy niż w PRL.
Oczywiście znajdą się tacy, którym się uda, ale co z tymi, którym się nie udało? Czy prezes Artur Skiba uważa, że ich miejsce jest pod kamieniami? Że jeśli nie są tak inteligentni i prężni jak on, to zasługują co najwyżej na lichą, konwusyjną egzystencję od pierwszego do pierwszego ratowani przez chwilówki?
Złudzenie numer 2: Polska liderem gospodarczym
"Sytuacja ekonomiczna Polski należy obecnie do najlepszych w Europie i jednych z najsilniejszych na świecie" - ocenia Artur Skiba. I pewnie prezes ma rację, jeżeli patrzy się na wszystko przez pryzmat PKB. Tylko, że fetysz PKB w szeroko rozumianej ekonomii raczej odchodzi do przeszłości na korzyść innych wskaźników.
Co z tego, że wskaźniki PKB są spoko, skoro mediana zarodków w Polsce to około 2,5 tys zł., czyli akurat tyle, żeby jakoś przeżyć po opłaceniu rachunków. Są inne ważne wskaźniki, takie jak HDI, w których już z Polską nie jest tak dobrze. Można też pokusić się o przedstawienie np. dochodów w podziale kwantylowym lub decylowym. Czyli porównać jak wygląda dystrybucja bogactwa wśród pięciu (dziesięciu) równych ilościowo grup zarobkowych w Polsce. I znowu okazałoby się, że w Polsce żyje się kiepsko.
Dochody rzeczywiście wzrastają: zarządów spółek notowanych na giełdzie w zeszłym roku średnio o 10%, reszty społeczeństwa, średnio o 2%. Najsilniejszym poprawia się najszybciej. A inflacja? Dopiero porównania pokazują realną sytuację materialną społeczeństwa, a nie abstrakcyjne wskaźniki PKB.
Złudzenie numer 3: Każdy chce być jak prezes Artur Skiba
Artur Skiba z zapamiętaniem mówi o ludziach, którzy osiągają wielkie sukcesy. Że niby jak się postaramy, to wszystko w naszych rękach. Oczywiście samo to jest totalną bzdurą. Ludzie to nie tylko działanie, ale też obawy, frustracje, własne ograniczenia: intelektualne i emocjonalne, zobowiązania, których dotrzymywanie właściwie uniemożliwia realizowania się, kapitał kulturowy (lub jego brak), kapitał ekonomiczny, wsparcie (lub jego brak). W tym wszystkim jednak ginie gdzieś rzecz bardzo ważna, a mianowicie to, że nie tylko nie wszyscy mogą być managerami i prezesami, ale też nie wszyscy po prostu tego chcą.
Skończyły się już lata 90-te, japiszońskie eldorado. Dzisiaj sporo ludzi chce czegoś innego: pójść na spacer z dziewczyną albo chłopakiem, pojeździć na longboardzie albo na ostrym kole, pograć w zespole death metalowym, pójść w góry, robić czapki, biegać półmaratony, grać w planszówki. Ambicją coraz mniejszej liczby osób jest zajeżdżanie się w korpach mamiąc się wizją oszałamiającej kariery. Coraz więcej ludzi rozumie, że kariera jest niewiele warta, jeśli nie ma się poza nią dobrego życia. Prezesi, zrozumcie, że nie wszyscy chcą być prezesami.
Złudzenie numer 4: Sukces gospodarczy zależy od starań pracowników
"Jeżeli natomiast pozwolimy na dalszą eskalację niczym niepopartej postawy roszczeniowej u coraz większej liczby dzisiejszych 20-latków, a nawet nastolatków, będziemy za najdalej dekadę świadkami wielkiego kryzysu, nie tylko gospodarczego" - pisze prezes Artur Skiba. Złośliwi mogliby powiedzieć, za że pomstowanie na roszczeniowość przez człowieka, który zachęca do pracy za darmo, należałaby się wiązanka inwektyw, a nie polemika. Ale ja złośliwy nie jestem.
Przez te słowa Artura Skiby po raz kolejny przemawia naiwna wiara w sprawczość poszczególnych jednostek. Jeśli przestaniemy się bawić w roszczenia, weźmiemy się do ciężkiej pracy, to wszystko jakoś pójdzie. Otóż nie pójdzie. Bo poza samą pracą na sukcesy gospodarcze i społeczne wpływają setki czynników. Na przykład otoczeni instytucjonalne. USA swoją potęgę budowały nie tylko na wierze w indywidualizm, ale też na twardym wsparciu państwa dla biznesu. Działo się tak w przypadku upraw bawełny i Internetu stworzonego nie przecież przez genialnych przedsiębiorców, tylko za ogromne państwowe pieniądze z ARPA (dzisiaj DARPA). Finlandia jest gdzie jest, dzięki interwencji instytucjonalnej i mądremu programowi inwestowania w naukę i społeczną infrastrukturę.
Jednocześnie w tym miejscu, mówiąc o wartości pracy, warto powiedzieć, że biedni ludzie bardzo dużo pracują. Wbrew opinii wielu samozwańczych ekspertów biedny nie leży przed telewizorem i nie pije piwa, które kupił z zasiłku. Również dlatego, że za dużo tego piwa z zasiłku w Polsce się nie kupi. Ludzie biedni są często bardzo pracowici i zapracowani. Są również kreatywni i innowacyjni, ale ich pracowitość, kreatywność i innowacyjność nie przekłada się na ich zarobki. Biedny-bierny to mit dość dawno obalony przez wiarygodne badania. Słowem: pracowitość z pewnością nie wystarczy.
Jeśli miałbym iść dalej, to powiem, że wysłuchanie słów prezesa Artura Skiby z pewnością przyczyniłoby się do totalnej ruiny społeczno-gospodarczej kraju już w horyzoncie najbliższych 10 lat. Scenariusz wyglądałby tak: garstka bogatych, którzy ciągle nawołują o większe starania i rzesze biednych, spośród których spora część ciągle wierzy w mit selfmademana. Tylko, że ścieżki będą już pozamykane i nie zuważą tego ani zatyrani biedni, ani prezesi, którzy będą wymagać większego i większego wysiłku.
Nie ma darmowych staży
Według badań przeprowadzonych na grupie 900 osób, na które powołują się organizatorzy kampanii "Nie robię tego za darmo" na bezpłatnym stażu było ponad 50% uczniów i studentów. To spora grupa. Warto zwrócić uwagę na fakt, że pomimo cząstkowych badań w Polsce chyba jeszcze nie doczekaliśmy się dużego opracowania na temat kwestii darmowych staży. Problem jednak z pewnością jest, nie jest tylko znana jego skala. Organizatorzy kampanii "Nie robię tego za darmo" przytaczają raporty Parlamentu Europejskiego i OECD, które nie tylko zwracają uwagę na to, że darmowe staże są nadużywane przez pracodawców, a osoby stażujące są często traktowane po prostu jako darmowa siła robocza. Instytucje dają również do zrozumienia, że darmowe staże to też eksploatacja rodziców, których dzieci pracują za darmo.
Milton Friedman zwykł mówić, że żaden lunch nie jest darmowy. Za wszystko trzeba zapłacić i ktoś za wszystko płaci. Zapominają o tym ci, którzy oferują darmowe staże. Prezes Skiba mówiąc o uniezależnianiu się od rodziców postuluje jednocześnie konieczność darmowego stażowania. Nie widzi sprzeczności między jednym, a drugim. Wydaje się nie rozumieć, że darmowy staż, czy śmieciówka (oj, przepraszam, umowa cywilno-prawna) skazuje młodych ludzi na pomoc rodziców. Bo za doświadczenie nie da się zjeść, zapłacić rachunków, kupić kurtki, ani pójść do kina.