
Posłowie nadal mają problemy z wpadkami przy włączonych kamerach, które nadal, jak na złość ich podsłuchują. Przy okazji wczorajszej debaty o referendum emerytalnym ich ofiarą padła Beata Kempa z Solidarnej Polski. Kilka dni wcześniej podobny los spotkał prezydentów USA i Rosji.
Beata Kempa instruuje Arkadiusza Mularczyka
Kempa: - Arku, czekaj, ja chcę jeszcze z tobą pogadać [Czekaj, Jola, czekaj! - do telefonu]. Mam taki pomysł, jakbyś na przykład wyszedł teraz, przerwał kon... Nie konwent... Przerwał i wezwał Tuska do natychmiastowego wyjścia do tych ludzi. Niech nie chowa głowy w piasek. "Jeśli ma pan honor, proszę wyjść do tych ludzi, iluś tam tysięcy...". Zadzwoń do Dudy, ilu przyjechało. I każ mu wyjść, z nory.
Mularczyk: - Na samym początku, tak?
Kempa: - Na samym początku, zrobisz show. Zrób to.
Przewodniczący jednak nie posłuchał wskazówek koleżanki i nie skorzystał z misternie ułożonego planu. Jego przemówienie raczej nie zapisze się ani w pamięci posłów, którzy się mu przysłuchiwali, ani oglądających je telewidzów. Za to posłanka Kempa z całą pewnością będzie uważniej przyglądała się, czy czerwona lampka na kamerze na pewno jest wyłączona. To zresztą nie pierwsze problemy polityków z wścibskimi kamerami.
Podsłuchana rozmowa Miedwiediew-Obama
Obama: Wszystkie te kwestie, szczególnie kwestia tarczy antyrakietowej, mogą być rozwiązane, ale ważne jest, by [Putin-red.] dał mi przestrzeń.
Miedwiediew: Jasne, rozumiem. Rozumiem co masz na myśli, mówiąc o przestrzeni. Przestrzeni dla ciebie…
Obama: To moje ostatnie wybory. Po tych wyborach będę mógł być bardziej elastyczny.
Miedwiediew: Rozumiem. Przekażę tę informację Władimirowi.
Wydawałoby się, że doświadczeni politycy powinni unikać takich wpadek, jednak jest ich coraz więcej. Może to wynik rosnącej liczby kamer, które obserwują uważnie każdy krok polityków. Ofiarami tego padli już nie raz nasi politycy. Przez mikrofonowe wpadki swoją karierę parlamentarną zakończył Robert Węgrzyn, były już poseł Platformy Obywatelskiej, który swego czasu na widok o stroju Marzeny Wróbel, powiedział do partyjnego kolegi Andrzeja Czumy: "Jaki kolor ubrała jeszcze kuźwa!". Późniejsze słowo o tym, że "z gejami to może dajmy sobie spokój, ale na lesbijki chętnie bym popatrzył" tylko przypieczętowały jego los.
Niewiele pomogły też kwiaty, jakie na ręce minister sportu Joanny Muchy złożył Jan Tomaszewski z PiS. Na posiedzeniu komisji sportu podczas przesłuchania w sprawie Euro 2012 opowiedział kolegom żart: "Jak zapłodnić krowę lodem? Wystarczy ją postawić na lód, sama się wypieprzy". Tak brzmiała mniej oficjalna ocena sytuacji wokół premii szefa Narodowego Centrum Sportu. Przeprosiny przyjęto, ale posłowie jak widać, nie nauczyli się jeszcze ostrożności w obecności kamer.
