Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Koniec marca to gorący okres w każdej polskiej partii. Do poniedziałku wszystkie ugrupowania bez wyjątku muszą dostarczyć Państwowej Komisji Wyborczej sprawozdanie finansowe za ubiegły rok. W ten sposób informując, skąd pochodzą źródła środków wydawanych na ich działalność, a także o tym, jak wyglądały wydatki z Funduszu Wyborczego. Niezłożenie sprawozdania oznacza automatyczne skreślenie z rejestru partii.

REKLAMA
Choć dla funkcjonowania ugrupowania politycznego księgowość prowadzona w przejrzysty sposób to podstawa, doświadczenia ostatnich lat pokazują, że wiele z nich ma z tym spore problemy. Szczególnie ci najpoważniejsi gracze, którzy w ostatnich wyborach zdobyli wystarczające poparcie by otrzymać subwencję z budżetu państwa. Na skarbnikach takich ugrupowań spoczywa też znacznie większa odpowiedzialność. Sprawozdanie finansowe musi być przygotowane przez nich nie tylko na czas, ale i bardzo skrupulatnie. Ponieważ jeżeli PKW je odrzuci, partię może czekać utrata wpływów z państwowej kasy.
Skąd partie biorą fundusze?
Istnieją trzy drogi finansowania:

1) Majątek własny partii. Wykorzystywany zgodnie z celami statutowymi, czyli:

- oprocentowanie środków zgromadzonych na rachunkach bankowych
- obrót obligacjami Skarbu Państwa
- zbycie majątku
- sprzedaży tekstu statutu, lub programu
- kredytów bankowych zaciągniętych w celu wykonania celów statutowych

2) Wpłaty od osób fizycznych. Ograniczone kwotowo. Suma wpłat nie może przekroczyć 15-krotnego wynagrodzenia minimalnego rocznie.

3) Subwencje z budżetu państwa. Przysługujące w wysokości proporcjonalnej do wyniku wyborczego wszystkim ugrupowaniom, które w wyborach do Sejmu uzyskały 3% ważnych głosów, lub 6% – w przypadku koalicji.

Inaczej jest w przypadku tzw. politycznego planktonu, czyli partii zdobywających wynik poniżej tego, za który przysługuje subwencja. Zakwestionowanie przez PKW ich rozliczeń nie pociąga za sobą właściwie żadnych konsekwencji. Poza ewentualnymi stratami wizerunkowymi, wynikającymi z wystawienia się na zarzuty braku przejrzystości w działaniu. Jednak i wśród politycznych trzecioligowców rachunki muszą skończyć się do poniedziałku. Termin na złożenie sprawozdania minął właściwie wczoraj, ale w tym roku PKW postanowiła przedłużyć go do poniedziałku 2 kwietnia, ze względu na to, że przypadałby w weekend. Dokumenty można przesłać pocztą, wówczas decyduje data nadania korespondencji. Niedostarczenie sprawozdania w ogóle oznacza praktycznie automatyczne skreślenie z rejestru partii politycznych, który jest prowadzony przy Sądzie Okręgowym w Warszawie.
Jeden błąd i można stracić miliony
Jednak w praktyce znacznie bardziej bolesne jest odrzucenie przez PKW sprawozdania partii, które odgrywają rolę w realnej polityce. Najlepiej przekonało się o tym jedenaście lat temu Polskie Stronnictwo Ludowe. Za sfinansowanie ulotek i plakatów promujących partię podczas kampanii wyborczej w roku 2001 z niedozwolonych źródeł ludowcy okazali się być winni Skarbowi Państwa ponad 9 mln zł. I do dziś mają problem ze spłaceniem tego długu, który wraz z odsetkami sięgnął już 21 mln zł. Skądinąd wczoraj powinien mijać termin spłaty jego pierwszej raty. Po tym, gdy minister finansów Jacek Rostowski nie zgodził się na umorzenie długu, PSL musi co trzy miesiące spłacać raty w wysokości ok. 470 tys. zł.
W roku 2007 przed widmem utraty subwencji stanęło także Prawo i Sprawiedliwość. PKW odrzuciła sprawozdanie finansowe partii Jarosława Kaczyńskiego uznając, że niedozwolonymi źródłami finansowania były środki pochodzące z wpłat od cudzoziemców. W ten sposób PiS mógł słono zapłacić za gorące poparcie, którym cieszyło się ze strony Polonii. Partii udało się jednak uniknąć poważnych konsekwencji. Postanowienie PKW zostało zaskarżone przed Sądem Najwyższym, który uznał, iż Komisja dokonała nadinterpretacji przepisów. PiS pieniędzy z budżetu państwa nie straciło i bez problemu mogło pokryć z nich około 28 mln zł, które wydało na przegraną wówczas kampanię.
Poparcie Polaków kosztuje krocie
Jak oblicza się subwencje?
Według wzoru S = W1 x M1 + W2 x M2 + W3 x M3 + W4 x M4 + W5 x M5, czyli...

"Wysokość rocznej subwencji, dla danej partii politycznej albo koalicji wyborczej ustalana jest na zasadzie stopniowej degresji proporcjonalnie do łącznej liczby ważnych głosów oddanych na listy okręgowe kandydatów na posłów partii albo koalicji wyborczej, w rozbiciu na liczby głosów odpowiadające poszczególnym przedziałom określonym w procentach...". CZYTAJ WIĘCEJ

Pilnowanie wydatków dla partii politycznych żyjących z pieniędzy podatników jest właściwie najważniejszym zadaniem. Stąd też wysoka pozycja partyjnych skarbników, którzy pozostając w drugim szeregu pełnią zazwyczaj w ugrupowaniu rolę szarych eminencji. Prawdziwej polityki nie da się bowiem robić bez pieniędzy. I to wielkich pieniędzy. W przypadku obu ostatnich wyborów parlamentarnych ich zwycięzca musiał wyłożyć na kampanię około 29 mln zł. W roku 2007 Platforma wydała 29,5 mln, a ubiegłej jesieni tylko o ok. 300 tys. mniej.
Podobne koszty muszą ponosić także pozostali gracze plasujący się na tzw. pudle. W porównaniu z wyborami w 2007 roku, w 2011 PiS wydał nawet o dwa miliony więcej (2007 - ok. 28 mln zł, 2011 - nieco ponad 30 mln zł). Finansowo na trzecim miejscu od lat utrzymuje się SLD, które na ostatnie wybory wydało 24 mln zł. To o dwa miliony mniej, niż przed pięcioma laty. Z tym, że wówczas tyle kosztowało trzecie miejsce w Sejmie, a obecnie piąte, czyli ostatnie. Nie mniej kosztowne dla największych partii były także ostatnie wybory samorządowe. PO wydało na nie aż 34,5 mln zł, PiS - 19,6 mln, SLD - 17,7 mln, a PSL - 14 mln. Czyli łącznie ponad 85 mln zł.
Solidarna Polska ma 6,4 procent w pierwszym sondażu po kongresie założycielskim

Często są ta jednak pieniądze bardzo dobrze zainwestowane. Zwycięstwo tylko w ubiegły roku dało Platformie Obywatelskiej aż 37 mln zł subwencji. Po odliczeniu kosztów kampanii zostaje więc jeszcze ponad 7 mln. Gorszy "interes" zrobiło niestety Prawo i Sprawiedliwość, które po otrzymaniu całej subwencji w wysokości prawie 27 mln zostaje po wyborach jeszcze z 3 mln na minusie. Spora dziura po kampanii musi być również w budżetach PSL i SLD. Ludowcy zasłużyli co prawda na prawie 6,5 mln zł, ale wydali jesienią aż 12 mln. Jeszcze gorszy bilans mają w Sojuszu, który również otrzymuje z budżetu ok. 6,5 mln, ale przekonać do siebie wyborców próbował za 24 mln.
Palikot mistrzem politycznego biznesu

10 mln zł


"Zarobił" na wyborach Ruch Palikota
O ile tym razem rozliczenia w PKW będą przebiegały bez większego problemu, mistrzem politycznego biznesu okaże się Ruch Palikota. Stanowiąc nowość na polskiej scenie politycznej ugrupowanie Janusza Palikota wydało w kampanii zaledwie 1,7 mln zł. Trzecie miejsce pozwala mu tymczasem na odebranie ponad 11 mln! W tym miejscu trzeba jednak dodać, że od dłuższego czasu partia ma spore problemy z przejrzystością finansową. Palikot bywał oskarżany o niewypłacalność wobec partnerów ugrupowania.
Już na samym starcie Ruch miał także problemy z PKW. Groziło mu nawet wykreślenie z rejestru partii. Jego władze nie potrafiły bowiem odpowiednio zinterpretować obowiązujących przepisów i przed rokiem nie dostarczył na czas sprawozdania. Zaskoczony Janusz Palikot tłumaczył, że był przekonany, iż "dopóki się nie rozpocznie działalności, to się sprawozdania nie składa". By utrzymać prawo do wielkiej nagrody za świetny wynik, teraz wszystko będzie musiało być więc dopięte na ostatni guzik.