
Choć teoretycznie na wileńskim szczycie może się jeszcze zdarzyć wszystko, wątpliwe jest, by władze Ukrainy oparły się rosyjskiej groźbie totalnej blokady gospodarczej i podpisały umowę stowarzyszeniową z UE. Równie mało prawdopodobne jest to, że Ukraińcy wyjdą na ulicę i urządzą władzom powtórkę z Pomarańczowej Rewolucji. – Niestety, najpewniej Ukrainę czeka powolny dryf w objęcia Rosji – ocenia sytuację Paweł Zalewski.
Mimo że wileński szczyt jeszcze przed nami, wszystko wskazuje na to, że czwartkowa decyzja ukraińskiego rządu ostatecznie przesądziła losy umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Przez polskie media przetoczyła się już fala rozczarowania tym faktem, ale Paweł Kowal, przewodniczący Komisji UE-Ukraina, pozostaje optymistą i mówi w rozmowie z naTemat, że gra o zbliżenie naszych wschodnich sąsiadów do Unii Europejskiej ciągle się toczy.
– W sensie formalnym sprawa jest wciąż otwarta. Wczorajsze głosowanie w parlamencie i decyzja rządu nie są wiążące dla prezydenta Janukowycza – przekonuje Kowal i twierdzi, że teoretycznie ukraiński przywódca ma wolną rękę, by jednak podpisać w Wilnie dokument stowarzyszeniowy.
Paweł Zalewski, współprzewodniczący Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa i bloger naTemat również zauważa, że nie wszystko jest jeszcze jasne: – Decyzja premiera Azarowa wskazuje, że na tym szczycie do podpisania umowy nie dojdzie. Ciekawe jest jednak, że ogłosił ją premier, a nie prezydent Janukowycz, który miał dokument podpisać – mówi Zalewski.
Wydaje się jednak, że siła rosyjskiego szantażu jest tak ogromna, iż nikt na Ukrainie nie będzie się jej chciał przeciwstawić. Cytowana przez portal Gazeta.pl litewska prezydent Dalia Grybauskaite zreferowała mediom swoją niedawną rozmowę z prezydentem Janukowyczem. Dał jej on jasno do zrozumienia, że Rosjanie postawili go pod ścianą.
Gazeta.pl
Czy rzeczywiście cała wina spada na Rosję? Zdania są podzielone – niektórzy twierdzą, że Unia nie zaproponowała Ukrainie pomocy gospodarczej, która pomogłaby przezwyciężyć skutki ewentualnej rosyjskiej blokady, inni, jak wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt cytowany przez Polskieradio.pl, twierdzą, że Janukowycz wodził Unię za nos od samego początku.
Drugiego Majdanu nie będzie Czwartkowa decyzja rządu wywołała rozczarowanie nie tylko wśród polskich komentatorów. Opozycja grzmiała, że to zdrada stanu, a wielu w nocy z czwartku na piątek na słynny kijowski Majdan wyszło ok. 2 tysięcy ludzi, głośno manifestując poparcie dla umowy stowarzyszeniowej. Czy ten protest może być zalążkiem masowego społecznego buntu na miarę Pomarańczowej Rewolucji? Dr Andrzej Szeptycki z Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW twierdzi, że nie.
Dr Andrzej Szeptycki
Instytut Stosunków Międzynarodowych UW
Z opinią tą zgadza się Paweł Zalewski. Dodaje, że piłeczka jest teraz po stronie polityków: zarówno Ukraińskich, jak i unijnych. – Musimy sobie uświadomić, że na kwestię umowy stowarzyszeniowej trzeba patrzeć w szerszej perspektywie, którą wyznacza cały proces transformacji ukraińskiej gospodarki i ukraińskiego państwa – tłumaczy. Według niego problem leży w tym, że ani po stronie ukraińskiej, ani unijnej, nikt na poważnie nie postawił pytania o to, jak owo “wyjście” z oligarchicznego modelu postsowieckiego powinno przebiegać.
Jak na razie perspektywa tego typu zmian, przybliżających naszego sąsiada do gospodarczych i politycznych standardów Zachodu, bardzo się oddala. Co zatem dalej z Ukrainą?
Trzy drogi Ukrainy Paweł Kowal twierdzi, że umowa kiedyś i tak zostanie podpisana. – Nastroje ukraińskiego społeczeństwa i elit są w tej sprawie jednoznaczne – podkreśla i apeluje, by nie ustawać w wysiłkach o integrację Ukrainy z UE. Z drugiej jednak strony rację ma dr Szeptycki, gdy w rozmowie z nami pyta: – Ile razy można tę samą pannę prosić o rękę? – Były już przecież dwa podejścia. Trudno sobie wyobrazić, żeby Unia błagała Ukraińców o integrację – ocenia ekspert.
Paweł Zalewski rysuje trzy scenariusze dalszego rozwoju sytuacji. W optymistycznej wersji Ukraińcy zawieszają rozmowy pod presją Rosji, jednak wciąż dążą do integracji z Europą, opracowując w międzyczasie plan koniecznej transformacji. Drugi scenariusz zakłada, że Janukowycz postanawia postawić jednoznacznie nie na Unię, lecz na Rosję, dążąc prędzej czy później do związku celnego z tym krajem. Ale jest też trzecia możliwość.
Dlatego też Zalewski apeluje jednym głosem z Pawłem Kowalem, aby szukać dróg wyjścia ze strategicznego pata, w jakim utknęła Ukraina i UE. – Nie powinniśmy nawzajem obwiniać się z Janukowyczem o to, kto jest winny klęsce szczytu, ale usiąść do rozmów i ustalić, jak powinna przebiegać ukraińska transformacja, i czy Ukraina jest na nią gotowa – ocenia nasz bloger.
Do trzech scenariuszy Zalewskiego trzeba dodać jeszcze jeden: zawsze pozostaje cień szansy, że stanie się to, w co już mało kto wierzy i Janukowycz wbrew parlamentowi i decyzji rządu podpisze w Wilnie umowę z UE. Jak na razie pewne jest tylko to, że na szczyt pojedzie, o czym poinformował w piątek PAP. Wileńskie spotkanie odbędzie się w dniach 28-29 listopada.
