28.12.2004 – mieszkańcy Kijowa świętują zwycięstwo Wiktora Juszczenki i Pomarańczowej Rewolucji. Dziś na Ukrainie takiego entuzjazmu już brakuje.
28.12.2004 – mieszkańcy Kijowa świętują zwycięstwo Wiktora Juszczenki i Pomarańczowej Rewolucji. Dziś na Ukrainie takiego entuzjazmu już brakuje. Fot. Damian Kramski / AG

Choć teoretycznie na wileńskim szczycie może się jeszcze zdarzyć wszystko, wątpliwe jest, by władze Ukrainy oparły się rosyjskiej groźbie totalnej blokady gospodarczej i podpisały umowę stowarzyszeniową z UE. Równie mało prawdopodobne jest to, że Ukraińcy wyjdą na ulicę i urządzą władzom powtórkę z Pomarańczowej Rewolucji. – Niestety, najpewniej Ukrainę czeka powolny dryf w objęcia Rosji – ocenia sytuację Paweł Zalewski.

REKLAMA
Mimo że wileński szczyt jeszcze przed nami, wszystko wskazuje na to, że czwartkowa decyzja ukraińskiego rządu ostatecznie przesądziła losy umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Przez polskie media przetoczyła się już fala rozczarowania tym faktem, ale Paweł Kowal, przewodniczący Komisji UE-Ukraina, pozostaje optymistą i mówi w rozmowie z naTemat, że gra o zbliżenie naszych wschodnich sąsiadów do Unii Europejskiej ciągle się toczy.
– W sensie formalnym sprawa jest wciąż otwarta. Wczorajsze głosowanie w parlamencie i decyzja rządu nie są wiążące dla prezydenta Janukowycza – przekonuje Kowal i twierdzi, że teoretycznie ukraiński przywódca ma wolną rękę, by jednak podpisać w Wilnie dokument stowarzyszeniowy.
Paweł Zalewski, współprzewodniczący Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa i bloger naTemat również zauważa, że nie wszystko jest jeszcze jasne: – Decyzja premiera Azarowa wskazuje, że na tym szczycie do podpisania umowy nie dojdzie. Ciekawe jest jednak, że ogłosił ją premier, a nie prezydent Janukowycz, który miał dokument podpisać – mówi Zalewski.
Wydaje się jednak, że siła rosyjskiego szantażu jest tak ogromna, iż nikt na Ukrainie nie będzie się jej chciał przeciwstawić. Cytowana przez portal Gazeta.pl litewska prezydent Dalia Grybauskaite zreferowała mediom swoją niedawną rozmowę z prezydentem Janukowyczem. Dał jej on jasno do zrozumienia, że Rosjanie postawili go pod ścianą.
Gazeta.pl

Grożono ograniczeniem importu towarów przez Rosję, zwłaszcza od firm we wschodniej Ukrainie, gdzie skumulowana jest większa część przemysłu i zatrudnione są setki tysięcy ludzi. Szacunki wskazują, że doprowadziłoby to do miliardów strat. CZYTAJ WIĘCEJ


Czy rzeczywiście cała wina spada na Rosję? Zdania są podzielone – niektórzy twierdzą, że Unia nie zaproponowała Ukrainie pomocy gospodarczej, która pomogłaby przezwyciężyć skutki ewentualnej rosyjskiej blokady, inni, jak wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt cytowany przez Polskieradio.pl, twierdzą, że Janukowycz wodził Unię za nos od samego początku.
Drugiego Majdanu nie będzie
Czwartkowa decyzja rządu wywołała rozczarowanie nie tylko wśród polskich komentatorów. Opozycja grzmiała, że to zdrada stanu, a wielu w nocy z czwartku na piątek na słynny kijowski Majdan wyszło ok. 2 tysięcy ludzi, głośno manifestując poparcie dla umowy stowarzyszeniowej. Czy ten protest może być zalążkiem masowego społecznego buntu na miarę Pomarańczowej Rewolucji? Dr Andrzej Szeptycki z Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW twierdzi, że nie.
Dr Andrzej Szeptycki
Instytut Stosunków Międzynarodowych UW

Choć Ukraińcy relatywnie "chętnie" wychodzą na ulicę, to społeczeństwo jest już za bardzo zmęczone i zniechęcone, by zafundować politykom “drugi Majdan”. Ludzie mają wszystkiego dość: są zawiedzeni efektami Pomarańczowej Rewolucji i zatroskani sytuacją gospodarczą. Bardziej od polityki międzynarodowej interesują ich dzisiaj ceny gazu. Dlatego też masowych protestów nie będzie.


Z opinią tą zgadza się Paweł Zalewski. Dodaje, że piłeczka jest teraz po stronie polityków: zarówno Ukraińskich, jak i unijnych. – Musimy sobie uświadomić, że na kwestię umowy stowarzyszeniowej trzeba patrzeć w szerszej perspektywie, którą wyznacza cały proces transformacji ukraińskiej gospodarki i ukraińskiego państwa – tłumaczy. Według niego problem leży w tym, że ani po stronie ukraińskiej, ani unijnej, nikt na poważnie nie postawił pytania o to, jak owo “wyjście” z oligarchicznego modelu postsowieckiego powinno przebiegać.

Chodzi o intelektualne opracowanie tego, w jaki sposób Ukraina powinna wdrożyć głębokie reformy, których potrzebuje, i co zrobić, by zamortyzować ich ogromne społeczne i gospodarcze koszty.


Jak na razie perspektywa tego typu zmian, przybliżających naszego sąsiada do gospodarczych i politycznych standardów Zachodu, bardzo się oddala. Co zatem dalej z Ukrainą?
Trzy drogi Ukrainy
Paweł Kowal twierdzi, że umowa kiedyś i tak zostanie podpisana. – Nastroje ukraińskiego społeczeństwa i elit są w tej sprawie jednoznaczne – podkreśla i apeluje, by nie ustawać w wysiłkach o integrację Ukrainy z UE. Z drugiej jednak strony rację ma dr Szeptycki, gdy w rozmowie z nami pyta: – Ile razy można tę samą pannę prosić o rękę? – Były już przecież dwa podejścia. Trudno sobie wyobrazić, żeby Unia błagała Ukraińców o integrację – ocenia ekspert.
Paweł Zalewski rysuje trzy scenariusze dalszego rozwoju sytuacji. W optymistycznej wersji Ukraińcy zawieszają rozmowy pod presją Rosji, jednak wciąż dążą do integracji z Europą, opracowując w międzyczasie plan koniecznej transformacji. Drugi scenariusz zakłada, że Janukowycz postanawia postawić jednoznacznie nie na Unię, lecz na Rosję, dążąc prędzej czy później do związku celnego z tym krajem. Ale jest też trzecia możliwość.

Według mnie najbardziej prawdopodobny jest jednak scenariusz, w którym ukraińskie władze nie decydują się na żadne konkretne działania, skupiając się jedynie na swoich krótkoterminowych interesach, a tym samym skazując kraj na dryf. Niestety, w praktyce będzie to dryf wprost w objęcia Rosji, który tak czy inaczej skończy się zawarciem między tymi krajami związku celnego.


Dlatego też Zalewski apeluje jednym głosem z Pawłem Kowalem, aby szukać dróg wyjścia ze strategicznego pata, w jakim utknęła Ukraina i UE. – Nie powinniśmy nawzajem obwiniać się z Janukowyczem o to, kto jest winny klęsce szczytu, ale usiąść do rozmów i ustalić, jak powinna przebiegać ukraińska transformacja, i czy Ukraina jest na nią gotowa – ocenia nasz bloger.
Do trzech scenariuszy Zalewskiego trzeba dodać jeszcze jeden: zawsze pozostaje cień szansy, że stanie się to, w co już mało kto wierzy i Janukowycz wbrew parlamentowi i decyzji rządu podpisze w Wilnie umowę z UE. Jak na razie pewne jest tylko to, że na szczyt pojedzie, o czym poinformował w piątek PAP. Wileńskie spotkanie odbędzie się w dniach 28-29 listopada.