
Tysiące Ukraińców siłą próbują odzyskać nadzieje na to, by ich ojczyzna podtrzymywała proeuropejskie ambicje. W niedzielę protesty przeciwko wycofaniu się Kijowa ze starań o podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską przerodził się w regularną bitwę na ulicach ukraińskiej stolicy. Stutysięczny tłum demonstrantów postanowił bowiem przepuścić szturm na budynki rządowe.
REKLAMA
"Precz z bandą!" lub "Ukraina to Europa!" - to według korespondentów z Kijowa najczęstsze okrzyki, które wznosili zbulwersowani nagłą zmianą kierunku polityki międzynarodowej swojego kraju Ukraińcy. Ich gniew wzbudza fakt, iż prezydent Wiktor Janukowycz praktycznie z dnia na dzień oznajmił, iż przerwane zostaną przygotowania do stowarzyszenia się z Unią Europejską, a Kijów zamierza jeszcze silniej związać się z Kremlem.
Rozmowy z Brukselą zostały zerwane w dużej mierze ze względu na pat w sprawie starań Unii Europejskiej dążącej do uwolnienia więzionej od lat byłej premier Ukrainy, Julii Tymoszenko. W niedzielę tysiące mieszkańców Ukrainy przypominało, iż oni również wciąż oczekują, by ciężko chora Tymoszenko opuściła wreszcie więzienie. Wielu protestujących na ulicach Kijowa trzymało w rękach portrety byłej premier.
Protesty w na Majdanie Niepodległości, który wszyscy kojarzą jeszcze z czasów Pomarańczowej Rewolucji, trwają już od czterech dni. Jak donoszą obecni na miejscu korespondenci, z każdym dniem na placu pojawia się coraz więcej demonstrantów. Atmosfera odbiega jednak od tej, która panowała podczas pokojowej rewolucji przewodzonej przez Wiktora Juszczenkę i Julię Tymoszenko na przełomie 2004 i 2005 roku i jest o wiele bardziej napięta.
Ukraińcy protestują jednak nie tylko w Kijowie i innych największych miastach za naszą wschodnią granicą. Tłumy zebrały się także przed placówkami dyplomatycznymi Ukrainy w Warszawie oraz Lublinie, gdzie wznoszone były proeuropejskie i antyrosyjskie hasła. Podobne demonstracje miały miejsce także w Brukseli, Londynie, Wiedniu, Paryżu, Lizbonie oraz Tallinie.
