
Mój Facebook od jakiegoś czasu zalewają zdjęcia modernistycznej architektury i artykuły o tym, co dzieje się w przestrzeni miejskiej. I jest mi z tym dobrze - to niezwykle miła przeciwwaga dla konkursów, w których można wygrać pobrudzoną wybielaczem hipsterską bluzkę, lub legendarnego „niezafoliowanego iPhone'a”. Facebook to tylko pewien sygnał. Architektura jest obecnie wyjątkowo na czasie, a lubowanie się w modernizmie to swego rodzaju modny obowiązek. Wyraźnie widać trend. Jaka jest jego geneza? O tym opowiada Adam Przywara, członek grupy Powojenny Modernizm.
REKLAMA
Nie odnosisz wrażenia, że tak jak parę lat temu po "Tańcu z Gwiazdami" cała Polska się roztańczyła, to w tej chwili pół narodu fascynuje się architekturą, szczególnie młodzi?
Adam Przywara: Porównanie do "Tańca z Gwiazdami" to przesada - w końcu ilość odbiorców telewizji, a szczególnie takich programów w Polsce jest niewyobrażalna, zwłaszcza w zestawieniu z ludźmi interesującymi się przestrzenią miejską czy architekturą. Ale muszę się też zgodzić, że zainteresowanie tymi dwoma dziedzinami cały czas wzrasta, co bardzo mnie cieszy. Mimo to, jest jeszcze mnóstwo do zrobienia - miliony ludzi muszą zrozumieć, że estetyczna i funkcjonalna przestrzeń to nie tylko "widzimisię" architektów i urbanistów, ale element bez którego na dłuższą metę nie da się żyć.
Z czego według ciebie wynika coraz większa fascynacja architekturą?
Składa się na to mnóstwo czynników. Myślę, że do pewnego stopnia jest to też jakaś intelektualna moda. Dużą pracę wykonują oddolne organizacje, które kształtują świadomość Polaków poprzez różne publikacje i akcje, a także wydawnictwa, które publikując klasykę myśli architektonicznej otwierają ludziom oczy na różne aspekty tej problematyki. Myślę, że ważny jest też jest ruch digitalizacji materiałów historycznych - archiwalne zdjęcia na przykład z PRLu, czy z przed wojny, są bardzo pociągające dla przeciętnego odbiorcy w przestrzeni wirtualnej i zapewniają specyficzną przeciwwagę dla przestrzeni realnej, która często okazuje się być o wiele mniej atrakcyjna.
Ale chyba zboczyliśmy w trochę inne rejony - kolejnym ważnym elementem jest zmiana nastrojów społeczno-politycznych. Ludzie zaczynają się aktywizować i działać w przestrzeni miejskiej czego oczywistym skutkiem jest zainteresowanie się nią samą i jej oddziaływaniem na nasze życie. Po prostu wielu ludzi chce żyć dziś lepiej zarówno na poziomie użyteczności otoczenia jak i jego estetyki.
Zainteresowanie architekturą wydaje mi się być ostatnio jednym z obowiązków "młodych, wykształconych, z wielkich ośrodków", patrząc na dużo większą niż kilka lat temu ilość dotyczących jej publikacji, spotkań, wykładów i grup pasjonatów. Nawet trochę wstyd nie lubić na Facebooku waszego Powojennego Modernizmu.
Widać ogromną poprawę jeśli chodzi o znajomość tematu i zaangażowanie. Z jednej strony na samym Facebooku obserwuję ogromną aktywność ludzi w naszym wieku, choćby w sprawie reklam i "czystości przestrzeni". Reklama Warsaw Shore zostanie zdjęta ze Smyka właśnie dzięki zaangażowaniu takich ludzi jak my. Zaangażowanie widać także w "realu". Wszelkie wydarzenia dotyczące architektury i przestrzeni miejskiej są coraz bardziej popularne. Znajomi, którzy na co dzień nie zajmują się zagadnieniami z zakresu historii, czy teorii architektury, przychodzą na wydarzenia organizowane przez instytucje takie MSN, czy Fundacja Bęc Zmiana, bo zaczynają zdawać sobie sprawę, że przestrzeń publiczna to także ich sprawa. Nie mówiąc już o wydawnictwach - dużo osób kupuje książki Karakteru czy Centrum Architektury, bo wie, że znajomość tego tematu staje się po prostu czymś ważnym w naszym pokoleniu.
Czy to boom, który się skończy, czy zapowiedź faktycznej zmiany?
Myślę, że to jest dopiero początek o wiele większych zmian. Oczywiście reprezentuję dość idealistyczne podejście i pewnie wielu powie, że w Polsce się nic nie zmieni, ale uważam, że musimy wprowadzać do debaty publicznej coś, co najłatwiej jest nazwać "myśleniem utopijnym". Myślenie o innej charakterystyce niż to, które zostało nam wpojone w dobie kapitalizmu, czyli myślenie o rzeczach nie tylko w kontekście tu i teraz, ale w kontekście przeszłości i przyszłości.
Oczywiście to tylko jeden z ważnych elementów myślenia o architekturze i wiele osób może się ze mną nie zgodzić, ale mam wrażenie, że skrajnie ekonomiczne i pragmatyczne podejście jej nie służy. Z jednej strony potrzebujemy teoretycznej refleksji, która poprzedzała by zmianę, z drugiej warunków do jej przeprowadzenia, a te właśnie się pojawiły - między 2013 a 2020 z pomocą Unii Europejskiej w całym kraju zostanie przeprowadzony generalny plan rewitalizacji miast. Może dzięki środkom unijnym politycy bardziej zainteresują się przestrzenią? Wszystko okaże się już niedługo, jednak musimy patrzeć władzy na ręce i udzielać się w życiu publicznym - jeśli mamy zacząć wprowadzać jakieś zmiany, to właśnie teraz.
A co wraz z Powojennym Modernizmem robicie "dla sprawy"?
Ostatnimi czasy dużo się w Powojennym pozmieniało. Po pierwsze właśnie czekamy na potwierdzenie naszego statusu jako Stowarzyszenia, co da nam większą wiarygodność i możliwości prawne. Zmieniliśmy też stronę, dodając rubrykę felietonów i aktualności. Nadal chcemy być archiwum i bazą informacji historycznych, ale zwracamy się też ku temu, co tu i teraz. Chcemy informować o wydarzeniach, a jednocześnie komentować zachodzące zmiany i propozycje władz, aktywistów i wszystkich zaangażowanych w temat.
Nowa strona to też nowa polityka - otwieramy się na ludzi, zbieramy informację od pomniejszych inicjatyw z całej Polski, tak by obraz architektury, który przedstawiamy nie był warszawo-centryczny i ograniczony. Mam nadzieję, że z biegiem czasu wytworzymy platformę dyskusji pomiędzy wspomnianymi już aktywistami i oddolnymi inicjatywami, a architektami i profesjonalistami. Moim osobistym celem jest uaktywnienie środowiska akademickiego, myślę, że byłoby to niezwykle pomocne w tworzeniu warstwy teoretycznej całej "zmiany" o której mówimy.
Jednak naszym głównym celem nadal pozostaje edukacja ludzi z naszego pokolenia. Mimo że podziwiam Joannę Erbel czy Grzegorza Piątka, to wiem też, że jedyna nadzieja to szeroko zakrojona inicjatywa młodych ludzi. Na przykład ludzie, którzy co weekend spotykają się na Placu Zbawiciela, w Warszawie Powiśle czy gdziekolwiek indziej są ogromną siłą, która potrzebuje uaktywnienia. Przestrzeń publiczna i aktywizm musi być modny - zresztą to już się dzieje.
Myślę, że Wasz festiwal filmowy BETON jest najlepszym przykładem „wyjścia do ludzi”. Jak narodził się ten pomysł? Dlaczego zdecydowaliście poświęcić się mu tyle energii i czasu?
Pomysł narodził się na ostatniej edycji Nowych Horyzontów we Wrocławiu. Formuła festiwalu filmowego jest niezwykle atrakcyjna i daje ogromne możliwości działania także poza kinem. Już od jakiegoś czasu interesowały mnie związki architektury i nowych mediów - fotografii, filmu, czy Internetu - więc pomyślałem, że warto byłoby zobaczyć jak to wszystko zadziała w praktyce. Okazało się, że festiwali filmowych poruszającej temat architektury czy designu, jest na świecie dość dużo, jednak w Polsce oprócz małych inicjatyw nic takiego nie miało miejsca.
Szybko rzuciłem myśl Andrzejowi (mój przyjaciel, członek PM) i razem stwierdziliśmy, że to idealny pomysł na edukację architektoniczną i przekroczenie formuły spaceru czy wykładu - formuły powiedzmy sobie szczerze, dość oklepanej. Reszta potoczyła się szybko, zebraliśmy podstawowy skład organizatorów, nie ograniczając się do grupy PM - chciałem, żeby festiwal był autonomiczny, zarówno organizacyjnie, jak i merytorycznie.
Co dokładnie składa się na tę inicjatywę?
Na festiwal składa się 9 filmów, trzy filmy dziennie - dwa dokumentalne i jeden fabularny. Dodatkowo jako kontekst do produkcji pełnometrażowych postaramy się o stworzenie małej filmoteki, która prezentować będzie filmy krótkometrażowe. Struktura merytoryczna jest trochę bardziej skomplikowana - wszystkie filmy będą w jakiś sposób odnosiły się do tematu przewodniego, w nadchodzącej pierwszej edycji będzie to "praktyczny wymiar utopii".
Temat może się wydawać mało nowatorski, ale tak jak wspominałem wcześniej, myślenie utopii może nam się w tym momencie bardzo przydać. Dodatkowo zaakcentowanie "praktyczności" odnosi nas prosto do projektów architektoniczno-urbanistycznych doby modernizacji, a także zwraca uwagę na nasz główny cel - aktywizację społeczeństwa. Poprzez festiwal chcemy zwrócić uwagę nie tylko na "potrzebę zmiany" - poprzez filmy i dyskusje postaramy się przedstawić bardzo konkretne tropy ideowe, a także sposoby myślenia o zmianach i ich wprowadzaniu - tak by uczestnicy festiwalu pozostali aktywni dłużej niż przez czas trwania imprezy.
W naszej rozmowie niejednokrotnie przewija się motyw zmiany i potrzeby jej wprowadzenia. Co jest według Ciebie najważniejszą rzeczą, którą należy uczynić lepszą?
Najistotniejsza jest zmiana podejścia do architektury i przestrzeni na bardzo szeroką skalę. Przestrzeń publiczna musi wejść do oficjalnego dyskursu, szczególnie politycznego. Z jednej strony trzeba edukować młodych ludzi i inwestować w przyszłość, z drugiej strony radzić sobie z doraźnymi problemami, zmieniać prawo i twardo je egzekwować - wprowadzenie planów zagospodarowania przestrzennego jest tu jedną z najbardziej palących kwestii, ale zmiana musi dotyczyć wszystkich aspektów budownictwa, od skali regionów i miast, aż do materiałów używanych przy konkretnych realizacjach. Chodzi stworzenie systemu, w którym z jednej strony ważną rolę odgrywaliby fachowcy - architekci, urbaniści, teoretycy (humaniści) - z drugiej natomiast głos mieliby mieszkańcy, poprzez wszelkie formy konsultacji społecznych.
Zmienić musi się myślenie całego społeczeństwa, a taką zmianę możemy uzyskać wyłącznie poprzez powolne wprowadzanie nawet małych zmian i długotrwałej edukacji skoncentrowanej na młodych pokoleniach. Tylko wtedy stworzymy odpowiedni grunt pod zmiany, które z naszej perspektywy są rewolucyjne, ale już za kilkadziesiąt lat mogą się okazać czymś ogólnie przyjętym i w pełni zaakceptowanym. Stworzyć grunt tak myślowy, jak praktyczny i powoli zmieniać małą i średnią skalę - tylko tak uda nam się osiągnąć długofalowe większe cele. Wierzę, że nie jest to wizja utopijna i taki system może zaistnieć w Polsce jeszcze za naszego życia.
